i właśnie o to mi chodziło wcześniej z tymi obserwacjami ciała. jak zaczniesz je łapać jako efekty a nie tylko jako przypadek, to zmiania się cały sposób w jaki rozumiesz co się dzieje w sesji. Teofilka, ile sesji zrobiłaś z tą afirmacją łącznie?
Dwadzieścia razy z poczuciem że nic się nie dzieje i z tym samym schematem - ten reset który opisywała Piolunka wcześniej to tutaj wygląda jak bardzo wyraźna pętla. Czy zmieniałaś cokolwiek między sesjami, czy zawsze tak samo - siadasz, oddycham, afirmacja, koniec?
No właśnie. I to nie jest zarzut - większość z nas przez to przechodziła. Pytanie co by chciała teraz zmienić, bo wątek dał ci kilka różnych kierunków: krótsze obserwacje fizyczne jak Monisia, przesunięcie afirmacji na 'zaczynam', albo po prostu dłuższe siedzenie w tym co jest po sesji zamiast od razu wychodzić. Co z tego brzmi dla ciebie do spróbowania?
Piolunka, właśnie to mi dałaś do myślenia. Mam tyle kierunków naraz że nie wiem od czego zacząć. Czy powinnam wybrać jeden i trzymać się go przez jakiś czas, czy można mieszać różne podejścia w jednej sesji?
Ja bym nie mieszała na początku. Jak mieszasz dwa sposoby jednocześnie i coś zadziała, to nie wiesz który z nich zadziałał. I potem wracasz do punktu wyjścia przy kolejnym problemie.
dokładnie to co Monisia - wybierz jeden kierunek na przynajmniej tydzień, dwa. Ale najpierw odpowiedz sobie na jedno pytanie: co z tych rzeczy które padły w wątku brzmi dla ciebie najbardziej... naturalnie? Nie 'co powinno działać', tylko co nie budzi w tobie oporu już na etapie czytania?
Chyba te obserwacje fizyczne. To z wolniejszym oddechem - że może to już jest efekt i ja to ignoruję. To jakoś trafia bardziej niż zmiana słów w afirmacji.
To ma sens. Jeśli coś już czujesz w ciele to praca z tym jest bardziej zakorzeniona niż praca z formułą słowną. Powiem inaczej - słowa to tylko wrota, ciało to miejsce do którego mają prowadzić. Jak masz już jakiś sygnał z ciała to możesz w ogóle odpuścić afirmację na jakiś czas i zobaczyć czy bez niej sesja wygląda inaczej.
A jak to w ogóle wygląda od środka - ta obserwacja fizyczna? Czy siadasz i po prostu czekasz aż coś się pojawi w ciele, czy aktywnie szukasz wrażeń? Bo dla mnie to jest totalnie niejasne.
to jest stare pytanie i dobre. ale jak sie nad tym za bardzo zastanawiasz to właśnie to myślenie wyprowadza cię z ciała a nie wprowadza. sugestia czy nie - jeśli uwaga jest w stopach, to to jest grounding. efekt jest realny nawet jeśli mechanizm jest prosty.
Właśnie to rozróżnienie między 'sugestią' a 'realnym odczuciem' to może być pułapka dla introwertów w szczególności. Introvert ma bardzo aktywny umysł analityczny, i zamiast siedzieć z odczuciem - analizuje czy odczucie jest prawdziwe. I tym samym wyskakuje z niego.
To wróćmy na chwilę do podstaw. Teofilka, jak długo siedzisz w jednej pozycji zanim zaczniesz sesję? Czy w ogóle dajesz sobie czas na to żeby ciało się ustabilizowało, zanim zaczyna się cokolwiek innego?
no to masz tutaj bardzo konkretną rzecz do zmiany. Ciało potrzebuje czasu żeby w ogóle zarejestrować że siedzi. Szczególnie po dniu w którym byłaś w głowie - a zakładam że jako introweryk spędzasz dużo czasu w myśleniu. Pięć minut samego siedzenia bez żadnej afirmacji to nie jest marnowanie czasu, to jest warunek wstępny.
