Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tym, czy bioenergoterapia to coś, co można po prostu 'nauczyć się' albo trzeba mieć do tego jakiś wrodzony dar. Bo słyszałem różne opinie — jedni mówią, że każdy człowiek ma w sobie energię i może się nauczyć nią pracować, inni że to kwestia predyspozycji. Wy jak myślicie? Czy ktoś tu zaczął praktykować bez żadnego wcześniejszego 'czucia' energii i coś z tego wyszło?
To jest pytanie, które pojawia się bardzo często i rozumiem dlaczego, bo odpowiedź nie jest prosta. Z mojej obserwacji wynika, że są osoby, które od razu coś czują w dłoniach, i są takie, które pracują miesiącami i stopniowo to przychodzi. Ale jest też trzecia grupa — taka, która wmawia sobie, że czuje, i robi to nieświadomie bez żadnego efektu. Pytanie brzmi: jak odróżnić prawdziwe predyspozycje od autosugestii? To chyba ważniejsze niż sam talent.
A właśnie, to mnie też zastanawia. Bo ja ostatnio próbowałam medytacji z nakładaniem rąk na siebie samą i wydawało mi się, że czuję ciepło w dłoniach. Ale czy to nie jest po prostu... fizyka? Ręce zawsze są ciepłe. Jak wy w ogóle odróżniacie 'energię' od zwykłych odczuć ciała?
Ciepło to jeden z podstawowych sygnałów, ale nie jedyny. Mrowienie, pulsowanie, czasem uczucie lekkiego 'wciągnięcia' w dłonie — to wszystko są oznaki pracy z energią. Ciepło samo w sobie może być fizyczne, ale jeśli towarzyszy mu coś więcej, na przykład zmiana temperatury bez kontaktu fizycznego, to już jest coś innego. Każdy ma potencjał, ale nie każdy go aktywuje.
Ale skąd wiadomo, że ta 'zmiana temperatury' to energia a nie po prostu skupienie uwagi na konkretnym miejscu ciała? Psychologowie mają na to nazwę, efekt skupienia uwagi potrafi robić dziwne rzeczy z percepcją. Pytam serio, bo jestem sceptyczna, ale nie zamknięta.
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale co to znaczy 'pracować na kimś'? Tak po ludzku, co się wtedy robi? Stoi się obok i trzyma ręce w powietrzu?
Dziękuję za to wyjaśnienie, bo też nie miałem pojęcia jak to wygląda w praktyce. A powiedz, Zdzichu57, czy ty sam zacząłeś od czegoś konkretnego, jakiegoś kursu, książki, czy raczej sam dochodziłeś do tego metodą prób i błędów?
Ja mam inne podejście do tego. Według numerologii każdy ma swój indywidualny potencjał energetyczny zakodowany w dacie urodzenia, i to może tłumaczyć dlaczego jedni łatwiej wchodzą w te tematy a inni trudniej. Sama zauważyłam, że osoby z pewnym układem liczb w mapiach częściej opisują spontaniczne odczucia energetyczne. Ciekawe czy ktoś z was sprawdzał swój wykres pod tym kątem?
Hm, Michasia, to ciekawy wątek, ale trochę mnie zastanawia jedno, czy to nie jest przypadkiem tłumaczenie talentu przez coś równie nieuchwytnego? Czyli mamy nieudowodnioną energię i tłumaczymy ją nieudowodnioną numerologią. Nie mówię że to nieprawda, tylko że to trochę kręci się w kółko.
A ja mam takie pytanie, bo wydaje mi się że wszyscy tu zakładacie że bioenergoterapia wymaga nauki i pracy. Ale czy nie jest tak, że niektórzy po prostu mają to od urodzenia i nie muszą się niczego uczyć? Bo znam kogoś kto nigdy się nie kształcił a podobno pomaga ludziom.
To ciekawy punkt, Klimcia. Ale skąd wiadomo kiedy 'energia' pochodzi od nas a kiedy wchłaniamy coś od drugiej osoby? Czy to jest coś co się wyczuwa, czy trzeba się tego specjalnie uczyć?
Boże, tyle się dowiedziałam z tej jednej rozmowy, dziękuję wam wszystkim bardzo. Naprawdę nie miałam pojęcia, że bioenergoterapia to jest coś tak złożonego. Zawsze myślałam, że ktoś po prostu 'posiada moc' i tyle. A tu widać, że to cała dziedzina wiedzy i praktyki.
Właśnie, Dzidka, ja też tak myślałam. Ale po tej rozmowie zastanawiam się jeszcze nad jedną rzeczą, czy afirmacje mają tu jakieś znaczenie? Słyszałam że nastawienie mentalne wpływa na to jak pracuje się z energią. Jakby człowiek powtarzał sobie że ma zdolności, to te zdolności się rozwijają?
