Lena, myślę, że to jednak dwa osobne pytania, ale powiązane. Przy afirmacjach dźwięk może albo wzmacniać skupienie na treści, albo je rozbijać. Przy pracy z ciałem dźwięk może pomagać zejść głębiej albo utrzymywać na powierzchni. Ale w obu przypadkach kluczowe jest to, żeby dźwięk nie ciągnął uwagi na zewnątrz. Tyle że to, co ciągnie uwagę, to bardzo indywidualna sprawa.
Mnie to rozróżnienie Alojzego nie denerwuje, bo szczerze nie wiem, co tak naprawdę ćwiczę. I może to jest właśnie mój problem na tym etapie. Że próbuję wszystkiego naraz i nie wiem, czy to co czuję to skupienie, czy coś więcej, czy w ogóle cokolwiek.
Lena, a mam pytanie, może głupie, ale jednak. Kiedy pracujesz z rękami albo próbujesz tych afirmacji, czy w ogóle coś czujesz fizycznie? Ciepło, mrowienie, cokolwiek? Czy raczej nic i masz wrażenie, że działasz w ciemno?
to 'nie dociera głębiej' znam. Mam dokładnie to samo. Słyszę siebie jak mówię afirmację i jednocześnie jakaś inna część mnie stoi z boku i pyta 'no i co z tego?'. Zastanawiałam się, czy dźwięk w tle nie mógłby tej krytycznej części jakoś uciszyć.
A ja mam pytanie do Napartnicy, bo to co powiedziałaś o daniu mózgowi czegoś do roboty brzmi dla mnie jak mechanizm psychologiczny, nie energetyczny. I teraz nie wiem, czy to źle. Czy praca energetyczna może być jednocześnie psychologiczna?
Za głęboki żeby powtarzać zdania, to ciekawe. Bo ja myślałem o tym odwrotnie, że im głębiej, tym lepiej afirmacja trafia. A ty sugerujesz, że może jest jakiś optymalny poziom skupienia, nie za płytki, nie za głęboki?
Mnie zastanawia jeszcze jedno. Czy w ogóle porównujemy te same rzeczy? Bo afirmacje to jednak praca ze słowem i przekonaniem, a bioenergoterapia to praca z ciałem i rękami. Czy one w ogóle wymagają tego samego rodzaju skupienia?
No właśnie, ja też je mieszam i teraz zaczynam myśleć, że może to jest problem. Że nie wiem jeszcze co ćwiczę, więc mieszam wszystko i nic nie ma szansy zadziałać porządnie. Czy tak to wygląda od zewnątrz, bo mnie trudno ocenić?
Szczerze? Brzmi jak bardzo typowy początek. Nie mówię tego złośliwie. Sam tak miałem. Ale właśnie dlatego wróciłem do pytania, co konkretnie robimy i po co. Bo jak wiesz, co ćwiczysz, to wiesz też, czego szukać jako efektu.
To jest naprawdę pomocne, ten separator o którym mówi Alojzy. Dziękuję za to. Ale mam jeszcze pytanie do Leny, bo to jej wątek. Lena, jak ty teraz rozumiesz to, od czego zaczęłaś ten temat? Pierwsze kroki, to znaczy co dla ciebie?
To co mówi Lena na końcu wydaje mi się bardzo dojrzałe jak na kogoś, kto zaczyna. Bo właśnie to rozdzielenie, co ćwiczę i po co, to chyba jest ten pierwszy krok, którego szukała. Ale mam jedno pytanie, bo nie dawało mi spokoju. Jeśli mieszamy afirmacje z pracą z ciałem, to czy nie może być tak, że one nawzajem sobie przeszkadzają? Jak w ogóle to działa razem?
Sam się nad tym zastanawiam. Intuicyjnie myślę, że afirmacja wymaga aktywności mentalnej, a praca z ciałem wymaga jej wyciszenia. Jak to zestawić razem, to albo jedno nie działa, albo drugie. Ale nie wiem, może to zbytnie uproszczenie.
Ja akurat próbowałem raz mówić afirmacje podczas pracy z czakrami i szczerze, to nie wyszło. Za dużo naraz. Czułem się, jakbym próbował czytać książkę i słuchać muzyki jednocześnie. Jedno albo drugie zaczynało dominować. W końcu zostawiłem afirmacje na osobno.
