Dorzucę jeszcze jedno — kiedy mam wątpliwości co do odpowiedzi to często pytam wprost: czy moja odpowiedź jest wiarygodna? To brzmi może śmiesznie, ale naprawdę pomaga sprawdzić czy jesteś w dobrym stanie do sesji. Jeśli dostaniesz nie, odpuść na dziś.
Zaraz, a jak wahadło może oceniać czy samo jest wiarygodne? To trochę jak pytać sędziego czy jest bezstronny, nie? Coś mi tu nie gra w tej logice.
Wracam do tematu Słonecznicy bo mam podobny problem — szukam od tygodni pierścionka mamy i zastanawiam się nad czymś. Czy można jako świadek użyć zdjęcia przedmiotu, jeśli nie mam drugiego takiego samego ani niczego od tej samej pary?
Ooo, Teodozja też szuka czegoś po mamie? Ja mam ten jeden kolczyk który jest parą zaginionego, więc rozumiem to jako idealny świadek. Ale zastanawiam się — czy trzymać go w lewej ręce cały czas podczas sesji, czy tylko na początku żeby się 'nastroić'?
Ja zawsze trzymam świadka przez całą sesję, w lewej ręce, pod wahadłem. Niektórzy kładą go na mapie. Próbowałam obu sposobów i dla mnie kontakt fizyczny przez całą sesję daje wyraźniejszy sygnał, ale to może być kwestia indywidualna. Jak będziesz próbować to sprawdź oba.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie do bardziej doświadczonych — czy szukanie zagubionego przedmiotu jest trudniejsze czy łatwiejsze niż np. szukanie żył wodnych? Bo intuicyjnie wydaje mi się że woda to coś bardziej naturalnego i wyraźniejszego.
Ja próbowałam kiedyś szukać wahadłem zgubionego klucza i kompletnie mi nie wychodziło, wahadło kręciło się chaotycznie i nie dawało żadnych wyraźnych odpowiedzi. Czy to mogło oznaczać że klucz był poza moim mieszkaniem?
To by miało sens. Radiesteci mówią o tzw. strefie martwej — jeśli przedmiot jest zbyt blisko twojego własnego pola bioenergetycznego to wahadło może gubić punkt odniesienia. To trochę jak próba ustawienia ostrości w aparacie na coś co jest dosłownie przy obiektywie.
Czyli jeśli dobrze rozumiem — Jasnowidzka siedziała praktycznie na kluczu i dlatego wahadło wariowało? To paradoks, że im bliżej tym trudniej zlokalizować.
To mnie trochę niepokoi bo kiedy szukam tego kolczyka to jestem w swoim mieszkaniu i noszę drugą sztukę przy sobie jako świadek. Czy to oznacza że powinam gdzieś wyść i stamtąd robić sesję? Albo przynajmniej zostawić kolczyk-świadek w innym pomieszczeniu?
to jest bardzo dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam w kontekście pierścionka mamy. Jeśli pracuję nad mapą z pokoju obok to czy to zmienia cokolwiek? Czy dystans fizyczny od miejsca szukania ma znaczenie przy teleradiestezji?
Ja jeszcze nie słyszałam o tym żeby sama obecność w miejscu szukania przeszkadzała, ale logika Jasnowidzki z tym kluczem coś mi tam porusza. Mam wrażenie że problem nie był w bliskości fizycznej tylko w tym że jej własne zdenerwowanie i zaangażowanie blokowały sygnał. Co wy sądzicie — czy emocje przy szukaniu czegoś bliskiego sercu robią więcej szkody niż bliskość fizyczna?
Właśnie chciałem zapytać o to samo co Adeptka. Bo z jednej strony słyszę że motywacja i intencja pomagają, a z drugiej że emocje przeszkadzają. To jak to jest — emocje pomagają czy szkodzą przy szukaniu?
To prawda co mówi Bronek, kiedy szukam pierścionka mamy to jest w tym tyle ładunku emocjonalnego że trudno mi w ogóle wejść w spokojny stan. Próbowałam kilka razy i za każdym razem wahadło albo kręci się dziwnie albo daję odpowiedzi które potem okazują się błędne. Może powinnam poprosić kogoś niezaangażowanego żeby poszukał zamiast mnie?
