Tylko że to, co opisuje Kinia05, może być równie dobrze efektem relaksacji niż kamienia. Jak przestajesz się spinać, ciało się rozluźnia i jesteś bardziej uważna na własne odczucia ogólnie. To niekoniecznie kamień cokolwiek robi, to możliwe że po prostu zwalniasz.
To rozróżnienie które robi Onyksowa06 jest dla mnie kluczowe w tej całej rozmowie. Bo wielu ludzi myli te dwie rzeczy. Można używać kamieni bardzo skutecznie traktując je jako kotwice skupienia uwagi, i można też pracować z przekonaniem że mają własne właściwości energetyczne. To nie muszą być wykluczające się podejścia.
Ale jeśli to tylko kotwica skupienia, to czy nie wystarczyłby zwykły kamień z plaży? Dlaczego ktokolwiek płaciłby za ametyst czy turmalin? Musi być coś co odróżnia jeden kamień od drugiego, inaczej cały rynek litoterapii nie miałby sensu.
Edmund ma tu metodologicznie rację, ale to argument który można odwrócić. Skoro różne kultury niezależnie odkryły pracę z kamieniami jako sensowną praktykę, to może samo przypisywanie znaczenia jest tym mechanizmem który aktywuje jakiś efekt. Intencja i wiara mogą być właśnie tym co sprawia że kamień działa, niekoniecznie sama mineralogia.
A wracajac do mojego różowego kwarcu, to zależy mi żeby wiedzieć jak długo go czyścić teraz skoro leżał tak długo. Czy to ma byc np. jednorazowe intensywne oczyszczenie czy lepiej kilka razy z rzędu po trochu? Bo nie wiem od czego zacząć po tym co tu czytam.
A powiem szczerze że nie bardzo rozumiem po co to wszystko. Czyli kupuję kamień, muszę go czyścić, ładować, odczekać, potem i tak mogę nic nie poczuć? To ile w ogóle czeka się na efekty z kamieni? Tygodnie, miesiące?
Jasiek, to nie działa jak pigułka, gdzie dajesz dawkę i po godzinie masz efekt. Kamień to długoterminowe wsparcie, nie interwencja. Jeśli szukasz szybkich wyraźnych efektów to litoterapia może po prostu nie być tym czego szukasz i nie ma w tym nic złego.
Właśnie to mnie zawsze zastanawiało w tym wszystkim. Jak odróżnić że kamień działa od tego że po prostu z czasem coś się zmienia samo w sobie, bez żadnego kamienia? Czy ktoś tu robił kiedyś jakiś własny test porównawczy, choćby nieformalny?
No właśnie, to jest moje pytanie do całej rozmowy. Jak w ogóle można sprawdzić że kamień coś zmienił, jeśli zmiany są rozłożone na miesiące? Czy ktoś tu kiedyś celowo robił coś w stylu: miesiąc z kamieniem, miesiąc bez, i porównywał?
Feniksa pyta o dobry punkt. Robiłem coś takiego z turmalinem, nieformalne, ale przez jakieś dwa miesiące nosiłem go codziennie, potem odłożyłem na podobny czas. Różnica była dla mnie wyraźna, ale przyznam że to nie był ślepý test, wiedziałem kiedy mam kamień a kiedy nie, więc efekt placebo zawsze wejdzie w grę.
To co opisuje Celtyk to jest to, co mamy w zasadzie wszyscy. Nikt tutaj nie robi kontrolowanych eksperymentów i chyba nie o to chodzi na forum ezoterycznym. Praktyka jest subiektywna i chyba tak powinna być. Fenikso, pytasz o metodę naukową czy o to jak ty sama mogłabyś sprawdzić efekty u siebie?
To jest uczciwe pytanie i nie ma na nie łatwej odpowiedzi. Jedno podejście które stosuję to prowadzenie notatek. Krótko, bez teorii, tylko co się dzieje. Po czasie widać wzorce których na bieżąco nie zauważasz. Nie daje to pewności, ale daje coś więcej niż samo wspomnienie.
Notatki to brzmi jak dużo roboty dla czegoś co może w ogóle nie działać. Nie mówię złośliwie, ale serio, czy naprawdę trzeba aż tyle zaangażowania żeby sprawdzić czy kamień cokolwiek daje? Bo trochę jakby samo prowadzenie notatek już zmieniało moje nastawienie i potem nie wiem czy kamień pomógł czy moje nastawienie.
To wróćmy do czegoś konkretnego, bo rozmowa trochę poszła w stronę filozofii. Zaneta pytała wcześniej o swój różowy kwarc i co z nim zrobić. Onyksowa06 dała jej radę z selenitem i szałwią. Ale mam pytanie do tej rady: dlaczego selenitu a nie ziemi? Słyszałam że przy kwarcach które długo leżały nieużywane lepiej działa zakopanie.
