Ostatnio mocno pracuję nad afirmacjami i trafiłam na problem, który chyba nie tylko mnie dotyczy. Jestem typową introwertyką i kiedy próbuję używać standardowych afirmacji w stylu 'jestem otwarta, energiczna, pełna wigoru' - po prostu mi nie wychodzi. Czuję się jakbym kłamała samej sobie. Ciało od razu reaguje jakimś napięciem, zamiast rozluźnieniem. Zaczęłam się zastanawiać, czy grounding w moim przypadku powinien wyglądać inaczej niż u osób, które naturalnie ciągną energię z kontaktu z ludźmi. Czy ktoś pracował z uziemianiem i miał podobne odczucia przy afirmacjach? Bo zastanawiam się, czy problem leży w samych afirmacjach, czy może w tym, że mój system energetyczny po prostu inaczej przyjmuje te impulsy.
To bardzo ciekawe spostrzeżenie i podejrzewam, że dotykasz czegoś ważnego. Afirmacje nastawione na ekstrawertyczne wzorce mogą faktycznie zaburzać grounding zamiast go wspierać - bo ciało odbiera sprzeczny sygnał. Ale zanim cokolwiek powiem więcej, chciałabym zapytać: jak wygląda twój grounding poza afirmacjami? Masz jakąś stałą praktykę uziemiania - oddech, kontakt z ziemią, czakra podstawy? Bo to trochę zmienia obraz sytuacji.
U mnie było podobnie, choć nie nazywałam tego w kategoriach introwersji. Przez długi czas próbowałam afirmacji 'z gotowców' i czułam dokładnie to co opisujesz - takie wewnętrzne tarcie. Potem ktoś mi powiedział, żebym spróbowała afirmacji w trybie spokojnym, bez tej ekstatycznej energii. Coś w stylu 'jestem zakorzeniona, jestem tu, jest tu spokój' zamiast 'jestem pełna energii i siły'. Różnica była znacząca. Pytanie do Teofilki - czy twoje napięcie pojawia się już przy samym wypowiadaniu słów, czy dopiero po jakimś czasie praktyki?
Przepraszam, że się wtrącam, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Grounding to chyba uziemienie, tak? Bo czytałam gdzieś o tym, że energia może 'uciekać' z ciała i właśnie grounding to zatrzymuje. Ale to co opisujecie z tymi afirmacjami - czy one są konieczne do groundingu, czy to dwa osobne tematy, które się łączycie razem? Pytam bo jestem tym wszystkim dość zdezorientowana.
Słucham tej rozmowy i myślę sobie - a skąd w ogóle wiadomo, że introwertyk potrzebuje innych afirmacji? Czy to jest jakiś ustalony pogląd w bioenergoterapii, czy raczej obserwacja z doświadczenia? Pytam serio, bo słyszałam różne zdania na ten temat i nie wiem komu ufać.
Powiem wprost - podział na intro/ekstrawertyczne afirmacje nie jest żadnym kanonem bioenergoterapii. To raczej coś, co wynika z obserwacji, że każdy człowiek ma inny rytm energetyczny. Introwertyk nie ma słabszej energii ani innego systemu czakr - ale może mieć inny próg przeciążenia. Afirmacja 'jestem pełna wigoru' może po prostu nie trafiać, bo nie jest prawdziwa na poziomie odczuwanym. I tu jest clou - afirmacja musi być dla twojego układu energetycznego wiarygodna, nie aspiracyjna w sensie wymuszonym.
Notuję tę rozmowę, bo to akurat temat, który mnie od dawna nurtuje. Czytałam o tym, że w pracy z czakrą podstawy - a grounding to de facto praca z muladhara - afirmacje powinny być osadzone w teraźniejszości i konkretne. 'Jestem tu', 'moje stopy dotykają ziemi', 'czuję ciężar ciała'. Żadnego przyszłego czasu, żadnych aspiracji. Ciekawe, czy właśnie dlatego te 'wigoru' afirmacje nie działają - bo są wyrwane z chwili obecnej?
właśnie, i to jest chyba sedno. Jeśli afirmacja jest zgodna z tym, co ciało może zaakceptować jako prawdę teraz, grounding idzie głębiej. A jak jest sprzeczna, to energia zamiast schodzić w dół - rozchodzi się. Przynajmniej ja tak to u siebie obserwowałam.
Czytam i mam pytanie do całej dyskusji. Mówicie o afirmacjach przy groundingu, ale czy ktoś próbował grounding bez żadnych słów? Tylko ciało, oddech, wizualizacja? Bo mam wrażenie że afirmacje to akurat element, który można pominąć i grounding nadal będzie działał. Albo czy ta cisza nie jest może lepszym rozwiązaniem dla introwertyka niz szukanie 'właściwych słów'?
Przeczytałam całą tę wymianę i mam jedno spostrzeżenie. Z perspektywy astrologicznej - Księżyc, Saturn i czakra podstawy mają ze sobą coś wspólnego: wszystkie trzy związane są z poczuciem bezpieczeństwa i zakorzenieniem. Osoby z silnym Saturnem w horoskopie często mają naturalny opór wobec afirmacji, które brzmią jak obietnica bez pokrycia. To nie jest kwestia introwersji samej w sobie, ale stosunku do 'prawdziwości' przekazu. Zastanawiam się, czy Teofilka przypadkiem nie ma tej saturnicznej energii mocno zaznaczonej?
nie powiedziałabym 'zawsze trudne' - raczej wymagają zakotwiczenia w czymś konkretnym. Saturn lubi fakty i strukturę. Afirmacja dla Saturna to nie 'będę szczęśliwa', tylko 'buduję spokój krok po kroku'. Wróć do groundingu - to jest właśnie saturyczna praca. Powolna, konkretna, uziemiona. I o ile mi wiadomo, to dla ciebie najlepsza baza przed jakimikolwiek afirmacjami.
