Na tym etapie to ja bym nie zaprzatała sobie głowy elipsą. Dionizy, serio — jak nie widzisz jeszcze żadnego ruchu który możesz traktować poważnie, to elipsa to kolejny krok, nie ten. Najpierw kołysanie i okrąg, to wystarczy na bardzo długo. Czy w ogóle testowałeś na pytaniach gdzie wiesz odpowiedź? Takich prostych, fizycznych?
Tak, próbowałem tego co Fela73 pisała — klucze w torbie, coś prostego. I ruch jest, ale taki jakby za mały żebym był pewny. Nie wiem czy to wahadło reaguje czy ja nieświadomie poruszam ręką bo się spodziewam odpowiedzi. Jak to rozróżnić?
To pytanie które zadałeś jest właściwie kluczem do całego problemu. Moim zdaniem na początku nie da się tego rozróżnić i to jest normalne — i właśnie dlatego ćwiczysz na pytaniach bez emocji. Bo jak pytasz o klucze i nie zależy ci czy są czy nie, to ruch który widzisz jest mniej 'skażony' oczekiwaniem. Ale powiedz mi — czy ten ruch który widzisz jest spójny? Tzn. przy tym samym pytaniu daje ci za każdym razem to samo?
Właśnie to mnie zastanawia w tym co opisujesz, bo mam podobnie. Czy to rozproszenie które czujesz to coś zewnętrznego, jak hałas, czy wewnętrznego, jak myśl która wpada? Bo u mnie zdecydowanie bardziej psuje mi myśl niż dźwięk z zewnątrz i nie wiem czy to jest indywidualne czy raczej typowe.
To co opisujecie oboje jest klasycznym objawem wczesnej nauki. Wahadło reaguje na stan mentalny, bo to jest właśnie kanał przez który pracujesz. Rozproszenie — wewnętrzne czy zewnętrzne — to zakłócenie sygnału. Ale powiem wam coś czego wielu nie mówi na początku: na tym etapie warto celowo ćwiczyć w różnych warunkach, żeby zobaczyć co tobą steruje. Nie po to żeby od razu pracować doskonale, ale żeby zrozumieć swój próg.
A czy nie jest tak ze najpierw trzeba nauczyc sie w spokoju i potem mozna przechodzic do trudniejszych warunków? Zawsze slyszalam ze poczatkujacy powinni miec jak najlepsze warunki. Protazy, ty mówisz zeby testować zakłócenia, ale jak nie wiem jeszcze co jest sygnałem to skąd bede wiedziala co jest zaklóceniem?
Zgadzam się z Protazym i mogę dodać z własnego doświadczenia: im wcześniej sprawdzisz swój próg, tym szybciej przestaniesz przywiązywać się do idealnych warunków. Ja przez długi czas nie pracowałem jeśli było zbyt głośno albo zbyt zimno i przez to ograniczałem się bardzo. Dopiero jak zacząłem celowo testować w 'złych' warunkach zobaczyłem że dużo więcej przechodzi niż myślałem.
Słucham tej rozmowy o warunkach i mam inne podejście. Nie chodzi o to żeby hartować się na złe warunki, chodzi o to żeby rozumieć swój rytm. Są dni kiedy moje wahadło pracuje jak szalone i dni kiedy nic nie płynie. Próbowałam kiedyś 'hartowania' i skończyłam na tym że przez tydzień nie ufałam żadnemu odczytowi bo wszystko mi się mieszało. Myślę że to indywidualne.
To co mówi Nekromantka o wzorcach w czasie dotyczy chyba każdego typu wahadła, ale wracając do izydyjskiego — czy jest coś w tym kształcie co sprawia że zmęczenie albo gorszy dzień jest bardziej widoczny w odczycie? Pytam bo ktoś wcześniej wspominał że izydyjskie ma 'bogatszą dynamikę' i zastanawiam się czy ta bogatsza dynamika nie oznacza też większej wrażliwości na zakłócenia.
Ja właśnie to obserwuję u siebie — ten brak dokończenia ruchu. Myślałem że to mój błąd, że nie umiem utrzymać skupienia. A to może być informacja sama w sobie?
To jest właśnie ten moment kiedy trudno odróżnić 'nie umiem' od 'wahadło mówi coś niejasnego'. Dionizy, ile czasu minęło od kiedy zacząłeś pracować z tym konkretnym wahadłem? Pytam bo pierwsze tygodnie to naprawdę może być sam chaos kalibracyjny.
