To brzmi jak intuicyjna strategia, a nie brak strategii. I właściwie w pracy energetycznej intuicja jest często lepszym kompasem niż sztywny plan. Chociaż rozumiem, że jak zaczynasz, to intuicja jeszcze nie jest dobrze skalibrowana.
Słucham was i mam wrażenie, że rozmowa krąży wokół czegoś, o czym nikt wprost nie mówi. Czy dźwięk przed afirmacjami to jest coś, co zmienia samą afirmację, czy tylko zmienia stan osoby, która ją powtarza? Bo to chyba kluczowe pytanie w tym wszystkim.
Może obie rzeczy zachodzą jednocześnie i nie da się ich rozdzielić w praktyce? Jak czakry i umysł są połączone, to praca z jednym wpływa na drugie. Przynajmniej tak to u mnie wygląda, że nie wiem, gdzie kończy się efekt mentalny, a zaczyna energetyczny.
Może na początku naprawdę nie ma sensu tego rozdzielać. Ja przynajmniej nie jestem w stanie. Jak zaczynam sesję z dźwiękiem i potem mi afirmacje idą lepiej, to coś w tym jest, niezależnie od nazwy. Zastanawiam się bardziej, jakie dźwięki faktycznie pomagają, bo misa to jedno, ale słyszałam o częstotliwościach, tonach, i nie wiem, czy to ma znaczenie.
O, ja też słyszałam o tych częstotliwościach, ale nie wiem, co to naprawdę znaczy w praktyce. Czy chodzi o konkretne nuty, czy o sposób wytwarzania dźwięku? Bo jak słucham miski, to nie myślę o tym, jaka to częstotliwość, po prostu czuję, co czuję.
Są ludzie, którzy bardzo szczegółowo podchodzą do częstotliwości, na przykład 432 Hz kontra 440 Hz i różne z tego wynikające teorie. Nie wiem, ile w tym prawdy, bo trudno to sprawdzić samodzielnie. Ale słyszałam, że misy tybetańskie z brązu mają swój naturalny zakres i dlatego są inne niż elektroniczne dźwięki z nagrania.
Szczerze? Nie wiem, czy nagranie działa tak samo jak fizyczna misa. Logika podpowiada, że fale dźwiękowe docierają do nas tak czy siak, ale część osób uważa, że prawdziwa misa ma coś, czego nagranie nie odda, bo wibruje w przestrzeni razem z tobą. Nie mam jak tego sprawdzić, bo sama mam misę i nie porównywałam na sobie.
No właśnie, ja tylko z nagrań i teraz zaczynam się zastanawiać, czy nie robię czegoś nie tak od początku. Wcześniej w ogóle nie przychodziło mi to do głowy. Skoro misa wibruje i to wchodzi przez ciało, to może połowa efektu mnie omija?
Ale chwila, bo to mnie też zastanawia. Ludzie słuchający muzyki przez słuchawki też przecież czują wibracje, zwłaszcza basowe. To jest to samo, czy inna kategoria wibracji? Nie wiem, czy da się to rozdzielić tak prosto.
To jest dla mnie ważna kwestia, bo ja też używam nagrań. Ale mam pytanie praktyczne, czy jest jakiś próg, od którego ma sens kupować prawdziwą misę? Bo to jest koszt, a nie wiem, czy będę z tego korzystać regularnie. Może najpierw warto na nagraniach dojść do jakiegoś poziomu?
Lena, to jest sensowne podejście. Tylko jak masz wiedzieć, że 'doszłaś do jakiegoś poziomu' bez narzędzia odniesienia? To trochę jak z intuicją wcześniej, skąd wiesz, że jest dobrze skalibrowana, skoro nie masz nic do porównania.
Znam osoby, które przez lata używały tylko nagrań i były zadowolone. Ale znam też kogoś, kto po pierwszym kontakcie z prawdziwą misą powiedział, że poprzednie lata były niczym. Więc chyba nie ma jednej odpowiedzi. Choć to może być kwestia wrażliwości, a nie samych mis.
A czy ten temat z nagraniami versus fizyczna misa nie wraca trochę do wcześniejszego pytania o to, czy efekt jest energetyczny, czy psychologiczny? Bo jeśli efekt jest głównie w skupieniu i relaksacji, to nagranie powinno działać podobnie. Jeśli chodzi o realne wibracje w ciele, to już inna sprawa.
Dobra, to może ja spróbuję zrobić coś konkretnego. Przez kilka tygodni będę robiła afirmacje z nagraniem, a potem spróbuję pożyczyć od kogoś misę i porównać. Tylko skąd mam misę pożyczyć, to inna sprawa. Czy na takich sesjach z bioenergoterapeutami da się posiedzieć przy czyjejś?
