Kupiłem różdżkę widełkową, drewnianą, z leszczyny podobno. Trzymam jak pokazują na filmach, napinam nadgarstki, chodzę po ogrodzie i kompletnie nic. Zero drgań, zero ruchu. Próbowałem nad kranówką, nad rurami w piwnicy, nic. Czy to kwestia różdżki, mojej techniki, czy może po prostu nie mam do tego zdolności? Bo trochę mnie to irytuje, że tyle osób pisze że 'od razu poczuło' a ja chodzę z tym patykiem jak głupi już trzeci dzień.
Powiedz mi więcej o tym jak trzymasz. Bo 'jak pokazują na filmach' to bardzo szerokie pojęcie. Czy masz mocno napięte nadgarstki, czy raczej luźne? I czy różdżka jest skierowana lekko w górę, poziomo, czy w dół? To często decyduje o wszystkim na początku.
Sam przez pierwsze próby z różdżką L myślałem, że to nie dla mnie. Okazało się że za mocno ściskałem. Różdżka musi mieć swobodę ruchu, a ty masz być tylko prowadnicą, nie kontrolerem. Spróbuj rozluźnić uchwyt o jakieś osiemdziesiąt procent od tego co teraz robisz. Dosłownie jakbyś trzymał coś delikatnego.
właśnie tu jest clou. Napięcie nadgarstka blokuje odbiór. Różdżka widełkowa powinna być ustawiona w lekkim napięciu sprężystym, nie mięśniowym. Chodzi o to, żeby drewno samo w sobie było napięte przez rozsunięcie widełek, a twoje dłonie tylko utrzymywały ten stan. Czy rozsuwasz widełki przed trzymaniem?
A dlaczego w ogóle leszczyna? Czytałam że różne drzewa dają różne 'odczucia' ale nie wiem czy to prawda czy mitm. Masz coś z czego jest zrobiona twoja Dionizy?
Leszczyna to klasyka w różdżkarstwie, ale szczerze mówiąc nie każde drewno jest dla każdego. Znam kogoś kto miał leszczynową i nic, potem wziął bzową i od razu zaczęło chodzić. Bywa tez że syntetyk lepiej 'łapie' u niektórych niż jakikolwiek organik. Nie wiem czemu tak jest, ale tak bywa.
Ale tu jest ten problem że jak wiesz gdzie jest rura to możesz nieświadomie sterować różdżką. Nie zarzucam nikomu nic, ale sam efekt ideo... no, ten ruch nieświadomy mięsni, to realna sprawa. Jak to wykluczyć przy nauce?
Wracając do pytania o różdżkę izydyjską, bo o tym miał być wątek. Czy ktoś tu ma doświadczenie akurat z izydyjską, bo ona jest jednak inna w technice niż widełkowa czy L-ki? Bo Dionizy pisze o widełkowej, ale tytuł wątku mówi co innego.
Nie ma złego początku, naprawdę. Ale wahadło izydyjskie to zupełnie inny rodzaj pracy. Przy różdżce szukasz, przy wahadle badasz i pytasz. Izydyjskie ma specyficzny kształt, taki wydłużony owal lub łezkę, i jest wyjątkowo czułe na pytania sformułowane intencją. Czy ktoś z was pracował z izydyjskim i może opisać jak ustala odpowiedzi na tak i nie?
Pracuję z izydyjskim od dłuższego czasu i kalibracja to podstawa której nie można pominąć. Każda osoba ma inne domyślne ruchy dla tak i nie. U mnie tak to ruch eliptyczny zgodny z ruchem wskazówek, a nie to przeciwny. Ale znam osoby u których tak to kołysanie do przodu i do tyłu. Dlatego przed każdą sesją trzeba potwierdzić ze swoim wahadłem.
Czyli to wychodzi że wahadło reaguje na nasze myśli i emocje bardziej niż na coś zewnętrznego? Bo jak tak, to skąd wiadomo co tak naprawdę mierzy?
Ale właśnie przy izydyjskim, wróćmy do tematu, bo ktoś musi w końcu powiedzieć co odróżnia je od innych wahadeł. Bo kształt to jedno, ale czy jest coś w tradycji, skąd pochodzi ta forma, do czego szczególnie służy?
Fela73 poruszyła coś ważnego. Wahadło izydyjskie wywodzi swoją nazwę i formę z symboliki starożytnego Egiptu, konkretnie z wizerunku bogini Izydy. Ta łezkowata, wydłużona forma nie jest przypadkowa. Tradycja mówi że kształt wzmacnia odbiór energii żeńskiej, opiekuńczej, tej związanej z intuicją i diagnostyką. Dlatego jest szczególnie cenione przy badaniu miejsc, nie przy poszukiwaniu wody jak widełkowa. Czy ktoś z was pracował izydyjskim nad mapą? Bo tam różnica w stosunku do innych wahadeł jest najwyraźniej odczuwalna.
