A może zamiast mruczenia sprawdza się cokolwiek, co skupia uwagę na oddechu albo ciele? Bo humming jest jedną opcją, ale chyba nie jedyną. Pytam, bo nie każdy komfortowo mruczy sam ze sobą w ciszy.
To wychodzi na to, że dla Leszka niezręczność hummingu to realna przeszkoda i może warto to powiedzieć wprost. Jeśli coś sprawia, że czujesz się głupio, to chyba trudno będzie być w tym obecnym. A obecność chyba jest warunkiem jakiegokolwiek efektu, nie?
Mnie ta bariera niezręczności też dotyczy. Jak słyszę, że mam mruczeć, to od razu wyobrażam sobie siebie w pokoju i jakoś mi to nie pasuje. Ale cisza też mi nie wychodzi, bo zaraz zaczynam myśleć o rzeczach z dnia. Czy ktoś ma pomysł, jak w ogóle wejść w jakiś wstęp, który nie wymaga ani jednego, ani drugiego?
Właśnie, bo ja chyba zaczynam rozumieć, że to pytanie o otoczenie dźwiękowe, od którego zaczęłam, jest w sumie pytaniem o to, jak w ogóle przygotować siebie do afirmacji. I to jest odpowiedź na moje pierwsze pytanie o pierwsze kroki, tyle że doszłam do niej okrężną drogą przez całą tę rozmowę. Ale co każdy z was wybrałby jako ten jeden konkretny punkt startowy, gdybyście mieli to komuś powiedzieć wprost?
