Cyprian_S zadał dobre pytanie o systematyczne podejście do mapowania, więc odpowiem konkretnie. Pracuję z siatką punktów co 50 cm — najpierw mierzę całą piwnicę z pręcikami L, zaznaczam na szkicu kredą, potem weryfikuję wahadłem. Zajmuje to więcej czasu, ale daje powtarzalne wyniki. Czy ktoś tu próbował innego rozstawu siatki?
A czy ktoś sprawdzał, jak na pręciki wpływa sama wilgoć ścian? Pytam, bo moja piwnica ma mokre narożniki po opadach i zastanawiam się, czy wilgoć nie fałszuje wyników niezależnie od położenia.
Wracam do mojego problemu z kotem i ślepą techniką, którą opisała Kornelia93. Spróbowałam — poprosiłam siostrę, żeby ponumerowała punkty na podłodze piwnicy. Mierzyłam po kolei, nie wiedząc co jest co. I teraz mam wyniki, ale nie wiem jak je zinterpretować — przy czterech punktach wahadło kręciło się w lewo, przy jednym stanęło w miejscu. Czy lewo to zawsze coś złego w tej metodzie?
Kalibracja pod kątem przestrzeni to osobny temat i naprawdę warto go nie pomieszać z kalibracją tak/nie. Możesz zapytać wprost: 'czy to miejsce jest energetycznie obciążone?' i obserwować kierunek ruchu nad miejscem, które na pewno zidentyfikowałaś wcześniej jako obciążone. To twoje miejsce referencyjne — i od niego budujesz skalę.
A skąd wziąć to pewne miejsce referencyjne, jeśli dopiero zaczynasz i nie masz żadnego, co do którego masz pewność? To trochę błędne koło dla kogoś na początku.
Rozumiem, że to idealne rozwiązanie, ale nie każdy ma dostęp do doświadczonego radiestetę. Czy ktoś próbował budować bazę porównawczą inaczej — na przykład przez pomiar tych samych miejsc różnymi metodami naraz? Pręciki plus wahadło plus ewentualnie skala Bovisa? Jeśli trzy metody dają zbieżne wyniki, to chyba mamy jakiś punkt zaczepienia.
Właśnie tak to robię od jakiegoś czasu. Dla mnie zbieżność dwóch metod to już sygnał, trzy to pewność robocza. Ale mam pytanie do Ciebie — jak liczysz skalę Bovisa w piwnicy praktycznie? Biometr nad podłogą poziomo czy pionowo? Bo słyszałam różne szkoły.
Słucham tej dyskusji o biometrze i mam pytanie z innej strony — czy wyniki skali Bovisa w piwnicy są zazwyczaj niższe niż na parterze tego samego budynku? Bo logika wskazywałaby, że bliżej ziemi i potencjalnych żył powinny być odchylenia w dół, ale czy tak to rzeczywiście działa?
Okej, ale czy można w takim razie powiedzieć, że piwnica z wysokim Bovisem jest w ogóle dobra do przebywania? Bo teraz mam wrażenie, że nie do końca rozumiem, co te wartości oznaczają dla kogoś, kto np. chce urządzić tam pracownię.
A jak wy liczycie odległości między liniami w piwnicy? Bo słyszałem, że sieć Hartmanna to mniej więcej 2,5 metra między liniami, ale moja piwnica ma 3 na 4 metry i nijak nie wychodzi mi żadna regularność z tego co mierzę.
Wracając do pytania Elzuni o pracownię — mam podobny dylemat, bo myślałem o urządzeniu w piwnicy czegoś w stylu miejsca do skupienia. I właśnie Bovis plus siatka to minimum, ale co z wahadłem przy wyborze konkretnego narożnika pod biurko? Czy ktoś w ogóle tak szczegółowo dobierał ustawienie mebli w piwnicy?
Tak, robiłam to dla siebie i dla kilku osób. Ale nie zaczynałam od biurka — najpierw mapowałam całą powierzchnię podłogi, punkt po punkcie, w siatce co pół metra. Dopiero na tej podstawie widać, gdzie są strefy spokojne, a gdzie nie. Wybranie narożnika bez takiej mapy to trochę strzelanie w ciemno.
Wróciłam do swojej mapy ślepej z wcześniej i na podstawie tego co powiedziała Martynka_W spróbowałam jeszcze raz, tym razem wolniej. Wyniki są bardziej spójne. Ale mam teraz inne pytanie — mój kot śpi w punkcie, który wychodzi mi jako jeden z bardziej aktywnych. Czy koty naprawdę szukają miejsc naładowanych, a nie spokojnych?
Mam pytanie trochę z boku tej dyskusji — czy ktoś próbował różdżkować piwnicę, do której nie ma normalnego dostępu, tylko przez klapę w podłodze? Bo mam coś takiego i fizycznie nie jestem w stanie chodzić z pręcikami po całej powierzchni. Czy w ogóle ma sens mierzenie z góry przez otwór?
