Ja zyję już jutrzejszym wieczorem, rozkładam w głowie co na siebie włożyć. Głupio się przyznać ale przymierzałam wczoraj trzy sukienki przed lustrem jak nastolatka.
Liczę dni do jego powrotu, bo to już niedługo. Wczoraj przez telefon gadaliśmy do drugiej w nocy, dzisiaj zaspałam do pracy 😛
Z nim na razie bez zmian, pisze codziennie. Ale ta sobota wisi nade mną jak znak zapytania. Raz myślę że się uda, raz że znowu odwoła.
On się odezwał dzisiaj. Wesoły, jakby nigdy nic. A ja już nie wiem czy mam ochotę grać w tę grę. Coś we mnie przygasło.
Napisał na dobranoc że czeka na sobotę. Może jednak faktycznie tym razem się zobaczymy. Postanowiłam że nie będę o tym myśleć aż do piątku.
Wieczorem się widzimy, cały ranek mam motyle w brzuchu i nie mogę usiedzieć na miejscu.
Nie pisałam do niego od wczoraj. I wiecie co? Jakoś mi lżej. Może to znak że powinnam dać sobie z tym spokój.
Ustaliliśmy szczegóły soboty, mamy spotkać się na starówce u nas. Widzę że idzie konkretne tym razem.
Wróciłam przed chwilą. Było magicznie, na koniec odprowadził mnie pod same drzwi i pocałował. Chyba wracamy do siebie!
Cudownie !!!
Czytam Wasze historie i z jednej strony się cieszę, z drugiej zazdroszczę. U mnie cisza, ja sama już nie mam siły wyczekiwać.
Już ustala kiedy następne spotkanie. Pyta czy w sobotę mam czas. Lecę w tym jak w transie, dawno tak nie było.