Trzy tygodnie nieregularnych prób to naprawdę mało materiału żeby oceniać co jest chaosem kalibracyjnym a co zakłóceniem stanu. Powiedz mi jedno — czy masz w ogóle ustalone swoje sygnały bazowe? Czyli konkretny ruch który dla ciebie oznacza 'tak' i konkretny który oznacza 'nie'?
To brzmi jakbys w ogole nie miał jeszcze ustalonej bazy. Jak możesz interpretować cokolwiek bez bazy? Ja jak zaczynalem to mi zajęło dobre dwa tygodnie samego ustalania sygnałow i pilnowania żeby zawsze były te same.
Zaneta zadała dobre pytanie i powiem jak ja to rozumiałam. Nie chodzi o to żeby wiedziec co 'znaczą' ruchy, tylko żeby wybrać jeden ruch i powiedzieć 'to będzie moje tak'. Wahadło nie przychodzi z gotową odpowiedzią — ty musisz nadać mu język najpierw.
Muszę się tu wtrącić bo mam inne doświadczenie z izydyjskim. Przy tym konkretnym kształcie moje sygnały bazowe nie były takie oczywiste jak przy wahadłach kulistych. Izydyjskie mi przez długo sugerowało trzeci stan — coś pomiędzy 'tak' i 'nie'. Czy ktoś inny miał coś takiego?
To znaczy że izydyjskie jest bardziej skomplikowane dla początkującego, bo wymaga obsługi większej liczby sygnałów? Może właśnie dlatego Dionizy ma problemy — dostaje już trzy możliwe odpowiedzi i nie wie że to trzy, a nie jeden niejasny sygnał.
To by dużo tłumaczyło szczerze mówiąc. Przez cały czas szukałem dwóch ruchów, a może jest ich więcej i dlatego nic mi nie pasuje do schematu który próbuję zbudować.
Ale chwilę — zanim za bardzo rozbudujesz ten schemat, upewnij się że masz w ogóle stałe warunki trzymania. Pytałeś wcześniej czy przerwy ci nie przeszkadzają, ale nie powiedziałeś jak trzymasz — długość nitki, wysokość nad stołem, czy opierasz łokieć. Te rzeczy mogą dawać różne ruchy nie dlatego że wahadło mówi coś innego, tylko dlatego że mechanika jest inna za każdym razem.
Własnie. Ja mam wyznaczone miejsce, zawsze ten sam stol, zawsze łokieć oparty, zawsze ta sama długość nitki. Brzmi może mechanicznie ale dzięki temu jak coś sie zmienia w ruchu to wiem że to nie ja sie zmieniłem tylko odpowiedź.
Wracając do pytania o porę dnia — bo nikt nie odpowiedział — u mnie jest wyraźna różnica, ale nie wiem czy to kwestia wahadła czy po prostu mojego stanu skupienia. Rano jestem spokojniejsza, wieczorem mam więcej szumów w głowie. Ale czy to izydyjskie konkretnie reaguje na to inaczej niż inne kształty? Tego nie wiem.
Teleradiestezja to trochę inny temat, ale powiem jedno — pracowałem nad mapami i o różnych porach i różnica jest, tylko że ona idzie bardziej w stronę koncentracji niż napięcia mięśni. Wieczorem łatwiej mi się skupić bo jest cisza, ale jednocześnie szybciej się gubię. To jest takie ścięcie.
Słuchajcie, mam pytanie które może brzmi głupio, ale skoro mówimy o standaryzacji — czy powinienem zawsze zadawać te same pytania kalibracyjne, czy mogę je zmieniać? Bo do tej pory za każdym razem wymyślałem inne pytania kontrolne i może przez to nigdy nie mam pewnego punktu odniesienia.
nie głupie pytanie, wręcz przeciwnie. Ja mam trzy stałe pytania które zadaję zawsze na początku sesji, te same od dawna. Imię, data urodzenia, jedno inne pewne. Jeśli wszystkie trzy dają spodziewane sygnały to zaczynam pracę. Jak chociaż jedno się rozjeżdża — kończę i wracam innym razem. Zmiana pytań kalibracyjnych to trochę jak zmiana jednostki miary w połowie pomiaru.
