Tu się z Szamanem zgadzam, choć rzadko to mówię głośno 🙂 Grounding przez oddech to jedna z najstarszych metod, właśnie dlatego że ciało i oddech są sprzężone. Teofilka, wróćmy do twojego pytania - ten teatralny efekt który opisujesz, znasz go dobrze. To jest punkt wyjścia, nie porażka.
Przepraszam że wchodzę, ale mam pytanie do Czarownicy - napisałaś że grounding przez oddech to jedna z najstarszych metod. A skąd w ogóle wiadomo które metody są 'stare'? Czy to ma znaczenie dla skuteczności? Bo czytałam że grounding przez wyobraźnię to już nowsza rzecz.
Ale właśnie o systemie wierzeń - czy ktoś tu praktykuje grounding zupełnie poza jakimkolwiek kontekstem energetycznym? Czyli czysto somatycznie, bez myślenia o uziemieniu, aurze, energii? Zastanawiam się czy efekt jest taki sam czy inny.
Słuchajcie, to co mówi Augur o poranku i wieczorze jakoś do mnie trafia. Ja zawsze próbowałam rano bo myślałam że to 'ustawia dzień'. A może właśnie dlatego mi nie wychodzi - jestem rano zbyt naładowana myślami o tym co przede mną? Może powinam spróbować wieczorem chociaż przez tydzień?
Teofilka, próbując wieczorem - masz jedno ważne pytanie do siebie najpierw. Czy jesteś typem który wieczorem się rozgędza i zaczyna przetwarzać cały dzień, czy takim który naturalnie opada? Bo jeśli to pierwsze, wieczór może być tak samo trudny jak poranek, tylko z innym rodzajem hałasu w głowie.
Wchodzę z boku do tej rozmowy, bo czytałam i mam pewną obserwację. Pora dnia w kontekście groundingu ma też wymiar astrologiczny - to może brzmieć jak dygresja, ale rytm dobowy jest powiązany z tym jak ciało reaguje na ziemię. Teofilka - jakim jesteś znakiem? Pytam bo to może tłumaczyć ten poranny wysyp.
Mam pytanie do całej tej dyskusji o poranku i wieczorze - czy to znaczy że grounding na środku dnia, np. w przerwie w pracy, to zły pomysł? Bo ja właśnie tak próbowałem i zawsze miałem poczucie że nic się nie dzieje.
A co to za mocniejszy sygnał wejściowy, Dorotka? Pytam serio, bo nie bardzo wiem co to znaczy w praktyce. Mam wchodzić w to jakoś ostrzej, intensywniej?
Dorotka, ale to brzmi jak reset a nie grounding. Czy to jest to samo?
To jest dobre pytanie i wcale nie oczywista odpowiedź. Reset i grounding to nie to samo, ale reset może być bramą do groundingu. Jeśli ciało jest przestawione na tryb działania, to żaden grounding nie przebije się przez ten szum. Więc reset usuwa przeszkodę, a grounding to dopiero co po. Czy to ma sens intuicyjnie?
Mam notatki z podobnego problemu u siebie i wygląda na to, że tak właśnie. Długo myślałam że moje sesje nic nie dają, a potem zorientowałam się że kończę na etapie wstępnym i uznaję że wszystko zrobiłam. Teofilka - ile czasu zazwyczaj trwa twoja sesja?
Dziesięć minut i afirmacja o zakorzenieniu. Teofilka, powiedz mi dokładnie jaką afirmację. Słowo w słowo jeśli możesz.
A skąd ten pomysł że introwertyk nie powinien wyobrażać sobie dużych przestrzeni? Dla mnie to odwrotnie - introwertyk żyje dużo w głowie i pojemna przestrzeń wyobraźni to jego naturalne środowisko. Gdzie to wyczytałaś?
Ja też to gdzieś widziałam, chyba na jakimś blogu o afirmacjach dostosowanych do typów osobowości. Ale teraz kiedy Szaman to mówi, to faktycznie... nie wiem czy to miało sensowne podstawy czy ktoś po prostu tak napisał i się rozeszło.
