Zastanawiam się od jakiegoś czasu, bo mam dostęp do kilku osób, które robią i jedno i drugie, i za każdym razem jak pytam o różnicę, to dostaję różne odpowiedzi. Jedna mówi, że to prawie to samo, inna że to zupełnie inne podejście. Chodzi mi konkretnie o to, czy bioenergoterapia i reiki to w praktyce inne techniki, czy tylko inna filozofia za tym stoi? Bo efekty z zewnątrz wyglądają podobnie, nakładanie rąk, praca z energią i tak dalej.
Różnica jest i to spora, choć na pierwszy rzut oka rzeczywiście może wyglądać podobnie. Reiki to konkretny system z inicjacjami, symbolami i przekazem od nauczyciela do ucznia, wywodzi się z japońskiej tradycji Mikao Usui. Bioenergoterapia to szerszy termin, który w Polsce obejmuje różne metody pracy z energią, często bez formalnego systemu wtajemniczeń. Bioenergoterapeuci mogą pracować intuicyjnie albo według własnej metody. Pytanie czy ty szukasz konkretnej szkoły, czy interesuje cię ogólne porównanie?
W teorii reiki zakłada, że attunementy są konieczne do otwarcia kanału energetycznego. Bez tego niby energia nie płynie tak samo. W bioenergoterapii takiego wymogu nie ma, chociaż większość poważnych terapeutów i tak przechodzi jakieś szkolenia. Problem polega na tym, że słowo 'bioenergoterapia' jest w Polsce bardzo pojemne i pod tę nazwę wchodzi mnóstwo różnych rzeczy, od dobrze opisanych metod po totalną improwizację.
Mam wrażenie, że w praktyce dużo zależy od konkretnej osoby, a nie systemu. Znałem kogoś po trzech stopniach reiki, który pracował bardzo mechanicznie, i bioenergoterapeute bez żadnego formalnego certyfikatu, po którym sesji naprawdę czułem różnicę. Czy system sam w sobie cokolwiek gwarantuje?
Czytam i mam pytanie trochę z boku, ale mam nadzieję że pasuje do tematu. Słyszałam, że w reiki i bioenergoterapii można pracować też z afirmacjami albo intencjami. Czy to jest jakaś standardowa część tych praktyk, czy raczej dodatek który każdy stosuje jak chce?
A jak głęboko afirmacje w ogóle mogą działać? Pytam bo sama próbowałam przez jakiś czas i miałam wrażenie, że nic się nie zmienia, a potem ktoś mi powiedział, że bez pracy z energią ciała same słowa to za mało.
Hmm, to jest akurat teza, którą trzeba potraktować ostrożnie. Nie ma żadnego mechanizmu, który by to potwierdzał. To że brzmi logicznie nie znaczy, że tak działa. Afirmacje mają swoje własne ograniczenia, które nie zależą od czakr, a bardziej od tego, czy człowiek naprawdę zmienia przekonania czy tylko recytuje tekst.
Zgadzam się z Helenką w tej kwestii. Głębokość zmiany przez afirmacje zależy od tego, czy trafia się w coś, w co naprawdę możemy uwierzyć w danym momencie. Jeśli afirmacja jest za daleko od obecnego stanu, umysł ją odrzuca. To nie jest kwestia energetyczna, to kwestia psychologiczna. Bioenergoterapia czy reiki mogą pomóc w innym aspekcie, rozluźnieniu, uspokojeniu, byciu bardziej otwartym, co pośrednio może sprawić, że afirmacje lepiej wchodzą.
Przepraszam, może głupie pytanie, ale czy bioenergoterapia to jest to samo co uzdrawianie? Bo moja sąsiadka chodzi do kogoś kto mówi że ją uzdrawia przez ręce i nie wiem czy to właśnie to.
To jest ważna uwaga. Miałem znajomego, który zapłacił sporo pieniędzy osobie, która twierdziła, że wyleczy go z choroby autoimmunologicznej przez bioenergię. Technicznie robiła to co bioenergoterapeuci, ale granica między wspieraniem a leczeniem była całkowicie zatarta.
A wracając do początku, bo zacząłem czytać i trochę mi się wątek urwał. Czy jest jakiś sposób żeby wybrać między reiki a bioenergoterapią dla kogoś, kto chce spróbować pierwszy raz? Na co patrzeć?
Dobra ale czy jest jakaś merytoryczna różnica w tym co się czuje podczas sesji? Bo mnie interesuje właśnie to, nie tylko teoria. Ktoś z was robił jedno i drugie i może porównać?
Ryszard, robiłem jedno i drugie, więc spróbuję odpowiedzieć. U mnie reiki było bardziej... spokojne. Terapeuta kładł ręce, ja leżałem i czułem coś w rodzaju ciepła, czasem mrowienie w konkretnych miejscach. Przy bioenergoterapii było inaczej, bardziej dynamicznie, terapeuta pracował też bez dotyku, jakieś ruchy nad ciałem, i czucia były bardziej zmienne, raz ciepło, raz coś jak przeciąg. Ale nie wiem na ile to różnica między systemami, a na ile między dwoma różnymi osobami.