A wracając do tej wilgoci ze ścian, o której pisałem wcześniej — Ewelinka71 wspomniała, że środek pomieszczenia był stabilniejszy. Czy to by mogło oznaczać, że żyła jest blisko zewnętrznej ściany, a nie pod środkiem podłogi? Bo u mnie zawilgocone są dokładnie dwa narożniki po tej samej stronie budynku.
Czyli jeśli zawilgocenie jest przy zewnętrznej ścianie, a środek suchszy, to żyła raczej biegnie wzdłuż fundamentu niż pod podłogą? To by dużo tłumaczyło, bo moje pręciki najbardziej reagowały właśnie przy tych dwóch ścianach od zewnątrz, a przy ścianach wewnętrznych prawie nic.
Ja z wahadłem miałam ten sam problem na początku. Ktoś mi powiedział, żeby trzymać nad wewnętrzną częścią dłoni i zadać pytanie, na które znam odpowiedź — coś oczywistego, żeby zobaczyć ruch. Ale w piwnicy jakoś mi to nigdy nie wychodzi tak dobrze jak na górze. Czy piwnica w ogóle utrudnia pracę z wahadłem?
Utrudnia i to znacząco. Niska przestrzeń, często metalowe rury, wilgoć w powietrzu — to wszystko może wpływać na swobodę ruchu wahadła. Do piwnicy polecam wahadło cięższe, z wyraźnym środkiem ciężkości, nie coś lekkiego i lotnego. I koniecznie spokój — jeśli głowa już jest pełna pytań i niepewności, wahadło tego nie przefiltruje.
A co konkretnie robi to 'szersze' w przypadku uniwersalnego? Bo trochę to brzmi jak 'mniej precyzyjne', a nie jak zaleta.
Dokładnie tak to rozumiałem gdy zaczynałem — najpierw mapa ogólna, potem precyzowanie. W piwnicy, zwłaszcza takiej małej jak u większości z nas, warto też pamiętać, że nie każdy ruch wahadła musi oznaczać żyłę. Czasem to po prostu metal w ścianie albo rura. Dlatego po każdym miejscu z reakcją pytam wahadłem: czy to woda?
Hej, a jakie macie doświadczenia z oczyszczaniem wahadła przed pracą w piwnicy? Bo słyszałam, że w zamkniętych, wilgotnych przestrzeniach wahadło łatwiej przejmuje residua — i że lepiej je przed wejściem naładować, nie tylko oczyścić. Czy to ma sens przy radiestezji czy bardziej to kwestia pracy z energią ogólnie?
Wróciłam do pytania o moją przestrzeń pod klapą — Indaphoros pytał jak duża jest ta piwniczka. Mniej więcej 2 na 2 metry, może trochę mniej. Nie ma jak tam wejść w pełni, tylko schylić się przez właz. Czy to za małe żeby w ogóle mieć tam jakąś regularną siatkę Hartmanna?
Skoro jesteśmy przy małych przestrzeniach — czy ktoś badał coś w rodzaju małej piwnicy pod schodami? Mam taką wnękę, dosłownie pod stopniami, i od zawsze jest tam lodowato i nieprzyjemnie. Nigdy nie myślałam o tym w kategoriach geopatycznych, ale po tej dyskusji zaczynam się zastanawiać.
No właśnie, jak odróżnić? Bo u mnie pod schodami chłód jest naprawdę stały, niezależnie od pory roku. Latem trochę mniejszy, ale i tak czuć wyraźną różnicę jak się stoi przy wejściu do tej wnęki. Myślałam, że to kwestia budowlana, ale po tym co Ewelinka napisała już nie jestem pewna.
Do kwestii chłodu — promieniowanie geopatyczne rzeczywiście może dawać odczucie zimna, ale nie zawsze. Czasem jest odwrotnie, subiektywne ciepło w miejscu obciążonym. Taki stały chłód bez fizycznego źródła jest sygnałem, że warto sprawdzić, ale nie traktowałabym tego jako pewnik. Ewelinka, czy tam pod tymi schodami leżą jakieś metalowe rury albo jest betonowa ława fundamentowa?
Słuchajcie, a wracając do tego o czym mówił Cyprian wcześniej — że nie każdy ruch wahadła musi oznaczać żyłę. Jak długo się ćwiczy zanim człowiek potrafi odróżnić sygnał od szumu? Bo mam wrażenie, że wszystko co robię pręcikami w tej piwnicy to może być po prostu mój własny ruch.
To jest naprawdę dobry punkt. W moim mieszkaniu też nie ma miejsca, które byłoby czyste od infrastruktury. Jak w takim razie w ogóle się kalibruje tę bazę porównawczą?