Przepraszam że pytam może naiwnie - ale czy w ogóle ma sens robić afirmacje 'dla introwertyków' osobno? Mam wrażenie że w tej kategorii dużo rzeczy jest podobnych dla wszystkich, a różnica jest może w tym jak ktoś to czuje, nie w tekście samej afirmacji.
Monisia, i co z tym robisz? Bo ja mam identycznie i nie znalazłem żadnego sposobu żeby ta analiza po prostu przestała.
to co mówi Monisia brzmi sensownie, ja mam podobnie z prostymi obserwacjami ciała zamiast afirmacij. 'stopy są ciepłe' albo 'oddech spowalnia'. Nic filozoficznego. Ale Teofilka - czy twoja afirmacja o zakorzenieniu to brzmi dla ciebie prawdziwie kiedy ją mówisz czy raczej chciałabyś żeby brzmiała prawdziwie?
No i to jest chyba sedno. Afirmacja wyprzedza stan zamiast opisywać kierunek. Teofilka, spróbuj czegoś innego: zamiast 'jestem zakorzeniona' powiedz sobie 'zaczynam się zakorzeniać' albo jeszcze prościej - jak Monisia, coś co jest teraz prawdą. Czy masz jakiś fizyczny sygnał który możesz teraz nazwać, nawet mały?
Wchodzę bo ta ostatnia wymiana to jest właśnie to co u mnie przełomowo zmieniło podejście do całego groundingu. Afirmacja w czasie teraźniejszym dokonanym kiedy ciało nie jest jeszcze tam, to jest napięcie które ciało czuje i odrzuca. Miałam to latami. Małe prawdziwe zdanie w czasie teraźniejszym - to inaczej działa na cały system energetyczny. Ciekawa jestem czy Teofilka próbowała kiedyś w ogóle bez żadnego słowa, tylko z oddechem?
Wierzbina, to co napisałaś o napięciu które ciało czuje i odrzuca - czy to znaczy że ciało dosłownie 'wie' że kłamię? Bo tak to rozumiem i trochę mnie to uderzyło.
Tak to rozumiem, tak. Ciało nie przetwarza słów jak umysł, ale rejestruje rozbieżność między stanem a deklaracją. To nie jest kłamstwo w sensie moralnym, ale sygnał niespójności. I zamiast otwierać - zamyka. Właśnie dlatego te małe, prawdziwe obserwacje robią robotę tam gdzie wielkie afirmacje nie mogą.
Dominik, ja to rozwiązałam właśnie przez wyjście z afirmacji jako takiej. To znaczy - zostałam przy słowach, ale nie przy afirmacji. Mówię sobie coś co jest teraz realne, i to już robi robotę groundingową. Właściwie przestałam w ogóle używać słowa 'afirmacja' żeby nie uruchamiać tego analitycznego trybu.
Teofilka, wróćmy do tej sesji dziesięciominutowej. Mówisz że jak nic nie czujesz to kończysz. Co znaczy dla ciebie 'nic nie czuję'? Bo to może być bardzo różne rzeczy - brak fizycznych odczuć, brak spokoju, brak jakiegoś konkretnego wrażenia które sobie wyobrażasz?
To 'zatrzaskiwanie' to interesujące słowo. Skąd w ogóle wzięło się to oczekiwanie? Czy ktoś ci opisywał grounding właśnie tak, czy to własne wyobrażenie tego jak to powinno wyglądać?
Mam w notatkach że właśnie to wyobrażenie 'momentu przejścia' długo mi przeszkadzało. Czekałam na jakiś wyraźny sygnał zamiast obserwować co się faktycznie zmienia. Teofilka, czy po tych sesjach masz jakieś subtelne zmiany, nawet małe, które może ignorujesz bo nie wyglądają jak to czego szukasz?
@Rozmarynka... hm. Może trochę wolniejszy oddech? Ale uznawałam że to za mało żeby się liczyć.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czy to nie jest możliwe że grounding się po prostu dzieje i ona to czuje, tylko nie wie że to to? Pytam naiwnie, bo sama dopiero zaczynam rozumieć o co w tym chodzi.