To co napisał Zdzichu o afirmacjach działających poza świadomością bardzo mnie uderzyło. Właśnie dlatego pytam, czy to znaczy, że ktoś mógłby sobie nieświadomie zablokować rozwój zdolności energetycznych przez negatywne przekonania, nawet jeśli na poziomie świadomym bardzo chce się uczyć? Bo ja mam takie wrażenie, że gdzieś w środku cały czas coś mi mówi 'to nie dla ciebie'.
Ja mam dokładnie to samo co Franek opisuje, ta myśl 'to nie dla mnie'. I zastanawiam się, czy nie jest tak, że afirmacje działają właśnie dlatego, że obchodzą tę świadomą blokadę. Jakby szły bokiem, zamiast przez nią. Czy ktoś to rozumie tak samo?
Radoslawa, to jest dobre pytanie, ale chyba trochę zmienia wątek. Bo my mówiliśmy o tym, czy afirmacje wpływają na zdolności energetyczne, a nie o tym, czy są bezpieczne jako technika. Choć... może to i jest powiązane, bo jeśli ktoś nieświadomie 'wmawia' sobie zdolności, które nie istnieją, to może to być problematyczne.
Z mojego doświadczenia afirmacje przy pracy energetycznej działają głównie na nastawienie, a nastawienie z kolei wpływa na to, jak wrażliwy jest człowiek na subtelne sygnały. Czyli nie 'tworzą' zdolności z niczego, ale mogą odkrywać to, co już jest. Przynajmniej tak to czuję.
Mogę zadać może naiwne pytanie, ale skoro tyle tu mówicie o afirmacjach i blokadach, to jak to w ogóle wchodzi w temat tego, czy każdy może być bioenergoterapeutą? Bo gubię trochę wątek. Czy chodzi o to, że afirmacje mogą 'odblokować' kogoś, kto ma predyspozycje?
Jaryla, właśnie o to chodzi. Wątek jest taki, że jeśli afirmacje działają poza świadomością, to mogą wpływać na nasze codzienne wybory energetyczne, nawet zanim zaczniemy się formalnie uczyć bioenergoterapii. Czyli ktoś, kto latami powtarza sobie 'jestem wrażliwy na energię', może nieświadomie zwracać uwagę na rzeczy, których inni nie zauważają. I to właśnie może budować bazę do późniejszej pracy terapeutycznej.
Ale tu mi się nasuwa pytanie, czy to nie jest trochę niebezpieczne? Jeśli ktoś przez lata afirmuje sobie zdolności, a ich naprawdę nie ma, to czy nie traci kontaktu z rzeczywistością? Znam jedną osobę, która absolutnie wierzy, że uzdrawia innych, a ja szczerze nie widziałam żadnych efektów.
O, to jest coś, o czym wcześniej nie myślałam w ogóle, że efekty mogą być opóźnione. Czyli jak ktoś nie poczuje nic podczas sesji, to może to nie znaczy, że nic nie zadziałało? To trochę zmienia całe moje myślenie o tym jak to oceniać.
Właśnie, Apolonia trafia w punkt. Jak coś może działać z opóźnieniem i bez żadnego zewnętrznego sygnału w trakcie, to ciężko to odróżnić od placebo. I wracam do głównego pytania wątku, bo chyba wciąż nie mamy odpowiedzi, czy każdy może być bioenergoterapeutą, czy są jakieś obiektywne kryteria.
Czytam tę rozmowę od początku i dopiero teraz się odezwę, bo jedno zdanie Zdzichu mnie zatrzymało. Mówisz, że afirmacje mogą przeszkadzać w tej drodze. Jak to? Myślałam, że afirmacje zawsze są raczej pomocne.
Aha, czyli nie chodzi ci o same afirmacje, tylko o konkretny rodzaj afirmacji? Bo rozumiem, że 'jestem otwarty na naukę' to coś innego niż 'jestem mistrzem energii'. Dobrze to rozumiem?
Franek, ja się nad tym samym zastanawiam u siebie. Bo te moje afirmacje były raczej w stylu 'czuję energię innych ludzi' i teraz nie wiem, czy naprawdę ją czuję, czy nauczyłam się ją odgrywać. Brzmi to może dziwnie, ale mam taką wątpliwość.
Myślę, że weryfikacja przychodzi wtedy, kiedy pracujesz z kimś, kto nic ci nie mówi o sobie, i sprawdzasz, co czujesz. Jak twoje odczucia są zbieżne z tym, co osoba faktycznie przeżywa, to jest jakiś sygnał. Choć i tu można się oszukać przez przypadkowe trafienia.
Trochę się gubię. Czyli nie ma jednej bioenergoterapii, tylko kilka różnych podejść pod tą samą nazwą? Bo jak to jest, że jedni przekazują energię bezkontekstowo, a inni jeszcze coś tam odczytują, to jak ktoś z zewnątrz ma to w ogóle ocenić?
