Część tych liczb ma korzenie numerologiczne, siódemka jako liczba pełni i zakończenia, trójka jako minimum do zaistnienia procesu. Ale Edmund i Karol mają rację, że wiele z tych zasad krąży w internecie bez źródła i trudno powiedzieć kiedy zostały sformułowane. To nie znaczy że nie działają, ale warto wiedzieć skąd pochodzi to co praktykujemy.
To interesujące, bo numerologia jako podstawa dla litoterapii to chyba dość luźne połączenie. Czy jest jakieś starsze źródło, na przykład w tradycji hermetycznej albo w medycynie chińskiej, które podaje konkretne zasady oczyszczania kamieni? Czy to jest nowsza konstrukcja?
Medycyna chińska raczej nie pracuje z oczyszczaniem kamieni w tym sensie, tam kamienie mają inne zastosowanie. Ale w tradycji tybetańskiej są konkretne rytuały z kamieniami i tam faktycznie czas ma znaczenie symboliczne. Nie jestem pewien czy siódemka akurat, ale cykl księżycowy na pewno.
Myślę że w tym miejscu rozmowy warto się zatrzymać, bo idziemy w kierunku historii ezoteryki, co jest ciekawe, ale Zaneta nadal czeka na odpowiedź co zrobić z kwarcem. Karol, twoje pytanie jest dobre ale może zasługuje na osobny wątek, bo tu możemy komuś utopić praktyczne pytanie w akademickich rozważaniach.
Zgadzam się z Glozka. Ale mam pytanie które łączy oba wątki, bo nadal siedzę z tym swoim kwarcem kupionym od osoby, która go czyściła. Jeśli te liczby i zasady oczyszczania są w dużej mierze umowne, to czy moje oczyszczenie po czyimś naprawdę coś zmienia, czy to tylko rytuał przejęcia własności kamienia?
Turuskowa, ja miałam podobne wątpliwości. Kupiłam kamień od kogoś i nie wiedziałam czy go czyścić. W końcu oczyściłam i subiektywnie czułam że jest inaczej. Ale nie wiem czy to kamień czy ja sama po prostu musiałam przejść przez ten gest żeby go poczuć swoim.
No właśnie, i nie wiem czy to ma znaczenie dla praktyki. Ale wracając do sedna, bo troszkę odpłynęliśmy od tematu kamieni i tego jak je dobierać, przygotowywać, oczyszczać. Mam pytanie do bardziej doświadczonych osób tutaj, bo nigdy nie rozumiałem jednej rzeczy. Piszecie o ładowaniu, o oczyszczaniu, o relacji z kamieniem. Ale jak w ogóle wybierać który kamień do czego? Chodzi mi o to, czy to jest coś co się czuje, czy są jakieś konkretne przypisania których można się nauczyć z góry?
Ja właśnie kupiłam z listy i to był blad. Kupiłam ametyst bo 'jest na sen' a on mi nie pasuje kompletnie, lezy w szufladzie. Za to różowy kwarc który wzięłam bo był ładny robi robotę. Może coś w tym jest że trzeba wybrać intuicyjnie?
To co opisuje Zaneta jest ważnym punktem w całej tej dyskusji o liczbach i zasadach. Możliwe że ametyst nie działa nie dlatego że jest nieoczyszczony albo za krótko ładowany, tylko dlatego że ten konkretny kamień po prostu nie jest tym czego ona potrzebuje. A to by oznaczało że wszystkie zasady siedmiu dni i trzech nocy są drugorzędne wobec podstawowego pytania, czy kamień i osoba w ogóle do siebie pasują.
Edmund mówi dobrze, ale ja bym to ujął trochę inaczej. Nie powiedzialbym że kamień 'nie pasuje' do osoby jak ubranie. Raczej że dany kamień może być dobry na co innego niż myślisz i twoja własna energia może te przypisania przesuwać. Ametyst u jednej osoby robi na sen, u innej na jasnowidztwo, u kolejnej w ogóle nie pasuje... przepraszam, źle mówię. Nie pasuje to brzmi jak to słowo. Chodzi mi o to że nie daje żadnego odpowiedzi.
Celtyk właśnie dotknął czegoś ważnego, bo tradycyjne przypisania kamieni do funkcji nie są tak sztywne jak je się podaje w popularnych poradnikach. W starszych tekstach, na przykład w Hildegardzie z Bingen, ametyst ma inne przypisania niż 'kamień na sen', to jest dużo późniejsza i dużo bardziej uproszczona kategoryzacja. Więc być może Zaneta używa ametsytu zgodnie z zasadą która w ogóle nie ma długiej historii.
Porewit, to jest ciekawy trop. Hildegarda z Bingen, to trochę inne źródło niż to co krąży teraz. Ale czy ona w ogóle pisała o oczyszczaniu kamieni? Bo cała ta część dyskusji, ile nocy, na czym, w jakiej fazie księżyca, to też musi mieć jakieś źródło albo nie mieć żadnego.
Dobra, ale mnie bardziej interesuje co z tym robic praktycznie niż historia. Jeśli przypisania są elastyczne i oczyszczanie jest umowne to jak w ogóle mam wiedzieć czy kamień który kupię mi pomoże? Czy jest jakaś metoda weryfikacji, albo chociażby punkt startowy dla kogoś kto nie czuje jeszcze nic?
