Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad tym, jak właściwie działa intuicja podczas sesji bioenergoterapeutycznej. Pracuję z energią już jakiś czas i ciągle wracam do tego samego pytania — kiedy to co czuję to naprawdę sygnał z pola energetycznego klienta, a kiedy po prostu projektuję własne przekonania? Szczególnie mocno to odczuwam przy pracy z osobami, które mają blokady wokół pieniędzy i finansów. Czuję coś w okolicy splotu słonecznego, ale nie wiem, czy to klient mi to 'pokazuje' czy ja sam to tam szukam, bo wiem że to czakra odpowiedzialna za sprawczość. Czy ktoś miał podobny dylemat?
To jest chyba jeden z ważniejszych tematów w tej pracy. Sam się z tym zmagałem przez długi czas. Ale mam pytanie do Ciebie — jak długo pracujesz z danym klientem zanim pojawia się to wahanie? Bo u mnie zauważyłem, że podczas pierwszych sesji intuicja jest czystsza, a im więcej wiem o człowieku, tym bardziej umysł zaczyna 'pomagać' i wtedy właśnie robi się problem.
Słucham tego i bardzo mi to pasuje do tego co obserwuję u siebie, choć pracuję głównie z numerologią a nie bioenergią. Ale przy analizie ścieżki życiowej klientów z blokami finansowymi też mam ten moment — wiem co cyfry 'powinny' mówić i nie wiem czy naprawdę to czytam czy dopasowuję. Myślę że to nie jest problem tylko bioenergii. To chyba jakaś ogólna pułapka każdej pracy z ludźmi na tym poziomie.
Dobra ale jak wy w ogóle rozróżniacie czy to intuicja czy myśl? Bo ja jak medytuję i próbuję coś poczuć to nie mam pojęcia co jest czym. Może chodzi o to żeby w ogóle nie myśleć podczas sesji? Czy da się to jakoś przećwiczyć szybko?
próbowałem raz czy dwa i powiem szczerze — jest i lepiej i gorzej jednocześnie. Odbiór jest czystszy, to fakt. Ale potem jak zaczyna się rozmawiać po sesji to bywa że zupełnie minąłem się z tym co klienta realnie boli. Więc znalazłem coś pośredniego — pytam tylko o cel sesji ogólnie, bez szczegółów.
Przepraszam że wchodzę ale trochę sceptycznie podchodzę do całego założenia. Skąd w ogóle wiadomo że jest jakiś 'sygnał z pola energetycznego'? Może to po prostu odczytywanie mikrogestów, napięcia mięśniowego, oddechu klienta? To by tłumaczyło czemu doświadczeni terapeuci 'czują' więcej — po prostu lepiej obserwują. Pytam z ciekawości, nie żeby atakować.
Ja tylko chciałam powiedzieć że byłam kiedyś u terapeuty który pracował właśnie bez żadnego wywiadu i powiedział rzeczy o mnie których nie mógł wiedzieć. Nie wiem jak to wytłumaczyć ale to mi zostało w głowie.
Wchodzę tu bo to ciekawy wątek. Intuicja w pracy energetycznej to jedno, ale moim zdaniem ważniejszy jest odpowiedni stan terapeuty przed sesją. Jak ktoś przychodzi do pracy z blokami finansowymi klienta a sam ma nieuporządkowane przekonania o zarabianiu, to jego intuicja będzie zabarwiona. To nie jest kwestia techniki tylko wewnętrznej czystości. Bez tego żadna metoda nie zadziała prawidłowo.
afirmacje to tylko czubek góry lodowej. Chodzi bardziej o rozpoznanie skąd wzięły się twoje własne blokady, żebyś mogła je odłożyć na bok podczas pracy. Jak nie wiesz że masz przekonanie, to ono działa niewidocznie i właśnie wtedy zniekształca odbiór. Przynajmniej tak to rozumiem.
A to znaczy że przed pracą z kimś finansowo trzeba najpierw samemu mieć ogarnięte finanse? Bo to by znaczyło że większość terapeutów nie powinna tego robić 🙂 Serio jednak — jak długo trwa takie 'oczyszczanie' własnych przekonań?
Przeczytałam cały wątek i chcę wrócić do kwestii którą Cebulka otworzyła na początku. W różnych tradycjach uzdrawiania to napięcie między intuicją a wiedzą było rozwiązywane różnie. W podejściach szamańskich intuicja była traktowana jako głos przewodnika, nie własny głos terapeuty. To zabezpieczało przed projekcją — bo skoro to nie moje, to nie mieszam swojego. Oczywiście to wymaga odpowiedniego przygotowania i zakotwiczenia w praktyce, ale sam mechanizm jest interesujący. Zastanawiam się czy bioenergoterapia ma jakiś analogiczny sposób na to oddzielenie.
No właśnie, bycie kanałem to piękna teoria ale jak to weryfikujesz w praktyce? Ja na przykład po trudnych sesjach z osobami z blokami finansowymi czuję jakiś rodzaj zmęczenia właśnie w okolicy splotu. Jeśli jestem tylko kanałem, to czemu mi zostaje?