To co Kalikst opisuje jest dość typowe i myślę, że uczciwe. Problem z porównywaniem odczuć jest taki, że nie mamy dobrego języka do opisu tych stanów, więc używamy tych samych słów do różnych rzeczy. 'Lżej', 'ciepło', 'spokój' to są pojęcia, które każdy czuje trochę inaczej. Mam pytanie do Kaliksta, czy oba razy byłeś w podobnym stanie emocjonalnym wchodząc na sesję?
To jest właśnie pułapka w takich porównaniach. My zawsze przychodzimy z jakimś stanem wyjściowym i ten stan mocno filtruje to co poczujemy. Gdyby Kalikst zrobił oba razy w identycznych warunkach, może doświadczenia byłyby mniej różne albo bardziej, nie wiadomo. Co do afirmacji, które wcześniej poruszała Mietowa, mam podobną obserwację, te które działały u mnie, były zawsze bliskie czemuś, czego już trochę doświadczałem. Nie 'jestem bogaty', tylko 'mam wystarczająco'.
A ja mam pytanie, bo ciągle nie rozumiem jednej rzeczy. Jak terapeuta energetyczny wie, gdzie pracować? Czy on coś czuje w rękach, czy jak to działa? Pytam bo moja sąsiadka mówiła, że ten pan jej mówiił że czuje ciepło tam gdzie jest problem.
Ale z drugiej strony, jeśli terapeuta nic nie jest pewny, to jak mam mu zaufać? Trochę nie rozumiem, jakiś złoty środek musi być.
Ryszard, złoty środek to pewność co do metody i procesu, a nie co do efektów. Terapeuta może powiedzieć 'pracuję tak i tak, to trwa tyle, po sesji możesz czuć to lub to' i jednocześnie nie obiecywać, że wyleczysz konkretną chorobę. To jest właśnie profesjonalne podejście. Czy twój przykład z tymi czakrami i afirmacjami mógłbyś mi wyjaśnić jeszcze raz, bo wcześniej napisałeś, że to 'ma sens logicznie', a mnie interesuje skąd taki wniosek.
No właśnie, wewnętrzna spójność to nie to samo co potwierdzenie w praktyce. System czakr jest spójny wewnętrznie, ale to zamknięty model, który sam siebie uzasadnia. Nie mówię, że nie działa, mówię, że twoje zdanie 'ma sens logicznie' warto zastąpić 'jest wewnętrznie spójne z tym modelem'. To różnica.
Czytam to wszystko i mam trochę inne pytanie. Czy ktoś miał takie doświadczenie, że w trakcie sesji energetycznej zobaczył jakieś obrazy albo miał intensywne sny po tym? Mnie to się zdarzyło po czymś podobnym i nie wiedziałam co z tym zrobić.
Wracając do samego początku pytania w wątku, bo trochę nam uciekło. Czy ktoś mógłby powiedzieć jednym zdaniem, dosłownie jednym, co jest tą główną różnicą między reiki a bioenergoterapią? Bo po przeczytaniu całego wątku mam coraz więcej niuansów, a mniej prostej odpowiedzi.
Willowa, trudno jednym zdaniem, ale spróbuję: reiki to ustandaryzowany system z inicjacjami i konkretną sekwencją, bioenergoterapia to szerszy termin opisujący pracę z energią ciała bez jednej ustalonej szkoły. Ale zaraz ktoś mi powieinspiruje i powie, że to niewystarczające uproszczenie, więc czekam na uzupełnienia.
Lineaż w reiki to trochę mit bezpieczeństwa. Wiesz, skąd pochodzi przekaz, ale nie wiesz, czy każda osoba w tym łańcuchu naprawdę umiała cokolwiek przekazać. Certyfikat u mistrza który sam był nieuważnym uczniem to nadal certyfikat.
A ja właśnie to chciałam zapytać, bo mnie to męczy. Jak szukam kogoś w internecie, to każdy pisze że jest certyfikowany, ukończył kursy, pracuje od lat. Jak zwykła osoba bez wiedzy ma ocenić kto jest uczciwy?
Mam pytanie trochę z boku, ale wróćmy na chwilę do afirmacji bo wcześniej ktoś o tym wspominał. Czy to prawda, że sesja energetyczna może sprawić, że afirmacje zaczynają działać lepiej? Słyszałam że to ma związek z czyszczeniem blokad.
Ja też słyszałam podobną rzecz, że jeśli masz jakieś głębsze przekonania blokujące, to sama afirmacja na poziomie słów za bardzo nie dotrze. Że trzeba coś zrobić głębiej, właśnie na poziomie energetycznym. Nie wiem czy to prawda, ale jakoś mi to brzmi sensownie.
To jest właśnie coś w czym myślę, że bioenergoterapia może mieć przewagę nad samymi afirmacjami. Afirmacja działa na umysł świadomy, ale jeśli blokada jest gdzieś głębiej, w ciele albo w polu energetycznym, to samo powtarzanie zdań może nie wystarczyć. Czy ktoś miał takie doświadczenie, że sesja energetyczna coś odblokowała i potem inne rzeczy zaczęły łatwiej przychodzić?
