A co z samym wahadłem przy szukaniu przedmiotów — czy rodzaj ma znaczenie? Bo rozumiem że do pytań decyzyjnych można użyć prawie każdego, ale czy do lokalizacji też? Wahadło egipskie inaczej pracuje niż neutralne?
Mam pytanie z innej strony — czy ktoś próbował szukać czegoś nad mapą, a potem sprawdzał fizycznie? Nie mówię o kolczyku, tylko o czymś bardziej weryfikowalnym — żyle wodnej, zaginionej rzeczy w nieznanym miejscu. Jakiś konkretny przykład gdzie ktoś mógł potem powiedzieć: wskazało tu, a przedmiot był tam.
Sam robiłem raz nad planem mieszkania siostry która miała gdzieś zawalony klucz od piwnicy. Wahadło wskazało kuchnię, okolice zlewa. Klucz leżał za podkładką pod ekspres. Nie byłem tam nigdy, nie wiedziałem jak wygląda kuchnia. Nie mam jak tego 'udowodnić' ale siostra była w szoku 🙂
To co Wróżbiarz opisuje to chyba teleradiestezja? Że nie jesteś fizycznie w miejscu a pracujesz nad odwzorowaniem? Czy ktoś może powiedzieć jak to się właściwie różni od zwykłego szukania — czy potrzeba innych technik?
A gdyby nie ma zdjęcia ani żadnej próbki? Mam na myśli — ktoś gubi coś i nie ma żadnej fotografii tej rzeczy. Czy samo słowne opisanie wystarczy? 'Szukam srebrnych kolczyków w kształcie księżyca, moich' — czy to tworzy wystarczające połączenie?
Ja nie miałam żadnej próbki ani zdjęcia kiedy szukałam. Tylko myślałam intensywnie o kolczyku — jak wygląda, jak go czuję, że noszę go od kilku lat. Czy to tworzy taki 'obraz energetyczny'? Może o to chodzi?
To brzmi trochę jak wyobraźnia a nie energie. Znaczy — jeśli wystarczy sobie wyobrażać przedmiot, to jak to jest inne od zwykłego przypomnienia sobie gdzie się coś zostawiło? Serio pytam bo nie rozumiem tej granicy.
Okej, ale to znowu wracamy do pytania sprzed kilku postów — jak wahadło odróżnia to co 'pamiętam' od tego co 'jest teraz'? Zorka mówi że intencja to robi, Almandynka że intencja plus zakotwiczyenie. Ale skąd pewność że to działa a nie że nasze wspomnienie kieruje ręką?
Dobra, ale to 'pole informacyjne' — skąd wiadomo że jest aktualne? Że nie jest po prostu echem tego co zapamiętałam? Bo nie rozumiem jak fizycznie, energetycznie, to ma działać.
No ale rower widzę jak działa, mogę to sprawdzić mechanicznie. Z wahadłem tego nie mogę. To trochę inna sytuacja chyba?
Właśnie tak ja to robiłam zanim trafiłam do tego tematu — choć nie myślałam wtedy o tym jako o 'weryfikacji'. Po prostu gubiłam rzeczy i próbowałam. Kolczyk znalazłam, ale nie wiem czy to wahadło czy intuicja czy po prostu się przypomniało. Ale chyba nie ma znaczenia jak to nazwiemy, skoro zadziałało?
Mam pytanie do Słonecznicy — czy jak szłaś za wskazaniem wahadła, to szłaś dosłownie krok po kroku i ono pokazywało kierunek? Czy raczej dało ci jeden sygnał i ty wiedziałaś gdzie iść? Bo zastanawiam się jak to wygląda w praktyce, krok po kroku.
Tak samo ja robiłem z tym kluczem siostry — pytania eliminacyjne. Pokój po pokoju, potem strefa w pokoju. Wahadło nie poleciało samo do szafy, trzeba było zadawac pytania. To chyba ważne bo zaraz ktoś pomyśli że wahadło chodzi jak piesek i szuka samo.