Dobra, ale mam pytanie do was wszystkich. Skoro jest tyle rodzajów wahadeł, to jak ktoś nowy w ogóle ma wybrać to pierwsze? Izydyjskie, kuliste, Karnak, do tego różdżki. Trochę mnie to przytłacza jeśli mam być szczery.
Mnie też to na początku blokowało! W końcu kupiłam kuliste bo było najtaniej i pomyślałam że zobacze czy w ogóle czuje cokolwiek zanim wydam wiecej. Czy to zły pomysł? Nikt mi tego nie powiedział ze powinnam zacząć od czegoś konkretnego.
A ile czasu zwykle mija zanim zaczyna się coś czuć? Bo trochę obawiam się że będę ćwiczyć miesiącami i nic. Ktoś zaczynał i od razu miał wyraźne ruchy, czy to bardziej stopniowe?
To co mówi Celtyk jest ważne. Ja na początku miałam bardzo wyraziste ruchy i byłam pewna że super mi idzie, a potem okazało sie że odpowiedzi były chaotyczne. Dopiero jak zwolniłam i zaczełam pracować nad stabilnością bezruchu przed pytaniem, zaczęło to dawać spójne wyniki. Ten moment wyjściowy, zanim wahadło zacznie się ruszać, jest kluczowy.
Dokładnie tak to wygląda przy izydyjskim. Chcę dodać że przy tej formie wahadła bezruch wyjściowy jest trudniejszy do osiągnięcia niż przy kulistym, bo izydyjskie jest bardziej wydłużone i każde drgnięcie ręki daje szerszy zakres ruchu. Dlatego mówię że to nie jest wahadło na start.
jakości przede wszystkim. Jak masz spójne odpowiedzi na pytania weryfikowalne, czyli takie gdzie znasz prawdę, przez kilka tygodni regularnej pracy, to możesz próbować. Czas nie jest wyznacznikiem, bo ktoś może ćwiczyć rok i wciąż mieć niespójne wyniki, a ktoś inny po kilku tygodniach intensywnej praktyki jest gotowy.
Słucham tej dyskusji i mam takie pytanie może głupie, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o spójnych odpowiedziach na pytania weryfikowalne, ale jeśli podświadomie znam odpowiedź, to czy wahadło nie odpowiada po prostu tym co już wiem? Jak odróżnić że mierzy coś zewnętrznego a nie moje własne oczekiwania?
Właśnie, testy ze ślepą próbą to jedyna uczciwa weryfikacja. Robiłem kiedyś z kolegą ćwiczenie, zakryte szklanki, pod jedną monetą, wahadło miało wskazać. Wyniki były powyżej czystego przypadku po kilku sesjach, ale nie byłem w stanie tego powtórzyć z pełną zgodnością. Może to coś mówi o tym że wahadło działa, ale nie jest wyrocznia.
Okej, ale wracając do mojego pierwotnego problemu z różdżką — słucham tej dyskusji o wahadle i zaczynam się zastanawiać czy w ogóle różdżka to był dobry wybór na start. Może powinienem był zacząć od wahadła?
Moim zdaniem różdżka L jest trudnijesza na początek właśnie dlatego że nie daje ci żadnego spokojnego punktu wyjścia. Wahadło ma ten neutralny bezruch, wiesz kiedy zaczyna reagowac. Przy różdżkach L trzymasz je poziomo i one już są w stanie gotowości, każde drgnięcie ręki je rozchyla. Jak sie tego nauczysz to ok, ale początki bywają frustrujące.
To może Dionizy powinien spróbować obu i zobaczyć które cokolwiek daje? Nie rozumiem dlaczego uparł się na różdżkę skoro nic nie czuje. Wahadło możesz kupić tanio i przetestować.
Nie uparłem się, po prostu różdżkę już mam i szkoda mi ją odkładać bez spróbowania. Ale właściwie macie rację, może kupię jakieś tanie kuliste wahadło żeby porównać. Tylko nie wiem czy to nie jest tak że jeśli mam blokadę to z wahadłem też nic nie poczuję.
Blokada to szerokie słowo. Co rozumiesz przez to że nic nie czujesz przy różdżce? Różdżka w ogóle się nie porusza, czy porusza się ale przypadkowo i nie wiesz jak to interpretować?
Jak trzymasz te różdżki L to powiedz dokładnie, bo może problem jest czysto fizyczny. Czy łokcie są przy ciele, ręce wyprostowane przed siebie, czy inaczej? Widziałam opisy gdzie ludzie trzymają je zupełnie nie tak i potem sie dziwią że nic nie działa.