Dokładnie. Ja to nazywam 'lądowaniem' - zanim zaczniesz cokolwiek robić z energią, musisz faktycznie dotrzeć do miejsca gdzie siedzisz. Dla niektórych to trwa minutę, dla innych dziesięć. Nie ma reguły.
A co z tymi którzy mają problem z ciszą samą w sobie? Pytam bo dla mnie siedzenie bez afirmacji i bez niczego to jest właśnie wejście w bardzo głośną wewnętrzną przestrzeń. Nie spokój, tylko szum myśli. Czy to też jest 'lądowanie'?
ten szum to nie jest problem który trzeba rozwiązac. to jest informacja. jeśli po dniu pracy głowa goni myśli to ciało mówi że potrzebuje czasu. problem jest tylko gdy sie z tym szumem nie możesz po prostu posiedzeć i zaraz chcesz coś robić.
Mam wrażenie że w tej rozmowie kręcimy się wokół czegoś ważnego. Introwertycy często mają bardzo wysokie standardy wobec własnych praktyk - albo jest głęboko, albo nie ma sensu. I to właśnie jest punkt gdzie grounding nie może zadziałać, bo umysł cały czas ocenia czy działa.
Teofilka, a powiedz mi - co się dzieje po sesji? Czy jest jakaś różnica między tym jak się czujesz przed a jak po? Pytam bo to może być prostszy wskaźnik niż obserwowanie tego co dzieje się w trakcie.
i to jest ciekawe. Czyli masz efekt bez poczucia że coś zrobiłaś 'dobrze'. To trochę odwraca pytanie - może nie ma znaczenia czy sesja wydaje ci się udana, skoro coś z niej wychodzi?
U mnie przez długi czas było podobnie - sesja wyglądała jak chaos, a potem odkrywałam że napisałam po niej więcej, albo łatwiej mi było z kimś porozmawiać. Zaczęłam notować właśnie te efekty 'po' i to zmieniło sposób w jaki rozumiem co to jest grounding dla mnie.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie - czy ktoś próbował tego grounding bez żadnego kontekstu energetycznego? Tzn. po prostu jako ćwiczenie oddechowe albo ciała, bez myślenia o energii? Zastanawiam się czy efekt byłby taki sam.
nie zgadzam sie całkowicie z tym że intencja zmienia efekt. myślę że to co zmienia efekt to uwaga. gdzie dajesz uwagę. energetyczne ramowanie jest pomocne żeby wiedzieć gdzie kierować uwagę ale samo w sobie nie jest warunkiem koniecznym.
Wracając do Teofilki - jeśli efekt po sesji jest mierzalny nawet jak sesja wydaje się nieudana, to może problem jest w tym jak oceniamy sesje a nie w tym jak je robimy? Jakby kryteria były ustawione tak że zawsze wyjdzie 'nie wyszło'.
a próbowałaś kiedyś ustalić kryteria z góry, zanim zaczniesz? Tzn. powiedzieć sobie: ta sesja będzie udana jeśli usiądę i zostanę przez dziesięć minut. Bez żadnego warunku dotyczącego tego co poczujesz.
moim zdaniem to nie jest to samo. kryterium 'wysiedzę' jest w zasięgu kontroli, kryterium 'poczuję' - nie jest. i tu jest właśnie różnica dla introwertów - oni często ustawiają standardy na rzeczach których nie mogą kontrolować i potem są zdziwieni że nie wychodzi.
Zostawię tutaj obserwację z boku tej dyskusji o kryteriach. Grounding jako powrót do równowagi nie zaczyna się od sesji - zaczyna się od tego czy w ogóle wiesz jak wyglądasz gdy jesteś w równowadze. Czy ktoś z was to kiedykolwiek ustalił? Nie 'jak się czuję po sesji' tylko 'jak wygląda moje podstawowe zakorzenione ja'.
To co mówi Szaman jest istotne, ale mam wrażenie że dla wielu osób punkt odniesienia jest trudny do ustalenia właśnie dlatego że rzadko go doświadczają. Nie każdy ma w pamięci stan 'jestem zakorzeniona'. Czy grounding może w takim razie budować ten stan od zera, a nie tylko do niego wracać?