A czy osoba trzecia musi w ogóle wiedzieć co szuka? Czy wystarczy że ma świadka i pyta o lokalizację bez wiedzy co to za przedmiot?
Zrobiło mi się tu od tych informacji i trochę głowa mi się kręci 🙂 Chcę to podsumować dla siebie: trzymać świadek w lewej ręce odizolowany, robić sesję ze spokojnym umysłem bez presji, ewentualnie pracować nad mapą, zadawać pytania sektorami. Czy czegoś ważnego mi brakuje przed pierwszą próbą?
Dodałabym jeszcze jedno — zanim zaczniesz sesję właściwą, zrób kilka pytań kalibracyjnych na które znasz odpowiedź. Czy jestem kobietą, czy mam na imię tak jak mam, coś takiego. To ustala połączenie na ten konkretny moment i daje ci pewność że wahadło w danej chwili działa prawidłowo. Potem dopiero zacznij pytać o kolczyk.
Dobra, a to pytanie kalibracyjne to w ogóle muszę robić za każdym razem czy tylko przy pierwszej sesji? Bo wydaje mi się że jak już raz ustaliłam swoje 'tak' i 'nie' to one powinny być stałe, nie?
Nie, nie są stałe i to jest właśnie pułapka dla początkujących. Twój stan się zmienia, poziom energii się zmienia, nawet pora dnia robi różnicę. Ja mam ustalone sygnały od dawna i dalej robię kalibrację przed każdą poważniejszą sesją. To minutę zajmuje a daje spokój głowy.
Wracając do tej kalibracji — to jest coś co można zrobić tuż przed szukaniem kolczyka czy trzeba się jakoś wcześniej przygotować? Pytam bo Słonecznica chyba chce to zrobić praktycznie, a nie teoretycznie.
Właśnie, dokładnie o to mi chodzi. Chciałabym spróbować jeszcze dzisiaj. Mam więc: świadek w lewej ręce, odizolowany od ciała, wcześniej kilka pytań kalibracyjnych, praca sektorami. Coś jeszcze? Szczególnie przy tym szukaniu w mieszkaniu fizycznie, nie nad mapą.
Jak szukasz fizycznie w mieszkaniu to polecam żebyś zaczęła od pytania ogólnego — czy przedmiot jest w tym mieszkaniu? I żebys upewniła sie ze jest bo inaczej możesz szukać godzinę w złym miejscu. Proste pytanie a dużo czasu oszczędza.
Mnie zastanawia jak w ogóle robić te sektory w mieszkaniu. Czy to znaczy że chodzę z wahadłem od pokoju do pokoju i pytam 'tu?' albo rysuję plan i nad nim pracuję? Bo jedno i drugie brzmi sensownie ale nie wiem które skuteczniejsze.
Ja próbowałam raz z planem i narysowałam sobie rzut mieszkania na kartce, a potem wahadłem wskazywałam miejsce. Tylko nie wiedziałam jak dokładnie — wahadło zaczęło skręcać nad jednym rogiem kartki ale ten róg to był cały pokój. Jak zawęzić wynik?
Czytam to wszystko i mam pytanie które pewnie zabrzmi dziwnie — wahadło wskazuje miejsce bo ono 'wie' gdzie jest przedmiot, czy to ja podświadomie wiem i wahadło tylko to ujawnia? Bo te dwa wyjaśnienia dają ten sam wynik ale chyba są zupełnie inne?
To mnie trochę przeraża, bo wynika z tego że można całe życie praktykować i nie wiedzieć dlaczego to działa? Czy to nie przeszkadza w praktykowaniu?
Ja mam wrażenie że Słonecznica może mieć dzisiaj problem z tymi emocjami przy szukaniu właśnie dlatego że kolczyk jest ważny. Może warto żeby ktoś bliski ale nie związany z kolczykiem spróbował zrobić tę sesję? Coś jak o czym mówili wcześniej z osobą trzecią.
