Wpadłem ostatnio na materiał Wendy De Rosy o tylnych aspektach czakr i nie mogę przestać o tym myśleć. Większość tego, co czytałem przez lata, mówi o czakrach jakby były to płaskie kółka z przodu ciała - korzeń, sakralna, splot, serce, gardło, trzecie oko, korona. A ona traktuje to jakby każda (poza pierwszą i siódmą) miała dwa aspekty - przedni i tylny. Z przodu emocje, ekspresja, kontakt z otoczeniem. Z tyłu wola, przekonania, podświadome wzorce, energia "wsparcia".
Pytanie do Was - kto faktycznie pracuje świadomie z tylną stroną? Ja zawsze medytowałem skupiając się na froncie, najwyżej wizualizując "tunel" przechodzący przez ciało. Teraz zacząłem celowo kierować uwagę za plecy i mam wrażenie, że to inne odczucie. Trochę jakby otwierało się coś, czego dotąd nie zauważałem.
De Rosa nie wymyśliła tego od zera, choć dziś najczęściej kojarzy się jej książki. W starszych tekstach jogicznych masz pojęcie czakr przedstawione w przekroju – kielich z przodu, łodyga sięgająca do kręgosłupa. W praktyce jogi północnoindyjskiej pracowano z tym co biegnie wzdłuż sushumny, a więc faktycznie z osi tylnej. Zachód spłaszczył to do "siedmiu kółek na schemacie" i stąd całe to odkrywanie tyłu na nowo. Sam wracam do tylnej strony serca regularnie i to zupełnie inna jakość niż przód.
Ja bym się trochę powstrzymał z entuzjazmem. Część osób w nurcie New Age robi z tego osobny system, a tak naprawdę to jedna i ta sama czakra widziana z dwóch stron. Pytanie brzmi raczej, gdzie kierujesz uwagę i co przez to przepuszczasz. Tylna powierzchnia to nie jest "druga czakra", tylko inny biegun przepływu.
Praktycznie u mnie wygląda to tak, że kiedy czuję się wyczerpana po długim dniu z ludźmi, kładę się na plecach i świadomie kieruję uwagę za serce, między łopatki. Po kilku minutach robi się tam ciepło i to jest moment, w którym faktycznie coś we mnie wraca. Frontem dawałam, tyłem przyjmuję. Może to nieprecyzyjne, ale tak to działa.
A ja dodam coś, czego mało kto bierze pod uwagę. Tylne aspekty są mocno powiązane z mięśniami głębokimi przykręgosłupowymi, z układem przywspółczulnym. Kiedy ktoś chronicznie napina plecy, tylne ośrodki są dosłownie ściśnięte. Nie da się tego obudzić samą wizualizacją, jeśli ciało jest spięte jak struna. Trzeba zacząć od rozluźnienia.
