Szukam ostatnio informacji o bioenergoterapii i trochę się pogubiłam, bo wszędzie piszą o czymś innym. Raz to Reiki, raz bioenergoterapia klasyczna, raz coś o polach morficznych... Czy to w ogóle są różne metody czy to ta sama rzecz pod różnymi nazwami? I drugie pytanie, które mnie nurtuje - czy afirmacje mogą być częścią takiego uzdrawiania? Mam na myśli konkretnie negatywne emocje, bo czytałam, że afirmacje mogą je tłumić zamiast uzdrawiać. Ciekawa jestem co wy na to.
To są zdecydowanie różne metody, choć mają wspólny mianownik - założenie o istnieniu subtelnych pól energetycznych wokół ciała. Reiki pochodzi z Japonii, opiera się na przekazywaniu energii przez ręce i ma dość sformalizowany system inicjacji oraz symboli. Bioenergoterapia w klasycznym rozumieniu to szersza kategoria, wywodząca się bardziej z tradycji europejskiej, gdzie terapeuta pracuje z polem bioenergetycznym bez konieczności przejścia przez konkretny system stopni. Co do afirmacji i tłumienia emocji - to bardzo dobre pytanie i powiem szczerze, że tu rzeczywiście jest pułapka. Afirmacja użyta jako przykrywka na emocję zamiast jej przeprocesowania to klasyczny mechanizm unikania, który psycholodzy opisują jako toxic positivity.
Dodam coś z praktyki, bo pracuję z ludźmi energetycznie od dłuższego czasu. Widziałam osoby, które przychodziły z garścią wyuczonych afirmacji i totalnie zablokowanym ciałem. Energetycznie to wyglądało jak szczelnie zakryty garnek - pod spodem gotowało się, a pokrywka była przykręcona. Praca przez ręce, przez pole, potrafiła otworzyć to, czego żadne słowo nie ruszyło. Natomiast nie powiedziałabym, że afirmacje są złe - po prostu mają swoje miejsce i czas w procesie.
Wtrącę się, bo przy okazji tematu o różnicach między metodami warto zwrócić uwagę na coś, o czym rzadko się mówi. Reiki, bioenergoterapia, pranic healing, quantum touch - to nie jest tak, że jedna jest lepsza od drugiej. Różnią się przede wszystkim systemem pracy, frameworkiem, przez który terapeuta wchodzi w kontakt z energią. Reiki ma symbole i inicjacje, pranic healing mocno akcentuje oczyszczanie przed napełnianiem, bioenergoterapia klasyczna często kładzie nacisk na diagnozę pola. Pytanie do wątku afirmacyjnego: czy ktoś tu próbował łączyć pracę energetyczną z afirmacjami w trakcie sesji, a nie osobno?
To co piszecie o tej zgodzie na emocję jest dla mnie nowe. Myślałam, że afirmacje to zawsze coś w stylu 'jestem zdrowa, jestem szczęśliwa'... A tu wychodzi, że można afirmować coś trudnego? Trochę mnie to zaskakuje, bo wydawało mi się, że chodzi o zastępowanie negatywnego pozytywnym.
Mimoza, to bardzo częste nieporozumienie i rozumiem skąd się bierze, bo większość popularnych materiałów o afirmacjach idzie właśnie w tę stronę. Ale jest różnica między afirmacją jako zaprzeczeniem rzeczywistości a afirmacją jako intencją lub akceptacją. Pierwsze może naprawdę blokować, drugie może otwierać. Wracając do pytania o różnice między metodami bioenergoterapii - mam wrażenie, że ta kwestia gdzieś nam umknęła. Czy ktoś ma bezpośrednie doświadczenie z kilkoma różnymi podejściami i może porównać jak to się czuje w praktyce?
Byłam na sesjach Reiki i na bioenergoterapii u dwóch różnych osób i powiem jak to ode mnie wyglądało. Reiki było spokojniejsze, bardziej 'strukturalne' jeśli można tak powiedzieć - terapeuta pracował metodycznie, pozycja za pozycją. Bioenergoterapia była bardziej dynamiczna, terapeuta reagował na to co czuł w polu, nie trzymał się schematu. Odczucia miałam w obu przypadkach, ale inne. Przy Reiki - głęboki spokój, przy bioenergoterapii - większe rozruszanie, jakby coś się przesuwało.
Warto na chwilę zatrzymać się przy tej kwestii metody kontra terapeuta, bo to naprawdę niełatwe do rozplątania. W tradycji azjatyckiej, z której wywodzi się Reiki, przekaz energii jest ściśle związany z inicjacją - Usui Mikao stworzył system, w którym forma i intencja są nierozdzielne. Bioenergoterapia w wydaniu europejskim, np. w podejściu Wilhelma Reicha i jego koncepcji 'orgonum' czy późniejszych prac Lowena, idzie w stronę uwolnienia blokad przez ciało, przez ruch, oddech, a nie przez formalne pozycje rąk. To fundamentalnie różne filozofie pracy z energią, nie tylko estetyka. Pytanie, które mnie tutaj interesuje: czy ktoś z was miał sesję, gdzie terapeuta łączył pracę energetyczną z aktywnym uczestnictwem klienta - np. własnym oddechem, ruchem, właśnie afirmacją?
Dobra, ale ile takich sesji potrzeba żeby poczuć realną różnicę? Pytam bo mam wrażenie że na tych forach zawsze jest dużo teorii a potem okazuje się że to trwa latami.