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno głupie pytanie. Czy do groundingu potrzeba jakichś konkretnych kamieni albo przedmiotów? Czytałem gdzieś o obsydianie i czarnym turmalinie, ale nie wiem czy to dotyczy właśnie uziemienia. I czy to w ogóle ma związek z tym, o czym mówicie?
Wracając do tematu afirmacji dla introwertyków - mam pytanie do Piolunki albo Szamana. Czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić przed sesją, czy dana afirmacja będzie działać czy nie? Coś w rodzaju testu energetycznego? Bo problem polega na tym, że wiele osób nie odczuwa tego napięcia od razu, a odkrywa po tygodniach że praktyka im nie służy.
To pytanie o placebo wraca w każdej takiej dyskusji i rozumiem, że dla nowych osób jest ważne. Ale z praktycznego punktu widzenia - jeśli efekt jest, to jest. Grounding działa na zrelaksowanie układu nerwowego, zakorzenienie w ciele, zmniejszenie rozproszenia. Czy to 'energia' czy 'fizjologia' - dla osoby po sesji to bez znaczenia.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale to co pisze Czarownica trochę mnie zastanawia. Czyli można powiedzieć, że grounding to po prostu relaksacja? Czy jest coś, co odróżnia grounding od zwykłego siedzenia w ciszy i oddychania? Bo brzmi podobnie.
Słucham was i to co pisze Rozmarynka bardzo mnie zastanawia. Bo ja zaczęłam próbować od stóp, tak jak Augur mówi, i faktycznie jest łatwiej fizycznie. Ale wróćcie do tego co pytała Nekromantka - ten test afirmacji przed sesją. Czy można go robić bez doświadczenia w kinezjologii? Szukam czegoś prostego, bo nie wiem nawet jak zacząć oceniać czy afirmacja mi 'pasuje'.
Rozumiem ten kłopot. Jest prostsza wersja niż kinezjologia - napisz afirmację na kartce i trzymaj ją przez chwilę w rękach podczas groundingu. Nie czytaj, nie myśl analizująco - po prostu bądź w kontakcie z ciałem. Potem powiedz ją na głos raz i poczekaj. Nie szukaj 'wyniku', tylko obserwuj co się dzieje z oddechem. Jeśli oddech się pogłębia - ciało przyjmuje. Jeśli się płyci lub wstrzymujesz powietrze - jest opór.
Ej, wchodzę tu bo staram się zrozumieć temat. Słyszałem o groundingu ale myślałem że to po prostu stanie boso na trawie. Czytam ten wątek i nagle jest o afirmacjach, trzeciej osobie, oddechach... To wszystko jest częścią groundingu, czy to już oddzielne tematy?
Właśnie, Gracjan trafił w coś istotnego. Bo w tej dyskusji trochę odpłynęliśmy w stronę afirmacji i introwetryzmu, a pierwotne pytanie Teofilki dotyczyło groundingu jako powrotu do równowagi. Może warto na chwilę wrócić do tego rdzenia - co konkretnie pomaga w tym powrocie, kiedy czujemy się rozkojarzeni albo 'powyżej' ciała?
To jest indywidualne, ale mam pytanie zwrotne - jak rozpoznajesz że już jesteś gotowa? Czy to coś w ciele, jakiś sygnał, czy po prostu mijasz pewien czas i zakładasz że powinnaś być?
i tu jest właśnie sedno. Grounding jako powrót do równowagi nie działa na zegarek. To co opisujesz - zakładanie że 'powinnaś już być gotowa' - to jest myśl, a myśl to głowa, a głowa to właśnie to z czego próbujesz wyjść przez grounding. Trochę błędne koło.
To co mówi Rozmarynka z tym zmęczeniem - ja też tak mam. Najlepiej mi wychodzi grounding wieczorem, po całym dniu, bo ciało samo chce opaść. Rano jak próbuję, głowa zaraz się włącza i zaczyna coś planować.
Przy okazji tej rozmowy o sygnałach - czy ktoś zauważył że różne kamienie zmieniają jakość tego 'osiadania'? Używam turmalinu czarnego przy groundingu i mam wrażenie że to ciepło w stopach o którym pisze Piolunka przychodzi szybciej. Ale nie wiem czy to sam kamień czy skojarzenie.
Przepraszam że znowu wchodzę z pytaniem podstawowym, ale - czy te kamienie są konieczne do groundingu? Pytam bo czytam i mam wrażenie że bez kamieni to w ogóle nie ma sensu zaczynać.
No właśnie, bo ja też nie mam żadnych kamieni i trochę się zastanawiałam czy mogę w ogóle próbować. Ale wracając do tego co mówiła Teofilka o tym że nie wie kiedy skończyć - czy jest jakiś minimalny czas sesji który ma sens? Jak mam pięć minut, to w ogóle nie warto?
to jest właśnie pytanie które warto sobie zadawać. Dla mnie różnica jest w tym - kiedy faktycznie jestem z ciałem, to coś się zmienia w odczuciu ciężaru. Nogi stają się wyraźniejsze, jakby bardziej 'moje'. Kiedy tylko udaję że jestem, to jest takie trochę teatralne siedzenie. Ale jak to czujesz ty?
To co opisuje Piolunka z tym ciężarem nóg - ja mam podobnie, tylko u mnie to są dłonie. Jak jestem naprawdę uziemiony, to czuję ciepło w dłoniach i takie mrowienie przy opuszkach. Kiedy tylko próbuję być uziemiony, to nic. Dłonie zimne, nic się nie dzieje.