To jest akurat pytanie które mnie naprawdę zastanawia niezależnie od tego czy wierzę w energie czy nie. Bo skoro czujesz zmęczenie po sesji w konkretnym miejscu, to albo coś fizycznie się dzieje albo twój umysł to konstruuje. W obu przypadkach brzmi to jak dowód że nie jesteś tylko kanałem — że coś twojego jednak w to wchodzi. Nie mówię że źle, tylko że ta granica jest płynna.
Bo skoro czujesz zmęczenie po sesji w konkretnym miejscu, to albo coś fizycznie się dzieje albo twój umysł to konstruuje. W obu przypadkach brzmi to jak dowód że jesteś zaangażowana emocjonalnie, nie tylko technicznie. I tu mam pytanie do Cebulki — czy to zmęczenie pojawia się tylko przy sesjach z blokami finansowymi, czy przy innych też?
Zastanawiam się teraz nad tym co napisała Kalinowa. Szczerze — to zmęczenie jest bardziej wyraźne właśnie przy sesjach finansowych. Przy innych tematach, na przykład relacyjnych, coś czuję, ale to szybciej odpuszcza. Może to znaczy że te tematy mnie osobiście bardziej dotykają? Sama nie wiem czy to argument za energią czy za psychologią.
a czy pracowałaś z kimś z blokiem finansowym w czasie gdy ty sama miałaś jakiś stres z kasą, rachunkami, cokolwiek? Bo zastanawiam się czy to zmęczenie nie jest zależne od twojego własnego stanu w danym momencie, a nie od klienta.
to jest właśnie ten mechanizm o którym mówiłem wcześniej. Nie chodzi o to żebyś miała wszystko ogarnięte finansowo, ale żebyś wiedziała w którym miejscu twoje własne emocje mogą wejść w rezonans z klientem. Pytanie brzmi — czy w tamtych sesjach czułaś też że masz gorszy odbiór, że mniej wiesz co robić?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się — to znaczy że terapeuta który sam ma bloki finansowe w ogóle nie powinien brać takich sesji? Bo to by było dość wykluczające. Chyba że chodzi o coś innego.
Mam podobne pytanie co Ildefons82, choć trochę inaczej. W numerologii jak patrzę na własną ścieżkę to widzę wyraźnie skąd wzięły się moje przekonania o pieniądzach — po prostu w układzie jest to czytelne. Ale wiedzieć skąd to nie to samo co mieć to za sobą. Jak wy w ogóle rozróżniacie te dwa stany?
Wróciłam do tego wątku bo zastanowiłam się nad czymś. Terapeuta u którego byłam, ten co powiedział o moich blokach finansowych bez wywiadu — on sam wyglądał na kogoś kto nie ma kokosów. Gabinet był skromny. I w pierwszej chwili myślę, ale czy to znaczy że miał własny blok i to skrzyżowało się z moim? Czy raczej nie ma tu żadnego związku?
Albo wpływała, ale w inną stronę niż zakładamy. To znaczy — może właśnie dlatego że sam przez to przechodził, to go wyczuł u Gabrysi? Tak jak mówi Mimoza o tym 'wounded healer'. Ale wtedy pytanie Ildefons82 wraca — w którym momencie to jest zaleta a w którym problem.
Czytam od dłuższego czasu i chcę wejść z boku. Astrologia też ma coś podobnego — jak interpretujesz czyjś horoskop w zakresie finansów, a sam masz napięty Saturn w domu drugim, to wiesz co to oznacza od środka. Ale pytanie czy to pomaga czy zaciemnia obraz. Mnie samemu się zdarzyło że rzutowałem własne lęki na interpretację. Jak wy się pilnujecie żeby tego nie robić?
Ale czy naprawdę potrzeba superwizji żeby to rozróżnić? Nie można po prostu pomedytować przed sesją i 'wyzerować się'? Zawsze słyszę że medytacja wystarczy do oczyszczenia.
To jest dobre pytanie i myślę że tu właśnie intuicja i wiedza znowu się spotykają. Bo możesz wiedzieć teoretycznie skąd pochodzi jakiś wzorzec i nadal go nie czuć w ciele jako odłożonego. I odwrotnie — możesz coś puścić nie wiedząc nawet kiedy. Nie ma tu prostego harmonogramu, przykro mi.
Ale to chyba nie do końca tak. Chodzi raczej o to że nie zawsze jest wyraźny moment 'klik, przepracowane'. Natomiast widać to w zachowaniu — przestajesz szukać potwierdzenia w kliencie, przestajesz mieć potrzebę żeby on potwierdził twoją diagnozę. Przynajmniej tak to u mnie wygląda.
To rozróżnienie które próbuje zrobić Konradek — między pewością siebie a znieczuleniem — jest dla mnie kluczowe w kontekście całego wątku. Intuicja działa inaczej niż pewność siebie. Pewność siebie jest statyczna, intuicja jest ruchoma, odpowiada na to co jest tu i teraz. Jak przestajesz słuchać klienta to masz pewność, nie intuicję.
Chcę wrócić do wątku który zostawiłam — mówiłam że w numerologii widzę skąd wzięły się moje przekonania o pieniądzach, ale wiedzieć to nie to samo co mieć za sobą. I to zdanie Henieka o tym że 'możesz coś puścić nie wiedząc kiedy' trochę mnie uspokaja, bo może znaczy że nie trzeba czekać aż wszystko będzie idealnie świadomie przepracowane, żeby zacząć pomagać innym?