To 'słucham czego potrzebuję' brzmi pięknie, ale mam pytanie do Ludwiczka i w ogóle do wszystkich. Jak to robisz, żeby się nie oszukiwać? Bo ja jak 'słucham', to często wybieram to, co wygodniejsze, nie to, czego naprawdę potrzebuję.
Słuchajcie, to co mówi Alojzy o tym niezadowoleniu po sesji, to jest coś, co rozumiem, bo też to czuję. Ale jestem ciekawa, czy dla kogoś w tej rozmowie dźwięk, o którym dużo mówiliśmy wcześniej, ma tu jakieś znaczenie. Czy pomaga w tym rozróżnieniu, co wybrać?
A ja wrócę do tego dźwięku, bo to mnie interesuje. Mam wrażenie, że w tej rozmowie doszliśmy do sensownych wniosków o rozdzieleniu praktyk, ale właśnie pytanie Leny jest kluczowe. Czy dźwięk mógłby pomagać nie tylko w samej praktyce, ale wcześniej, przy tym decydowaniu?
Ciekawe, że tak postawiłaś pytanie. Bo jeśli cisza pozwala usłyszeć siebie lepiej, a odpowiedni dźwięk wycisza ten krytyczny głos, to może właśnie na etapie 'co dziś ćwiczę' warto przez chwilę posiedzieć z misą albo po prostu w ciszy. Zanim cokolwiek zaczniemy.
Ale wtedy dźwięk byłby bardziej sposóbm diagnozy niż samej praktyki. To jest zupełnie inne podejście niż to, o czym mówiliśmy przez ostatni kawałek rozmowy.
Mam pytanie, bo może się gubię. Czy mówimy teraz o dźwięku jako pomocy do medytacji i skupienia, czy jako o czymś, co faktycznie wpływa na energię? Bo to są chyba dwie różne rozmowy i nie wiem, którą prowadzimy.
Szczerze? Nie wiem, czy mnie ta różnica na tym etapie dotyczy. Jak coś pomaga mi skupić się i poczuć, że jestem w praktyce a nie tylko siedzę i powtarzam słowa, to mi wystarczy. Może za wcześnie żebym miała zdanie na temat mechanizmu.
Czytam ten wątek od początku i nie odzywałam się, bo dużo się tu dzieje. Ale to, co powiedziała Lena teraz, że może za wcześnie na zdanie o mechanizmie, wydaje mi się mądre. Ja też tak mam. Dopóki nie mam swojego doświadczenia, to skąd miałabym wiedzieć, co i jak działa.
To, co powiedział Ludwiczek o teorii jako kontekście, jest dla mnie ważne. Ale zastanawiam się, czy w przypadku dźwięku teoria w ogóle jest potrzebna na początku. Może właśnie dźwięk jest jedną z tych rzeczy, gdzie lepiej najpierw poczuć, a dopiero potem szukać wyjaśnienia?
Ale czy relaksacja przy muzyce jest złą rzeczą? Serio pytam. Jeśli po tym łatwiej mi powtarzać afirmacje i naprawdę je czuć, a nie tylko mechanicznie mówić, to czy to ważne, jak to nazwiemy?
chyba właśnie o to chodzi, że nie jest zła, ale może być niewystarczająca. Bo relaksacja to jeden efekt, a przestrojenie energii to coby miał być inny. Tylko że skąd wiadomo, że drugie w ogóle zachodzi?
Ja nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale różnica jest dla mnie odczuwalna. Po misach czuję coś innego niż po zwykłej muzyce relaksacyjnej. Nie umiem tego opisać lepiej niż że to jest jakby głębsze. Może to sugestia, może coś innego, ale różnica jest.
Właśnie to mi się podoba w tej rozmowie, że nikt nie mówi 'zrób tak i zadziała', tylko raczej 'sprawdź, co u ciebie działa'. Bo chyba każdy jest trochę inny i nie ma jednej odpowiedzi. Ale Lena, wracając do afirmacji, masz już jakiś schemat, kiedy używasz dźwięku przed, a kiedy go pomijasz?
Nie mam schematu. Raczej czuję, czy jestem wystarczająco wyciszona, czy nie. Jak głowa mi hula, to siadam przy misie albo włączam coś spokojnego. Jak już jestem w miarę spokojna, to nie zawracam sobie tym głowy. Ale nie wiem, czy to dobra strategia, bo nie mam porównania.
