Właśnie to jest cały problem, o którym pisałam w pierwszym poście, tylko teraz wchodzimy w bardzo konkretne miejsce. Bo to pytanie Forsycji — 'czy to był reset czy niecierpliwość' — to jest dokładnie to samo pytanie co 'czy to był wynik wahadła czy moje życzenie'. Operator ocenia własny stan tym samym aparatem, który chce oceniać.
No właśnie! I jak tu wyjść z tego kółka? Bo jak czytam te posty, to widzę że każda metoda zabezpiecznia się innąm metodą, która też wymaga zabezpiecznia...
To co Wandalena pisze — mnie to też chodzi po głowie. Bo jak słucham o tych resetach i pytaniach kontrolnych, to myślę sobie, że jak ktoś to robi setny raz, to czy nadal to 'działa' tak samo jak za pierwszym?
A wracając do tego rytmu, bo chyba nie odpowiedziałam na własne pytanie — u mnie to wygląda tak, że właśnie przy badaniu stref geopatycznych, gdzie schemat jest dość powtarzalny, wchodzę w coś w rodzaju automatyzmu i potem nie jestem pewna, czy wyniki są moje, czy 'nabyte' z poprzednich sesji. Jakby pamięć przestrzeni nakładała się na aktualny pomiar.
Słuchajcie, to co Tamarka opisuje to jest zupełnie osobny wątek, który mnie bardzo interesuje — wpływ wcześniejszej wiedzy o miejscu na wynik pomiaru. Czy ktoś badał kiedyś to samo miejsce pierwszy raz 'na ślepo', a potem ze znajomością poprzednich wyników? I czy były różnice?
Ja robiłam coś takiego, ale nie do końca świadomie. Badałam mieszkanie znajomej, a potem ona mi pokazała wyniki z badania kogoś innego sprzed kilku lat. Zbieżność była duża w jednym miejscu, ale w drugim się rozchodziłyśmy. I nie wiem do dziś, czy to znaczy, że coś się zmieniło, czy że jedno z nas miało zakłócony pomiar.
A czy ta dyscyplina z notowaniem faktycznie zmienia wyniki, czy tylko poprawia dokumentację? Bo mam wrażenie, że tu mówimy o dwóch różnych problemach naraz.
Wydaje mi sie że wracamy tu do poczatku tego wątku — do pytania Geomantki o to, czy nastrój wpływa na wyniki. Bo ta 'pamięć miejsca' którą opisuje Tamarka, to według mnie też jest rodzaj emocji, tyle że zabarwionej oczekiwaniem a nie lękiem czy życzeniem. I to jest chyba najtrudniejszy rodzaj zakłucenia, bo operator nawet nie wie że je ma.
Nie powiedziałabym 'mniej wiarygodny' — powiedziałabym 'inaczej obciążony'. Nowicjusz ma swoje zakłócenia, doświadczony ma swoje. Pierwsze badanie bywa czystsze emocjonalnie, ale technicznie gorsze. Wielokrotne badanie jest technicznie pewniejsze, ale niesie ryzyko właśnie tego, co Galaktyka nazwała zakłóceniem przez oczekiwanie. Ideałem byłby operator z doświadczeniem, który potrafi wchodzić w każdy pomiar jak w pierwszy — i to jest właśnie to, czego ta praca uczy latami.
Czytam ten wątek od początku i to co Akacja.x napisała na końcu — że nowicjusz i doświadczony są 'inaczej obciążeni' — bardzo mnie zatrzymało. Bo ja jestem na początku drogi z wahadłem i zawsze myślałam, że moje wyniki są mniej wiarygodne właśnie dlatego, że jestem początkująca. A tu wychodzi, że to nie jest tak jednoznaczne?
Dokładnie, i chciałam to rozwinąć, bo mam wrażenie, że Wiedunka postawiła ważne pytanie trochę wcześniej — czy notatki zmieniają wyniki, czy tylko dokumentację. Według mnie z czasem zaczynają zmieniać wyniki, bo kiedy widzisz w zapiskach, że za każdym razem gdy pytasz o konkretną osobę wahadło zachowuje się inaczej niż przy pytaniach neutralnych, to zaczynasz to wychwytywać jeszcze podczas pomiaru. Ale to wymaga czasu.
To co Cosmia pisze o wychwytywaniu w trakcie — czy to nie jest kolejna warstwa problemu? Bo jak już w trakcie pomiaru myślę 'zaraz, to wygląda jak moje oczekiwanie', to ta myśl też wchodzi do pomiaru. Chyba że to jest właśnie ten moment, gdy powinnam odłożyć wahadło i zresetować się?
Wracając do tego co mówiłam o pamięci miejsca — zastanawiam się teraz, czy nie powinnam przy każdym powtórzonym badaniu celowo zaczynać od innego kierunku albo innej kolejności pomieszczeń. Żeby nie wchodzić w ten sam schemat ruchowy. Czy ktoś tak robi?
A może tu właśnie wchodzi skala Bovisa jako jakiś punkt kontrolny? Znaczy — nawet jeśli lokalizacja krzyżowania sieci lekko się przesuwa między badaniami, to ogólny poziom energetyczny miejsca powinien być porównywalny, jeśli nic się faktycznie nie zmieniło. Jeśli odczyty Bovisa skaczą mocno, to coś się zmieniło albo jeden z pomiarów był zakłócony.