Kwarc jest faktycznie chłonny, to jest potwierdzone w wielu tradycjach i to nie jest miejska legenda. Ale zakopywanie to metoda dla kamieni które wymagają kompletnego resetowania energetycznego, nie każdego kwarcu który po prostu stał. Zbyt agresywne oczyszczanie też nie jest obojętne dla kamienia.
Ok ale teraz mam pytanie bo sie troche zgubiłam. Onyksowa mówi selenit, Donatek mówi zakopywanie to za agresywne dla mojego kwarcu, ale właśnie o kwarcach pisze że zakopywanie jest potwierdzoe. To co mam zrobić? Jedno noc na selenicie wystarczy?
Mam pytanie do całej tej dyskusji o oczyszczaniu. Czy ktoś tu ma jakiś pogląd na to, po czym nowy kamień prosto ze sklepu potrzebuje oczyszczenia? Bo zakładamy że każdy kamień go potrzebuje, ale skąd to przekonanie? Czy to jest jakaś tradycja czy raczej współczesna konwencja w środowisku?
A jak kupujesz kamień od osoby która sama go oczyszczała i naładowała przed sprzedażą, to i tak czyścisz na nowo? Bo kupowałam różowy kwarc od kogoś kto zapewniał że kamień jest przygotowany. I teraz nie wiem czy jej ufać czy zrobić swoje oczyszczenie żeby mieć pewność.
Zawsze robię swoje oczyszczenie, niezależnie od zapewnień sprzedającego. Nie dlatego że ktoś kłamie, ale dlatego że oczyszczenie i intencja nadania kamienia są mocno osobiste. Kamień który ktoś inny przygotował dla siebie może nie być dostrojony do ciebie, nawet jeśli sam w sobie jest czysty.
To brzmi jakby oczyszczanie było ważniejsze od samego kamienia. Rozumiem że zakup, potem oczyszczanie, potem ładowanie, potem odczekanie. Ale kiedy w końcu zaczyna się ta właściwa praca z kamieniem? I czym w ogóle jest ta praca, tylko noszenie go przy sobie?
Jasiek, dobre pytanie i rozumiem niecierpliwość. Praca z kamieniem zaczyna się właśnie w tym procesie przygotowania, nie po nim. Oczyszczanie to nie formalność przed właściwą robotą, to już jest robota. Ale żeby odpowiedzieć na drugą część: praca to nie tylko noszenie. Medytacja z kamieniem, kładzenie go na czakrach, trzymanie podczas afirmacji, układanie przy łóżku z intencją. Każde z tych zastosowań jest czymś innym i wymaga innego podejścia do kamienia.
Ok, więc to jest coś co się robi aktywnie, nie tylko nosisz i czekasz. Ale skąd wiesz podczas medytacji czy kamień cokolwiek wnosi czy po prostu trzymasz kamień i medytujesz? Bo dla mnie to wygląda tak samo z zewnątrz.
Jasiek, to jest właśnie to czego nie da się wyjaśnić słowami bo to kwestia czucia. Nie żeby to była wymówka, ale naprawde - różnica między medytacją z kamieniem a bez jest wyczuwalna jak już masz trochę praktyki. Chociaż Jasiek ma racje że na poczatku może to być nierozróznialne.
A propos medytacji z kamieniem to mam pytanie, bo wróciłam do wątku. Mój różowy kwarc ma już dwie noce na selenicie. Jak mam teraz wiedzieć że jest gotowy? Czy jest jakiś znak albo po prostu po czasie sie zdejmuje?
Dobrze, ale słuchajcie, jak długo można czyścić jeden kamień? Bo to trochę wygląda że każda odpowiedź brzmi, daj jeszcze jedną noc, i teoretycznie można tak w nieskończoność. Kiedy jest punkt w którym mówisz, dobra, wystarczy?
Onyksowa dobrze to rozróżnia. Oczyszczanie trwa tak długo jak trzeba, ale dla przeciętnego kamienia z półki nie powinno przekraczać siedmiu dni selenitem albo trzech dni na świeżym powietrzu przy dobrej pogodzie. Dłużej tylko jeśli kamień był mocno obciążony pracą terapeutyczną.
Właśnie, Edmund dotknął czegoś ważnego. Dużo z tych liczb w litoterapii brzmi jakby ktoś je po prostu podał i wszyscy powtarzają. Siedem dni, trzy dni, jedna noc, trzy pełnie. Skąd to pochodzi? Czy ktokolwiek wie?