Czekajcie — czy przy tej metodzie z mapą i zwężaniem, wahadło może wskazać miejsce którego w ogóle nie ma na planie? Że coś jest np. na balkonie a ty nie narysowałaś balkonu? Zastanawia mnie jak szczegółowy musi być ten plan.
A co z szukaniem rzeczy na zewnątrz? Mam na myśli — klucz może wylecieć z kieszeni na dworze, na parkingu, gdzieś na ulicy. Nad czym wtedy pracujesz? Nad mapą okolicy? Bo to już brzmi jak coś zupełnie innego.
No i wtedy jak sprawdzić? Na zewnątrz możesz nie znaleźć czegoś nawet jeśli wiesz że jest gdzieś przy ławce. Czy to nie robi z tej metody czegoś niepraktycznego w połowie przypadków?
Ale chyba nie o praktyczność chodzi w stu procentach? Jeśli coś zgubiłam i nie mam pojęcia gdzie szukać, to nawet przybliżone wskazanie 'okolice parku' jest lepsze niż nic. Zawężasz obszar poszukiwań, nie masz gwarancji.
Nikt tego nie liczy bo to nie jest laboratorium. 🙂 Ale mam swoje własne obserwacje — z dziesięciu razy kiedy szukałam rzeczy wahadłem, trafiłam może sześć, siedem razy mniej więcej w dobry obszar. Reszta — albo nic, albo obok. Czy to dużo czy mało? Zależy od oczekiwań.
A jak w ogóle można się nauczyć tego rozróżnienia? Tzn. skąd wiesz że dajesz 'czystą' odpowiedź a nie karmisz wahadło tym co chcesz żeby powiedziało? Mnie to zawsze blokowało kiedy próbowałem.
Mnie też to blokowało i właściwie dalej blokuje. Kiedy szukałam kolczyka, byłam dość spokojna bo nie miałam silnego przekonania gdzie jest. Może dlatego wyszło? Ale jak szukam czegoś o czym mam już podejrzenie, to nie ufam wynikom.
To jest klucz moim zdaniem — jak bardzo chcesz żeby bylo w danym miejscu. Im bardziej chcesz, tym gorzej wychodzi. Z kluczem siostry działało mi bo to nie byłaby moja rzecz, nie miałem emocji. Moje własne rzeczy — trudniej.
No właśnie, to jest paradoks. Ale może dlatego niektórzy radiesteści specjalizują się w pracy dla innych? Tzn. łatwiej jest mi znaleźć twój klucz niż swój, bo nie mam do twojego klucza żadnych oczekiwań ani wspomnień gdzie był ostatnio.
Skoro mowa o dystansie emocjonalnym — czy można jakoś sztucznie go wytworzyć? Na przykład przez medytację przed sesją, albo przez to żeby celowo 'udawać' że szukasz czegoś cudzego? Zastanawiam się czy umysł da się w ten sposób oszukać.
Czy to nie jest trochę tak że im dłużej czekasz tym mniej pamiętasz gdzie mogło być i tym bardziej sensowne staje się wahadło? Bo i tak nie masz już innego pomysłu?
Może tak, ale mi to nie przeszkadza szczerze. Nie interesuje mnie czy to 'czysta' radiestezja czy mózg który doszukuje się wzorców — interesuje mnie że kolczyk się znalazł. Może to złe podejście ale takie mam.
ale to jest ważne pytanie praktyczne też — jeśli wahadło po prostu aktywuje twoją własną nieuświadomioną pamięć, to może lepiej szukać w ten sposób niż przez logiczne rozumowanie? Tzn. nawet wtedy ma wartość, tylko inaczej działa niż się myśli.
Czekajcie, to może być coś. Tzn. nieświadoma pamięć ciała. Przechodziłeś przez przedpokój, kolczyk coś zahaczył, nie zarejestrowałeś świadomie, ale ciało zarejestrowało. I wahadło to wyciąga? Czy to ma sens?
