Chciałam otworzyć temat, który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, bo widzę, że wiele osób podchodzi do transferu energii bardzo entuzjastycznie, ale mało kto zastanawia się nad tym, co to właściwie znaczy robić to odpowiedzialnie. Transfer energii to nie jest coś neutralnego — zarówno dla osoby, która przekazuje, jak i dla tej, która przyjmuje. Mam na myśli konkretne sytuacje: kiedy ktoś prosi o wsparcie energetyczne przez internet, kiedy wysyłamy komuś afirmacje z intencją, kiedy robimy to bez wiedzy drugiej osoby. Czy macie jakieś własne zasady, których się trzymacie? Albo może doświadczyłyście/doświadczyliście czegoś, co skłoniło was do refleksji nad granicami w tej pracy?
O, to bardzo dobry temat bo sama się zastanawiałam nad tym ostatnio. Szczególnie chodzi mi o tą kwestię zgody — czy można komuś 'wysłać' energię albo afirmacje bez pytania? Spotkałam się z opinią, że jeśli robimy to z dobrą intencją to jest okej, ale nie jestem pewna. Co wy myślicie? Bo mnie to trochę niepokoi szczerze.
A ja szczerze mówiąc nie rozumiem całego zamieszania. Jak ktoś chce dobrze, to chce dobrze. Czy naprawdę trzeba prosić o zgodę za każdym razem kiedy chce się komuś pomóc? To jakby pytać czy można za kogoś się pomodlić. Czy modlitwa też wymaga zgody?
Przepraszam, że wchodzę, ale dopiero zaczynam poznawać te tematy i mam głupie pytanie — co dokładnie rozumiecie przez 'transfer energii'? Czy to jest to samo co Reiki? Bo słyszałam o Reiki, że tam właśnie ktoś przekazuje energię przez ręce, ale nie wiedziałam, że można to robić przez internet.
No ale właśnie — czy jak ktoś przesyła mi energię bez mojej wiedzy, to ja to jakoś czuję? Bo wydaje mi się, że ciało powinno dać jakiś sygnał. Albo że podświadomie taka osoba mogłaby to odrzucić, gdyby nie chciała. Mam rację czy to naiwne myślenie?
Tak, oczywiście że można odrzucić — ciało astralne ma naturalne mechanizmy obronne, które automatycznie filtrują niepożądane energie. Każdy to ma, nawet jeśli nie jest tego świadomy. To jest jak układ odpornościowy, tylko na poziomie energetycznym.
Wchodzę w ten temat bo bardzo mnie interesuje. Mam pytanie praktyczne — jeśli chcę wesprzeć kogoś bliskiego afirmacjami, no powiedzmy wysłać mu dobrą energię, to jak to zrobić żeby nie naruszyć tej granicy o której tu piszecie? Czy wystarczy że zapytam wprost, czy jest jakiś inny sposób?
To co mówi Zdzisława jest bardzo ważne. Sama stosuję taką zasadę: jeśli pracuję energetycznie dla kogoś bliskiego, zawsze mówię że to 'wsparcie', a nie ingerencja w konkretną sprawę. No i zawsze pytam, czy tej osobie w ogóle na tym zależy, czy może woli żeby nie. Były przypadki, że ktoś powiedział 'nie, wolę nie' i to absolutnie trzeba uszanować.
A co jeśli ktoś nie wierzy w energie i ogólnie w to co robimy — czy wtedy wysyłanie mu czegoś jest nieetyczne, skoro on i tak 'nie wie'? Zastanawiam się nad tym.
Czytam tę dyskusję z dużym zainteresowaniem. Mam wrażenie, że w ogóle rzadko się mówi o tym aspekcie bezpieczeństwa dla osoby, która przekazuje energię, a nie tylko dla odbiorcy. Czy ktoś miał sytuację, gdzie praca energetyczna wyciągnęła z niego za dużo i potem był wykończony albo miał dziwne objawy?
A jak właściwie rozpoznać to przeciążenie energetyczne na wczesnym etapie? Pytam bo nie wiem czy to co czasem czuję po takich próbach 'wysyłania dobrego' ma z tym związek — coś w rodzaju dziwnego ciężaru w klatce piersiowej i rozdrażnienia, które nie ma logicznego powodu.
No właśnie, to co opisuje Lunarna bardzo mi znajome. Ja przez długi czas myślałam że po prostu 'zużywam' własną energię i że to normalne. Dopiero później ktos mi powiedział że to błąd już na etapie intencji — że nie powinnaś wysyłać SWOJEJ energii, tylko być kanałem. Czy to ma sens dla innych tutaj?
