Chciałem poruszyć temat, który krąży po różnych wątkach, ale nigdy nie był omówiony porządnie. Chodzi o kamienie i kryształy w pracy energetycznej, a konkretnie o to, czy istnieje jakaś minimalna liczba kamieni, żeby sesja w ogóle działała. Słyszałem od kilku osób, że trzeba mieć przynajmniej 7 kamieni, bo 7 czakr. Inni mówią, że wystarczy jeden dobry kamień. Kto ma jakieś doświadczenia z tym?
Poruszasz dobry temat. Mnie też ta kwestia gnębiła przez długi czas. Z doswiadczenia powiem, że liczba to mit. Jeden porządnie naładowany i oczyszczony kamień robi robotę lepiej niż dwadzieścia przypadkowych z jakiegoś marketu. Problem polega na tym że ludzie kupują zestaw 7 kamieni do czakr i myślą że już mają gotowy system do pracy. A co z intencją? Co z przygotowaniem?
A skąd wiadomo że kamień jest 'porządnie naładowany'? Bo ja mam ametyst i różeniec różany i nie wiem jakim trafem sprawdzić czy działją? Kupiłam je w sklepie i sprzedawczyni nic nie mówiła o ładowaniu 🙂
Właśnie o to chodzi, że jak długo trzeba trzymać żeby poczuć? Bo ja miałam kamień przez tydzień i nic. Wyrzuciłam w końcu do szuflady. Może źle robiłam?
Mogę się wtrącić? Ten mit o siedmiu kamieniach na siedem czakr mnie trochę irytuje, bo wygląda ładnie na Instagramie, ale w praktyce to nie jest żaden system. Widziałam sesje bioenergetyczne gdzie terapeuta pracował z jednym czarnym turmalinem i efekty były widoczne. Widziałam też takie z dwudziestoma kamieniami gdzie nic się nie działo. Liczba to naprawdę nie jest meritum.
Słucham tej rozmowy i muszę powiedzieć że moje doświadczenia są gdzieś pośrodku. Pracuję najczęściej z trzema kamieniami jednocześnie i to dla mnie działa, ale doszłam do tej liczby metodą prób i błędów przez długi czas, nie dlatego że ktoś mi powiedział że trzy to właściwa liczba. Może chodzi o to żeby znaleźć swoją liczbę?
A czy ktoś może powiedzieć wprost, ile minimum muszę mieć kamieni żeby zacząć? Bo czytam to wszystko i dalej nie wiem. Mam jeden kamień słoneczny, kupiłem ostatnio.
Jeden wystarczy na start, serio. Ale ważniejsze pytanie brzmi do jakiego celu chcesz go używać? Kamień słoneczny ma konkretne właściwości energetyczne i nie do każdej pracy będzie odpowiedni.
Generalnie chciałem poprawić energię w domu, bo ostatnio jakoś ciężko. Ale jak mówisz że do każdej pracy inny, to może kamień słoneczny nie jest dobry na to?
Panuje tutaj trochę zamieszanie, bo miesza się dwie rzeczy. Jedno to praca z własną energią, drugie to oczyszczanie przestrzeni. Kamień słoneczny sprawdzi się raczej przy pierwszym, do oczyszczania przestrzeni ludzie częściej sięgają po czarny turmalin albo obsydian. To nie jest kwestia liczby kamieni, tylko doboru do intencji. I to chyba jest klucz do tej rozmowy.
Czyli jak rozumiem, to konkretny typ kamienia ma większe znaczenie niż to ile ich masz, tak?
Dobra rozmowa się zrobiła, tylko brakuje mi jednego wątku. Mówicie o kamieniach jak o samodzielnych obiektach, ale w pracy bioenergetycznej kamień jest wsparciem dla pracy terapeuty, nie zastępstwem tej pracy. Widziałam osoby które zbierały dziesiątki kamieni i wierzyły że samo posiadanie ich coś robi. To tak nie działa. Co myślicie o tym rozróżnieniu?
