Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co mnie trochę niepokoi w mojej własnej praktyce. Pracuję z wahadłem już jakiś czas i zauważyłam, że kiedy jestem zmęczona albo zdenerwowana, odpowiedzi są... inne. Chaotyczne, albo wręcz przeciwnie — zbyt jednostajne. Chciałam zapytać, czy ktoś świadomie pracuje nad tym, żeby emocje nie wchodziły w paradę przy pomiarach? Bo z jednej strony słyszałam, że operator jest częścią układu i jego stan MA znaczenie, z drugiej — że dobra technika to neutralizuje. Nie wiem, co o tym myśleć.
To jest jedno z tych pytań, na które nie ma jednej prostej odpowiedzi. Emocje operatora to nie zakłócenie, które można po prostu wyeliminować — one są wpisane w sam mechanizm pracy z wahadłem. Pytanie brzmi raczej: jak nauczyć się je rozpoznawać, żeby wiedzieć, kiedy pomiar jest wiarygodny, a kiedy nie. Ale zanim cokolwiek doradzę — co konkretnie się dzieje z twoim wahadłem, kiedy jesteś zdenerwowana? Zmienia obroty, kierunek, czy po prostu nie reaguje?
A próbowałaś przed pracą robić jakieś uziemienie? Mam na myśli nie jakiś skomplikowany rytuał, ale dosłownie kilka minut ciszy i skupienie się na oddechu. Zauważyłam u siebie, że sama intencja 'teraz się uspokajam i zaczynam pracę' robi sporą różnicę. Trochę jak przestawienie trybu. Ciekawi mnie tylko czy to faktycznie neutralizuje emocje, czy tylko daje złudzenie neutralności?
To jest właśnie sedno. Bo można być zewnętrznie spokojnym, a wewnętrznie nadal naładowanym jakimś oczekiwaniem co do wyniku. Ja mam z tym problem zwłaszcza wtedy, gdy pytam o coś, na czym mi zależy. Niby siedzę cicho, niby oddycham, ale w środku już wiem, jakiej odpowiedzi chcę — i zastanawiam się, czy wahadło to po prostu odgrywa. Jak wy w ogóle odróżniacie prawdziwy wynik od własnego życzenia?
No właśnie, bo chyba o to chodzi w tym całym temacie, prawda? Że wahadło może być czymś w rodzaju lustra tego, czego chcemy, a nie tego, co jest? Pytam szczerze, bo sama jestem na początku i trochę mnie to niepokoi. Jak mam w ogóle zaufać odpowiedzi, skoro nigdy nie wiem, ile to ja, a ile coś zewnętrznego?
Ale jak w ogóle sprawdzić, czy jesteśmy obojętni? Bo ja na przykład jak pytam o coś ważnego, to już samo układanie pytania mnie nakręca. Nie ma takiej opcji żebym była spokojna jak pyton. Czy wtedy po prostu lepiej nie pytać w ogóle, czy jest jakaś technika żeby to ogarnąc?
Cosmia, to ma sens, ale zakłada, że mamy kogoś z podobnymi umiejętnościami w pobliżu. A co, gdy pracujemy samodzielnie? Czy jest jakaś technika, żeby chociaż częściowo to obejść? Słyszałam o zaklejaniu pytań, żeby operator nie wiedział, co czyta — ale to raczej przy teleradiestezji.
Zaklejanie pytań to dobra praktyka, ale wymaga pewnej samodyscypliny i uczciwości wobec siebie. Można to robić też przy normalnej pracy — zapisujesz kilka pytań na karteczkach, mieszasz je, odpowiadasz nie patrząc, potem sprawdzasz. Ale uwaga — to nie usuwa emocji, tylko stara się zredukować ich wpływ przez brak świadomej wiedzy 'co teraz'. Mam wrażenie, że sporo osób na tym forum myli neutralność emocjonalną z brakiem zaangażowania. To są dwie różne rzeczy.
Ja miałam tak, że badałam promieniowanie w sypialni i wahadło dawało mi kompletnie różne wyniki o różnych porach dnia. Zaczęłam podejrzewać, że to mój stan się zmienia, nie sama sieć. Rano byłam świeża i skupiona, wieczorem — zmęczona. Wyniki były inne. Czy to normalne, że jedna osoba dostaje różne odczyty w tym samym miejscu?
Mam pytanie z trochę innej strony. Czy ktoś miał tak, że wahadło dawało poprawne odpowiedzi właśnie wtedy, gdy było się w silnym emocjonalnym stanie? Pytam, bo słyszałam teorię, że pewne emocje wręcz otwierają kanał, szczególnie coś w rodzaju autentycznego skupienia na dobru kogoś bliskiego. Czy to tylko mit, czy jest w tym coś?
No ale to brzmi bardzo filozoficznie. Jak mam praktycznie sprawdzić, jaka jest 'jakość' mojej emocji przed pomiarem? Bo ja jak jestem zmotywowana, to po prostu biorę wahadło i pytam. Nie mam czasu na godzinne medytacje przed każdym pytaniem.
To ciekawe co napisał Ludwiczek. Sama się zastanawiam, czy ktoś prowadzi jakiś dziennik pomiarów, gdzie zapisuje też swój stan przed sesją? Bo myślę, że po jakimś czasie można by zobaczyć wzorce — kiedy wyniki są bardziej spójne, a kiedy nie. Czy ktoś tak robi?