Ja miałam dokładnie to samo na początku, Strzybozka. Brałam kamienie i zero. Zaczęłam czuć cokolwiek dopiero jak przestałam szukać odczucia i zaczęłam po prostu być. Brzmi banalnie ale to naprawdę inna jakość uwagi. Czy masz w sklepie tendencję żeby aktywnie szukać sygnału, czy raczej czekasz?
Wracając na chwilę do tego co mówił Edmund, bo nie mogę tego puścić. Jeśli relacja z kamieniem jest kluczowa i przypisania są drugorzędne, to po co w ogóle są jakieś zasady? Nie atakuję, naprawdę pytam. Bo z jednej strony słyszę że czuj, a z drugiej że siedem nocy na selenicie, trzy dni na powietrzu. To co jest ważne?
Donatek, ale to jest trochę kołowe. Wiesz kiedy kamień potrzebuje odpoczynku bo wiesz, a jak ktoś zapyta jak to wiesz, to odpowiedź będzie że po prostu wiesz. Czy jest jakiś konkretny sygnał który opisałbyś komuś, kto jeszcze nie ma tego wewnętrznego poczucia? Coś mierzalnego albo chociaż opisywalnego?
Mam pytanie które może być głupie, ale nigdy nie rozumiałam jednej rzeczy w tej całej dyskusji o oczyszczaniu i ładowaniu. Czy kamień który leży nieużywany też się rozładowuje, czy tylko ten który aktywnie używamy? Bo mam kilka kamieni których prawie nie dotykam i zastanawiam się czy powinnam je też czyścić regularnie czy tylko te które biorę do medytacji.
Feniksa, to wcale nie jest głupie pytanie. Mam wrażenie że to jeden z bardziej pomijanych aspektów w tej dyskusji. Kamień nieużywany nie akumuluje energii z zewnątrz tak jak ten w pracy, ale może zbierać energię otoczenia, miejsca, osób które go dotykają. Szuflada nie jest neutralna. Czy te kamienie leżą blisko siebie?
Mam pytanie troche z boku, ale zwiazane. Czy oczyszczanie kamienia który kupiony nowy i nikt go nie używał to też jest konieczne? Czy tylko te używane trzeba oczyszczać? Bo jak kupuje w sklepie to nie wiem przez ile rąk przeszedł.
Zaneta porusza coś konkretnego. Kamień sklepowy przeszedł przez wydobycie, transport, sortownię, hurtownię, sklep, i niejednokrotnie przez ręce wielu kupujących którzy go dotykali i odłożyli. To nie jest kamień bez historii energetycznej tylko dlatego że nowy. Ale znów wracamy do pytania co dokładnie oczyszczamy i od czego. To nie jest retoryczne, naprawdę chciałbym usłyszeć jak różne osoby to rozumieją.
Porewit, to jest dobre pytanie bo ja nigdy nie zastanawiałam się nad tym co oczyszczam. Działałam mechanicznie. Woda, sól, słońce, księżyc, tyle wiedziałam. Ale co dokładnie ma odpłynąć? Informację? Energię? Intencje poprzednich właścicieli? Bo to są różne rzeczy i może różne metody do nich pasują.
Dobra, ale czy ktoś może powiedzieć wprost jak w praktyce rozpoznać że kamień jest rozładowany albo wymaga oczyszczenia, bez całego teoretycznego wstępu? Pytam dla siebie bo mam kilka kamieni od jakiegoś czasu i nie wiem czy robić coś czy nie.
Wtrącę się bo myślę że wątek o rozładowaniu to jest dobry moment żeby wspomnieć o układaniu kamieni na siatkach. Kamień w siatce pracuje z innymi i może się szybciej wyczerpywać albo naładować, zależy od kompozycji. Strzybozka, czy próbowałaś kiedyś układać swoje kamienie razem w jakimś celu, czy masz je osobno?
Siatki to ciekawy kierunek ale mam pytanie do Donatka, bo nie chcę żeby nam tu uciekło. Czy w siatce kamienie rzeczywiście na siebie wpływają, czy to raczej intencja całości jest ważniejsza niż to jakie konkretnie kamienie leżą w węzłach? Bo widziałem bardzo różne kompozycje które miały osiągnąć to samo.
Obie rzeczy mają znaczenie, ale powiedziałbym że intencja i geometria to fundament, a konkretne kamienie to wzmacniają lub modyfikują. Można zrobić siatkę z gorszymi kamieniami ale z bardzo precyzyjną intencją i efekt będzie lepszy niż siatka z drogich kamieni bez skupienia.
Wracam do wątku Feniksy bo mi to chodzi po głowie. Ona pytała o kamienie leżące nieużywane i Glozka powiedziała że szuflada nie jest neutralna. Ale co z miejscem, mianowicie czy np. parapet który jest przy oknie to inne miejsce energetycznie niż górna półka w szafie? Bo to by miało wpływ na to jak kamień się zachowuje podczas 'odpoczynku'.
Właśnie dlatego moje pudełko chyba nie jest najlepszym pomysłem. Ale nie wiem co zamiast tego. Czy kamienie na wierzchu, na półce, to nie jest tak że cały czas coś robią? Bo jak zamknę je w pudełku to przynajmniej nic na nie nie wpływa z zewnątrz, a jak leżą otwarcie to może zbierają wszystko co jest w pokoju?