A wracając do afirmacji, bo trochę odeszliśmy, czy wy powtarzacie afirmacje na głos, czy w głowie? Bo mnie się wydaje, że to też może mieć znaczenie, jeśli mówimy o dźwięku jako elemencie praktyki. Twój własny głos też jest dźwiękiem.
Jest taka koncepcja, że głos jest jednym z najmocnojszych, przepraszam, jednym z najmocniejszych instrumentów energetycznych, bo pochodzi bezpośrednio z ciebie. Mantry działają właśnie na tej zasadzie. Nie wiem, czy to się przekłada jeden do jednego na afirmacje, ale coś w tym może być.
Hej, a może głośność i ton głosu przy afirmacjach też mają znaczenie? Bo mnie zawsze mówiło się, żeby mówić z przekonaniem, ale nie myślałam o tym od strony dźwiękowej. Lena, ty jak to czujesz, czy masz wrażenie, że twój głos zmienia się, jak jesteś bardziej skupiona?
Szczerze, to chyba tak. Jak jestem rozkojarzona, to mówię szybciej i płycej. Jak jestem spokojniejsza po tym wyciszeniu dźwiękiem, to głos jakby siada niżej i wolniej. Nie wiem, czy to ma znaczenie energetyczne, ale na pewno czuję to fizycznie. Może to jest właśnie ten brakujący element, który chciałam opisać.
To co mówisz brzmi jak opisanie stanu, w którym ciało i umysł są bardziej zsynchronizowane. I jeśli afirmacja ma działać, to może właśnie to jest kluczowe, a nie tyle to, czy dźwięk zewnętrzny jest z misy czy z nagrania. Ale to znowu zależy od tego, po co tak naprawdę ten dźwięk jest w tej praktyce.
To co Lena opisała z głosem siadającym niżej, to mnie zaciekawiło, bo ja też to czuję, tylko nigdy nie nazwałam tego w ten sposób. Jak jestem napięta, to wszystko jest jakby na górze, wysoko, i mówię wtedy szybciej. Czy to może być jakiś sygnał energetyczny, czy po prostu fizjologia?
Ale właśnie, czy da się w ogóle rozdzielić to jedno od drugiego? Jeśli głos siada niżej i ciało się uspokaja, to może to jest właśnie ta synchronizacja, o której mówił Ludwiczek. Pytanie, czy to jest skutek dobrze dobranego otoczenia dźwiękowego, czy może jednak wychodzi od środka.
Ja mam wrażenie, że jedno i drugie może się nakręcać. Jak zaczynam od spokojnego dźwięku z zewnątrz, to potem mój głos się stabilizuje, a jak głos się stabilizuje, to jakoś łatwiej mi uwierzyć w to, co mówię. Tylko nie wiem, od czego zacząć, żeby wejść w ten stan bez nagrania, bo nie zawsze mam warunki, żeby coś puścić.
Powiem szczerze, że nigdy nie próbowałam tego mruczenia przed afirmacjami. Ale teraz, jak o tym czytam, to brzmi logicznie. Tylko jak długo trzeba tak mruczeć, żeby cokolwiek poczuć? Bo nie chcę siedzieć dziesięciu minut na rozgrzewce, zanim zacznę właściwe ćwiczenie.
Myślę, że to zależy od człowieka, ale z mojego doświadczenia przy pracy z czakrami, kilka wdechów i wydechów z dźwiękiem wystarczy, żeby coś poczuć. Nie chodzi o długość, ale o to, żeby w ogóle się zatrzymać przed wejściem w praktykę. Chociaż Lena ma rację, że jak trzeba się specjalnie przygotowywać, to niektórzy po prostu tego nie będą robić.
O właśnie, to jest ten problem z konsekwencją. Jak coś ma za dużo kroków, to ja przynajmniej zaczynam pomijać te, które wydają mi się nieobowiązkowe. I potem nie wiem, czy ćwiczenie nie działa, czy po prostu robię je za skrótowo. Lena, czy ty masz jakiś stały schemat, czy za każdym razem improwizujesz?
Raczej improwizuję i chyba to jest mój problem. Raz puszczam nagranie, raz nie, raz mówię głośniej, raz szeptem. Może dlatego nie wiem, co faktycznie działa, bo nie mam żadnego punktu odniesienia. Trochę wstyd przyznać, bo chyba każdy zakłada, że jak ktoś pyta o pierwsze kroki, to ma już jakiś plan.
Ale to jest chyba zupełnie normalne na początku. Ja też przez długi czas robiłam wszystko różnie i dopiero po czasie zaczęłam zauważać, co mi pomaga, a co nie. Tyle że nie miałam forum, gdzie mogłam o tym porozmawiać, więc dużo próbowałam po omacku. Może to, że tu piszesz, już jest jakimś krokiem do tego, żeby to poukładać.