No dobra, ale to teraz mam kamień słoneczny i co z nim? Poczekać aż sam zadziała, czy coś z nim zrobić? Bo mówicie że intencja ważna, ale jak dokładnie tę intencję przekazać kamieniowi? Dosłownie nie wiem od czego zacząć.
A ile czasu trzymać? Bo już raz siedziałam z kamieniem dwadzieścia minut i nic nie poczułam, więc może za krótko? Albo za długo? Kiedy właściwie wiadomo że wystarczy?
No właśnie nie czyściłam, bo nie wiedziałam że trzeba. A jak się czyści? Jest jakaś jedna metoda czy kilka?
Metod jest kilka i każda ma swoich zwolenników. Woda, sól, dym z szałwii, moonlight, dźwięk mis tybetańskich. Ale uwaga, nie każdy kamień znosi wodę. Selenitu na przykład nie warto moczyć, bo się rozpuszcza. Ktoś wie jakiego jest kamień słoneczny pod tym względem?
Ja przy oczyszczaniu kładę kamienie na selenicie przez całą noc i to mi wystarcza. Selenid działa jak naturalna ładowarka, więc rano mam wszystko gotowe. Nie bawiłem się nigdy w mokcze ani dym.
Edmund ma tu rację w tej kwestii metodologicznej. Ale z drugiej strony jak w ogóle oddzielić efekt kamienia od efektu intencji, skoro intencja jest nieodłączna od pracy z kamieniem? To chyba niemożliwe do rozdzielenia.
Czyli rozumiem że nie ma żadnej metody ładowania która jest obiektywnie lepsza, tylko każdy robi po swojemu? To jak w takim razie wiedzieć co wybrać dla siebie?
A ja sie zapytam bo byłam cicho, czy różowy kwarc też trzeba czyścić tak samo? Bo gdzieś czytałam że on sam się samoczyszczi albo coś takiego. To prawda czy mit?
Mit. Żaden kamień się nie czyści sam, to chyba jeden z bardziej rozpowszechnionych błędów. Kwarc różowy jest wrażliwy energetycznie i chłonie bardzo łatwo, więc wręcz potrzebuje częstszego oczyszczania niż niektóre inne kamienie.
No to mam problem bo mój leży od paru miesiecy bez oczyszczania... Mogłam mu zrobić krzywdę czy to tylko kwestia tego że nie działa?
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, może głupie. Jak kamień zbiera czyjąś energię, to czyjąś dokładnie? Osoby która go trzyma, czy wszystkich dookoła? Bo nie rozumiem jak to działa przestrzennie.
Pytanie Rajmundaa jest bardzo na miejscu i wcale nie głupie. Kamień zbiera przede wszystkim energię tego, kto go trzyma lub ma przy sobie przez dłuższy czas. Ale jeśli leżał gdzieś publicznie, np. w sklepie albo na straganie, to mógł nabrać energii od każdej osoby, która go dotknęła. Przestrzennie to działa raczej przez kontakt i bliskość, nie przez samo przebywanie w pomieszczeniu.
Czyli jak trzymam kamień w torebce cały dzień, to absorbuje głównie moją energię? A jak leży na półce w domu i nikt go nie dotyka, to co się wtedy dzieje? Zbiera coś z otoczenia czy jakby stoi w miejscu?
No i tu wrócimy do pytania Turkusowej sprzed kilku postów, bo to ma związek z doborem metody oczyszczania. Jeśli kamień zbierał głównie energię przestrzeni, wystarczy lżejsze oczyszczenie. Jeśli był intensywnie używany przy czyjejś pracy energetycznej, potrzebuje mocniejszego resetu. Metoda nie musi być zawsze ta sama.
A da się to w ogóle nauczyć czy trzeba mieć jakiś wrodzony dar? Bo jak słyszę o tym odczuwaniu ciężaru to zastanawiam się czy ja w ogóle mam szansę to kiedyś wyczuć. Po tej mojej próbie z kamieniem przez dwadzieścia minut to nie jestem pewna że w ogóle coś czuję.
