Wczoraj wpadła mi w ręce książka o astrologii horarnej i odpaliłem temat - okazuje się, że to gałąź astrologii, w której stawia się kartę nie na moment urodzenia, ale na moment zadania pytania. Brzmi prosto i mistycznie zarazem. Macie z tym doświadczenie? Bo z jednej strony słyszałem entuzjastów, którzy mówią, że to działa lepiej niż natal, z drugiej - sceptyków twierdzących, że to bardziej magia niż astrologia. Co Wy o tym sądzicie?
@Lubon Działa. Tylko że horarka wymaga zupełnie innego podejścia niż natal - tu nie ma psychologii, nie ma "transformacji wewnętrznej". Jest pytanie, kontekst, znaczniki w domach, ich aspekty i odpowiedź tak/nie/może. Lilly w "Christian Astrology" z 1647 roku rozpisał to wszystko i jego reguły dalej działają. Polecam też Frawleya, "The Horary Textbook" - on jest bardzo bezkompromisowy, ale właśnie dlatego skuteczny.
Horarka u mnie sprawdza się w 70-80% przypadków, ale tylko gdy pytanie jest naprawdę pilne i osobiste. Nie ćwiczę na pytaniach typu "czy będzie padać jutro" - choć klasycznie horarka świetnie sobie radzi z zagubionymi rzeczami. Ostatnio postawiłam kartę na pytanie "czy ten klient mi zapłaci", bo zwlekał z fakturą. Skorpion na ASC, władca w 12 domu, Saturn w 7. Klasyczny obraz "nie zapłaci, bo nie chce i się ukrywa". I tak też wyszło.
Mam pytanie - jak to się dzieje, że karta postawiona na moment zadania pytania w ogóle ma sens? Bo czas zadania pytania to przecież czysty zbieg okoliczności. Czy to taka czysta forma synchroniczności?
A jak to wygląda technicznie - można postawić kartę samemu na własne pytanie, czy lepiej, żeby ktoś inny ją interpretował? Bo wiadomo, że własne emocje przeszkadzają.
Dorzucę swoje doświadczenie - postawiłam horarkę kilka miesięcy temu na pytanie znajomej "czy ten mężczyzna do mnie wróci". Marsa miałam na ASC, Wenus w 7 ale w wygnaniu, w upadku zresztą. Pokazałam jej, że karta wskazuje, iż formalnie wróci, ale to nie będzie zdrowa relacja - i właśnie tak się stało. Wrócił, ale wszystko poszło w to samo bagno. Horarka odpowiada na pytanie dosłownie, czasem boleśnie dosłownie.
Czytam Was z opóźnieniem, ale temat mnie zaciekawił. Czy "considerations before judgment" Lilly'ego to są takie sztywne reguły, że jeśli któraś z nich zachodzi, to po prostu nie stawiamy karty?
Wstałem, czytam i wczoraj wieczorem narobiło się tu sporo. Mam pytanie - jeśli postawimy horarkę i Księżyc jest VOC, to po prostu sprawa "umrze" i nic z niej nie wyjdzie? Czy zawsze tak jest?
Skoro już dotykamy detali - kluczowe są też trzy mechanizmy: prohibition, frustration i refranation. Prohibition: aplikujący aspekt zostaje przerwany, bo wcześniej dochodzi do innego aspektu, który "zabiera" planetę. Frustration: planeta robi aspekt do innej, ale ta druga zmienia znak zanim doczeka aspektu. Refranation: planeta zaczyna się cofać tuż przed exaktem aspektu. Wszystkie trzy oznaczają, że sprawa się nie sfinalizuje, mimo że wygląda obiecująco.
Po przeczytaniu Waszych komentarzy spróbowałem postawić kartę na pytanie "czy dostanę awans, o który się staram". ASC w Bliźniętach, Merkury (władca ASC) w 11 domu w Lwie. Władca 10 (Jowisz) w 6 w Wodniku retrogradacja. Aspektu między Merkurym a Jowiszem nie widzę żadnego aplikującego. Księżyc też w 6, separujący trygon do Jowisza. Co Wy z tego wyczytujecie?
Pytanie z innej beczki - czy horarka działa na pytania o zwierzęta? Bo mam koleżankę, której znikał ostatnio kot, i myślałam, żeby zastosować. Tylko nie wiem, który dom byłby właściwy.
Skoro już rozmawiamy o praktyce - Skyscript Deborah Houlding to skarbnica wiedzy o horarce. Ma tam przykłady kart krok po kroku, niektóre bardzo szczegółowe. Polecam każdemu, kto zaczyna - lepiej zacząć od zrozumienia, jak inni interpretują, niż od własnych prób od zera.