Wracając jeszcze do tego co pisała Irga o tłumieniu emocji przez afirmacje - zastanawiam się czy to znaczy, że zanim zacznę używać afirmacji przy jakichś trudnych emocjach, powinnam najpierw w ogóle wiedzieć co te emocje dokładnie są? Bo ja czasem sama nie wiem co czuję, po prostu jest mi źle i tyle.
Mimoza, to bardzo ważne pytanie i cieszę się, że je zadałaś. Tak, najpierw warto wiedzieć co to jest, zanim zaczniesz tym pracować. Ale tu jest pewna pułapka - bo czekanie na pełną jasność co do własnych emocji może trwać latami. Często nie wiemy co czujemy, dopóki nie zaczniemy w jakiś sposób do tego podchodzić. Więc pytanie nie tyle 'czy wiem co to jest', ale raczej 'czy jestem gotowa to poczuć, cokolwiek to jest'.
Okej, to mnie trochę uspokaja. Bo miałam wrażenie, że robię coś źle, że nie 'umiem' używać afirmacji skoro nie znam dokładnie swoich emocji. A tu wychodzi, że to nie jest warunek wstępny. Tylko... czy to nie jest trochę tak, że wtedy ta afirmacja działa na ślepo?
Mimoza, nie do końca 'na ślepo'. Raczej na zaufanie. Jest różnica. Ślepo to znaczy bez żadnej intencji, a tu intencja jest - mówisz ciału 'jestem tu, słucham'. To nie jest przypadkowe strzelanie w ciemność.
Ale zaraz, bo się pogubiłem. Na początku tego wątku chodziło o różnice między metodami bioenergoterapii, a teraz rozmawiamy głównie o afirmacjach. Czy afirmacje to w ogóle część bioenergoterapii jako takiej, czy to osobna technika, która się tylko nakłada?
To co pisze Arnold zgadza się z tym co sama obserwowałam. Ale właśnie dlatego mam pytanie - czy te systemy można mieszać? Tzn. czy ktoś, kto jest np. bioenergoterapeutą, może przy okazji używać elementów thetahealingu? Czy to nie psuje jednego i drugiego?
Tzn. że jak idę do terapeuty to powinienem go zapytać wprost z jakiej metody korzysta? I on powinien umieć odpowiedzieć?
To ciekawe, bo ja kiedy szukałam terapeuty, to w ogóle nie wiedziałam o co pytać. Myślałam, że albo ktoś 'ma energię' albo nie. Nie miałam pojęcia, że to są różne szkoły z różnymi założeniami.
To bardzo częste. I dlatego rynek jest trochę chaotyczny - każdy może się nazywać bioenergoterapeuta, bo nie ma certyfikacji w Polsce na poziomie ustawowym. Reiki ma przynajmniej hierarchię stopni, którą można sprawdzić. Przy bioenergoterapii trzeba już bardziej polegać na poleceniach i własnym rozeznaniu.
To znaczy, że te szybkie certyfikaty są bezużyteczne? Czy może po prostu słabsze?
Dobry przykład z prawem jazdy. Chociaż w Reiki chyba trudniej ocenić jakość 'jazdy', bo to nie jest tak namacalne.
I tu wracamy do podstawowego problemu całej bioenergoterapii - brak wspólnych standardów oceny. W tarote mam Rider-Waite, w runach Elder Futhark, są ustalone systemy. Tu każda szkoła buduje swój język i swoje kryteria skuteczności, więc porównanie jest naprawdę trudne.
To co mówi Ballen jest ważne, ale chyba trochę zbyt szybko przyjmujemy, że brak standardów to problem tylko bioenergoterapii. W astrologii też nie ma jednego standardu, a ludzie jakoś się orientują co jest wartościowe, a co nie. Może problem leży gdzie indziej?
Słuchajcie, ja jako osoba, która szuka terapeuty, trochę się gubię w tej prawnej stronie. Ale to co powiedział Eustachy trafia do mnie bardziej praktycznie. Jeśli terapeuta mówi, że mi 'uzdrowi' coś konkretnego, to powinnam być ostrożna, tak?
Tak, i to niezależnie od metody. Jeśli ktokolwiek obiecuje konkretny rezultat zdrowotny, a nie mówi o wspieraniu, równoważeniu czy pracy z samopoczuciem, to powinnaś zapytać wprost na czym opiera tę obietnicę. Dobry terapeuta powie ci uczciwie 'nie wiem jak twoje ciało zareaguje'.
To znaczy, że właściwie nikt nie może ci powiedzieć czy to zadziała czy nie? Trochę kiepski interes jak na usługę za którą płacisz.
Właśnie to jest według mnie sedno całej tej rozmowy o różnicach między metodami. Dla osoby z zewnątrz, która nie zna się na tych systemach, każda metoda wygląda tak samo, bo nikt nie potrafi jej wyjaśnić dlaczego akurat ta jest lepsza od tamtej. Ja sama długo nie rozumiałam różnicy między Reiki a bioenergoterapią, bo obie strony mówiły podobnym językiem.
To co opisuje Serafinka to klasyczny problem rynku, gdzie podaż wyprzedziła możliwości weryfikacji. Ale chcę wrócić do czegoś, co wisi od kilku postów w powietrzu. Rozmawiamy o uczciwości terapeutów i standardach, a wciąż nie powiedzieliśmy wprost czym różni się praca z ciałem energetycznym w poszczególnych metodach. Bo to chyba był pierwotny temat?