Mam pytanie trochę z boku — czy te wszystkie metody zabezpieczenia, o których piszecie, mają sens nawet przy krótkich sesjach? Bo jak pytam wahadłem o coś prostego, na przykład czy ten kamień jest dla mnie odpowiedni, to też powinam robić reset i pytania kontrolne? Czy to jest na tyle krótkie, że emocje nie zdążą wejść?
To znaczy że do takich osobistych pytań w ogóle nie powinnysmy używać własnego wahadła? Albo żeby ktoś inny pytał za nas? Bo jak mam prosić znajomą żeby sprawdziła mi kamień, to ona musi umieć pracować z wahadłem, a mało kto wokół mnie to robi...
To co Andromedka pisze o konstruowaniu pytań — to jest coś, o czym mało się mówi, a według mnie to jeden z głównych filtrów emocji. Przy badaniu stref geopatycznych zawsze staram się pytać przez negację albo przez neutralne 'czy tu jest cokolwiek, co wpływa na jakość snu' zamiast 'czy jest tu linia Hartmanna'. To drugie pytanie już zawiera oczekiwaną odpowiedź.
Ale jak pytasz 'czy jest tu cokolwiek' to wahadło ma dużo większy zakres odpowiedzi do wyboru, nie? Czy to nie sprawia że wyniki są trudniejsze do interpretacji? Przepraszam jeśli to głupie pytanie, ale dopiero zaczynam myśleć o tym całym filtrowaniu emocji.
To co Geomantka mówi o czytaniu charakteru ruchu — to mnie bardzo ciekawi. Bo ja jeszcze nie wiem jak rozróżnić ten charakter. Znaczy — widzę że wahadło kręci się w kółko albo waha w linii, ale czy coś poza tym powinnam obserwować? Czy to jest coś co się po prostu wyrabia z czasem i nie da się tego opisać słowami?
Można spróbować opisać, choć to naprawdę trudne. Chodzi głównie o dynamikę — czy ruch jest płynny i zdecydowany, czy jakby niepewny, z przerwami, lekko chaotyczny. Przy otwartych pytaniach te niuanse mówią często więcej niż sam kierunek. Ale żeby to widzieć, trzeba najpierw dobrze znać swoje 'czyste' ruchy bazowe. Stąd cały czas wracam do kalibracji — bez punktu odniesienia nie masz z czym porównywać.
A jak ta dynamika ruchu ma się do emocji operatora? Bo wydaje mi się, że jak jestem niespokojna, to moje wahadło w ogóle inaczej się porusza — jakby szybciej, bardziej nerwowo. I nie wiem czy to zakłócenie, czy może właśnie autentyczna informacja przekazana jakoś mocniej?
Właśnie to mnie zastanawia od strony praktycznej. Forsycja pyta o rozróżnienie, ale jak ty Poludnica mówisz, że to wymaga znajomości siebie — to skąd ta znajomość ma przyjść? Z notatek, bo nie z samej obserwacji w trakcie. W trakcie jesteś właśnie w tym stanie i nie masz dystansu. Dopiero po, czytając zapisy, widzisz wzorzec.
Próbowałem robić krótkie notatki tuż po każdej sesji — nie tylko wyniki, ale też kilka słów o swoim stanie. I faktycznie po jakimś czasie zaczęły wychodzić wzorce. Na przykład u mnie przy zmęczeniu fizycznym wahadło jest powolne i jakby ciężkie, a przy napięciu emocjonalnym właśnie robi to co Forsycja opisuje — szybkie, niespokojne ruchy. Ale zajęło mi kilka tygodni regularnych notatek żeby to wychwycić.
A czy ktoś próbował robić sesje w różnych porach dnia i porównywać? Bo zastanawiam się czy nie ma czegoś takiego jak 'lepsza pora' dla konkretnej osoby — związana z poziomem energii, spokoju, cyklem dnia. U mnie rano jestem zupełnie inna niż wieczorem i ciekawi mnie czy wahadło to 'widzi'.
Ja akurat to robiłam przez jakiś czas i mam wrażenie, że wczesne popołudnie jest u mnie najlepsze — nie jestem jeszcze zmęczona dniem, ale już nie mam tej porannej bezwładności. Wieczorne sesje mi wychodziły gorzej, dużo więcej rozbieżności między powtórzeniami. Ale to chyba bardzo indywidualne i nie wiem czy można to uogólnić.
Ale poczekajcie — czy pora dnia to nie jest po prostu kwestia emocji i zmęczenia, o których już mówiliśmy? Tzn. jeśli rano jesteś bezwładna albo wieczorem zmęczona, to chodzi o stan operatora, a nie o samą godzinę. Czy tu jest jakaś różnica, bo mam wrażenie że to ten sam problem.
Jest różnica, ale subtelna. Stan operatora zmienia się w ciągu dnia według jakiegoś wzorca — i właśnie ten wzorzec można zidentyfikować i uwzględniać. To nie jest tak, że 'o 15:00 zawsze jesteś neutralna' — ale że znasz swój cykl na tyle, żeby wiedzieć, kiedy masz więcej szans na czysty pomiar. Pentaklia dobrze wyczuwa, że to ten sam problem, ale tu chodzi o przewidywalność tego problemu.