Ciekawe, bo ja rozumiałem że to właśnie twoja energia jest tym co 'działa', że dlatego po sesji jesteś zmęczony. Teraz wychodzi że to nie do końca tak? To jak w ogóle działa to 'bycie kanałem' — skąd pochodzi ta energia jeśli nie od ciebie?
A to ma związek z tym co wcześniej ktoś pisał o uziemieniu po pracy? Bo jak jesteś kanałem to i tak potem trzeba się jakoś zamknąć, czy wystarczy że po prostu skończyłaś i tyle?
Stefciaa, to jest dobre pytanie, naprawdę. Ja na przykład używam afirmacji zamykającej — coś prostego w stylu 'wracam do siebie, dziękuję za przepływ'. Brzmi banalnie ale dla mnie działa na poziomie intencji, jakby mózg dostawał sygnał że już po. Zdzisława pewnie ma lepsze podejście, ale to co najprostsze działa u mnie najlepiej.
Dobra, ale trochę mi się to gubi. Zaczęliśmy od etyki i zgody odbiorcy, a teraz gadamy o zamykaniu kanałów. Nie rozumiem jak te dwie rzeczy się łączą — bo jeśli jesteś tylko kanałem a nie źródłem, to w czym problem? Energia 'z kosmosu' płynie, odbiorca bierze — gdzie tu etyka?
To mi trochę przypomina to co czytałam o intencji w tarocie — że karta sama w sobie nic nie znaczy, znaczenie nadaje interpretacja i zamiar. Czy tu jest podobnie? Pytam bo próbuję to sobie jakoś poukładać.
O tym właśnie chciałam powiedzieć wcześniej. Jak zaczęłam się interesować tym tematem, to czułam się bardzo otwarta na wszystko, jakby nie miałam żadnego filtra. I to nie było przyjemne. Pytanie do was — czy to co opisuję to jest ta podatność o której mówi Zdzisława, czy może po prostu nadwrażliwość?
Czytam ten wątek i zastanawiam się czy to co tu opisujecie nie dotyczy też zwykłych codziennych sytuacji, nie tylko formalnych sesji energetycznych. Bo w pracy na przykład są ludzie, po rozmowie z którymi jestem dosłownie wyczerpana, i zawsze myślałam że to empatia albo stres. Ale może to jest właśnie to?
Przepraszam że wchodzę w środku, ale właśnie to pytanie Kryski mnie zatrzymało. Nigdy tak o tym nie myślałam — że branie też może wymagać czegoś na kształt zgody albo przynajmniej świadomości. To trochę odwraca cały temat. Czy ktoś to widział w praktyce, że ktoś świadomie 'pobrał' od kogoś bez wiedzy tej osoby?
To co opisuje Lunarna jest bardzo charakterystyczne i nie chcę od razu przyklejać etykietki, ale to opróżnienie po kontakcie z konkretną osobą to jeden z pierwszych sygnałów wartych uwagi. Pytanie tylko — czy to było z jedną osobą, kilkoma, czy w ogóle z ludźmi?
Szczerze? Z kilkoma, ale jedna osoba szczególnie. Kolega z pracy, bardzo charyzmatyczny, wszyscy go lubią. Po każdej rozmowie z nim wracałam do domu i dosłownie kładłam się spać.
Lunarna, to brzmi dokładnie jak to co opisywałam wcześniej z moją sytuacją w pracy. I właśnie dlatego pytam — czy to naprawdę transfer energetyczny, czy może po prostu intensywny kontakt z osobą, która dużo wymaga emocjonalnie? Bo nie wiem jak te dwie rzeczy odróżnić.
Ale tu jest różnica praktyczna. Jeśli to jest kwestia emocjonalna, to granice stawiasz inaczej niż przy pracy energetycznej. Przy emocjach możesz powiedzieć 'nie teraz', skrócić rozmowę, zmienić temat. Przy transferze granica jest... gdzie właściwie? Czy w ogóle można postawić granicę bez wiedzy drugiej osoby?
A to 'coś z tym zrobić' to właśnie afirmacje, o których Kryska pisała? Bo ja sobie nie wyobrażam jak afirmacja ma mi pomóc w środku spotkania służbowego z szefem, który mnie wyczerpuje.
Nigdy nie myślałam, że afirmacje można tak stosować — że to nie jest tylko coś rano przed lustrem, ale sposób w trakcie? Czy to wymaga jakiegoś wcześniejszego przygotowania żeby działało w środku sytuacji, czy można zacząć z dnia na dzień?
Czyli to jest bardziej jak trening refleksu niż jednorazowe działanie? Pytam bo miałam wrażenie, że afirmacja to jest coś co się mówi i od razu coś się zmienia.