Właściwie to zaczynam prowadzić coś w rodzaju notatnika, ale nie jestem konsekwentna. Zapisuję pytanie i odpowiedź, ale zapominam dopisać, co czułam przed sesją. Jak wy to robicie — macie jakiś formularz, czy piszecie po prostu co wpadnie?
Ja mam prosty zeszyt, trzy kolumny: data i pora, pytanie, odpowiedź. A w czwartej — krótko: spokój, napięcie, zmęczenie, rozproszenie. Nic więcej. Po kilku tygodniach faktycznie widać, że przy 'napięciu' wyniki są rzadziej potwierdzane weryfikacją. Ale czy to mój stan, czy pytania są wtedy złe — to już trudniej rozstrzygnąć.
Właśnie to mnie niepokoi w całym tym temacie. Bo jak badam dom, to mam jakieś punkty odniesienia — mogę poprosić kogoś drugiego o potwierdzenie. Ale jak ktoś pyta wahadło o coś z życia, to skąd wiadomo, że wynik to 'czyste' odbicie, a nie moje własne życzenie ubrane w ruch wahadła?
Ale chwila — czy to nie jest trochę niekomfortowe przyznanie, że tej pracy nie da się zweryfikować? Pytam szczerze, bo jak słucham tej dyskusji, to zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle mam sens pytać wahadło o cokolwiek ważnego, skoro zawsze będzie ten cień wątpliwości.
No dobrze, tylko ta 'współpraca' brzmi ładnie, ale nadal nie wiem, jak praktycznie odróżnić wynik zniekształcony od prawdziwego. Czy jest jakiś sygnał w samym ruchu wahadła, który mówi 'hej, coś tu nie gra'?
Ja właśnie o to pytałam na początku tego wątku. U mnie tym sygnałem jest zmiana charakteru ruchu — wahadło robi się 'nerwowe', niezdecydowane, zaczyna kręcić elipsami zamiast spokojnych kół albo czystych wahnięć. Ale to rozpoznaję po czasie. Jak zaczynałam, kompletnie tego nie widziałam.
Myślę, że warto tu dorzucić jeden drobiazg — to 'nerwowe' zachowanie wahadła może też po prostu oznaczać, że pytanie jest źle sformułowane, a nie że operator jest pod wpływem emocji. Sama na to wpadłam, jak kilka razy przeformułowałam to samo pytanie i wahadło nagle zaczęło odpowiadać czysto. Jak wy to rozróżniacie?
A jak wahadło odpowiada 'nie' na pytanie o własne pytanie, to nie robi się lekko absurdalnie? Mam na myśli, ze skoro mamy wątpliwości co do stanu operatora, to ta metaweryfikacja też jest nim obarczona. Trochę jak mierzenie linijką, czy linijka jest prosta.
A mam pytanie bo chyba trochę mi umknęło — czy mówimy teraz o emocjach związanych z wynikiem, czy też o ogólnym stanie układu nerwowego? Bo jak jestem po prostu zmęczona albo rozbita myślami, to chyba coś innego niż jak bardzo chcę, żeby wahadło odpowiedziało tak, a nie nie.
To co mówi Poludnica56 o fałszywej spójności — to mnie uderza. Bo zawsze myślałam, że jak wahadło odpowiada wyraźnie i bez wahania, to dobry znak. A tu wychodzi, że silna emocja może dać dokładnie taki sam obraz jak czysta odpowiedź. Jak się w ogóle przed tym zabezpieczyć?
A można uyżć pytnia kontrolnego kiedy sie bardzo chce szybko uzykać odpowiedź na to właściwe? Pyta, bo u mnie jak już mam wahadło w ręku i konkretne pytanie w głowie, to ta kontrolka to trochę jak omijanie kałuży — robię to mechanicznie i myślam o tym innym.
To jest właśnie problem, o którym chyba wszyscy tu mówimy po okrężnej drodze. Samo wykonanie kroków zabezpieczających nie wystarczy, jeśli robi się je automatycznie, bez uwagi. Myślę, że ta praca wymaga czegoś, co można by nazwać — nie wiem, jak to lepiej określić — świadomą obecnością przy każdym pytaniu, nie tylko przy ważnych.
Ale żeby być szczerą — jak ktoś regularnie bada strefy geopatyczne albo sieć Hartmanna, to przy którymś z kolei pomiarze naprawdę trudno utrzymać tę świadomą obecność od zera do zera. Czy wy miewacie takie sesje, gdzie po prostu wchodzicie w rytm i przestajecie sprawdzać swój stan? I co wtedy?
To co Tamarka i Ludwiczek opisują to jest problem każdego operatora, tylko mało kto o tym mówi otwarcie. Wchodzenie w rytm bywa mylone z wprawianiem się w skupienie, a to dwie różne rzeczy. Chciałabym zapytać — czy ktoś stosuje jakieś wyraźne sygnały graniczne między kolejnymi pomiarami? Nie chodzi mi o pauzy, tylko o coś, co aktywnie 'resetuje' uwagę.
A jak długo trwa u was taki reset? Bo jak próbowałam coś podobnego, to po trzydziestu sekundach miałam wrażenie, że 'gotowe', ale nie byłam pewna, czy to faktycznie reset, czy tylko niecierpliwość.
