Przepraszam że trochę zmienię temat ale mam praktyczne pytanie — czy jeśli chcę poćwiczyć czułość wahadła właśnie na takich miejscach, to lepiej iść do kościoła w tygodniu roboczym kiedy jest pusto, czy w niedzielę kiedy jest pełno ludzi? Bo z jednej strony cisza pomaga się skupić, z drugiej może ta skupiona intencja wielu ludzi wzmacnia coś co łatwiej odczytać?
A ja się zastanawiam czy samo siedzenie w ławce i obserwowanie wahadła w kościele nie wzbudza podejrzeń 🙂 Bo widziałam kiedyś jak ktoś robił coś z wahadłem w kościele i ksiądz podszedł. Macie jakiś sposób żeby to robić dyskretnie? Pytam bo chciałabym spróbwać ale trochę się krępuję.
Ja zazwyczaj trzymam wahadło pod kurtką albo po prostu siedzę spokojnie z ręką na kolanie — wahadło na krótkim zwisie jest mało widoczne. Albo wchodzę jako zwykły zwiedzający, powoli chodzę, zatrzymuję się przy ołtarzu, przy filarach. Nikt nie zwraca uwagi jeśli zachowujesz się naturalnie. Raz tylko ktoś zapytał co to jest i powiedziałem że to pamiątka rodzinna, koniec tematu.
A wracając do czułości wahadła — bo Narcyz pytał o ćwiczenia a nikt nie odpowiedział wprost. Czy istnieją jakieś konkretne ćwiczenia żeby tę czułość budować, poza chodzeniem do miejsc sakralnych? Bo ja dopiero zaczyna z wahadłem i mam wrażenie że raz reaguje a raz stoi w miejscu i nie wiem czy to ja czy wahadło.
Do Jeremiasza dodam jeszcze jedno ćwiczenie które mi pomogło zanim zaczęłam chodzić do kościołów. Mapa swojego mieszkania, narysowana ręcznie, i wahadło nad nią. Szukasz żył, gorących punktów, czegokolwiek. Potem sprawdzasz prętami fizycznie te same miejsca. Rozbieżnośc między mapą a pomiarem w terenie pokazuje gdzie twoja czułość jeszcze szura. Polecam bo nie musisz nigdzie wychodzić zeby ćwiczyć.
Ciekawe to ćwiczenie z mapą, ale mam wątpliwość — jak sprawdzić prętami w mieszkaniu jeśli się nie ma prętów? Wiem, że wahadło jest alternatywą, ale czy wahadło i pręty dają porównywalne odczyty nad mapą i w terenie? Pytam bo sama pracuję tylko z wahadłem i nie wiem czy to wystarczy do takiej weryfikacji.
Wahadło i pręty dają porównywalne odczyty — to jest coś nad czym sama się zastanawiam. Bo rozumiem że to różne narzędzia, ale czy jeśli wahadło wskazuje coś na mapie, a potem idę w to miejsce fizycznie i mam tylko wahadło, to czy mogę się tym odczytem zaufać tak samo jak prętami?
To z tym ćwiczeniem nad mapą mieszkania — Kryska zapytała o porównywalność odczytów. Z mojego doświadczenia jest tak że jak sama zrobiłam te ćwiczenia, wahadło nad mapą wskazywało podobne miejsca co późniejsze chodzenie z wahadłem po pokojach. Ale dokładność była różna. Nad mapą miałam ogólny zarys, fizycznie było więcej szczegółów.
Wracając do meritum tematu, bo trochę odeszliśmy od świątyń — mam wrażenie że ćwiczenie czułości w miejscach sakralnych jest inne jakościowo niż ćwiczenie w domu. Dom to dobre miejsce żeby nauczyć się stabilności wahadła i podstawowych odpowiedzi tak/nie. Ale kościół albo ruiny klasztoru dają inny rodzaj bodźca. Mocniejszy, wyraźniejszy. Dla mnie to było jak przejście z szeptania na mówienie pełnym głosem.
Właśnie ta kolejność mnie interesuje. Jak długo pracować w domu zanim warto próbować miejsca sakralnego? I jak poznać że jest się 'gotowym', żeby to miało sens?
A ja mam inne doświadczenie — poszłam do kościoła zanim w ogóle miałam stabilne odpowiedzi w domu i właśnie tam mi się wszystko ustaliło. Jakby to miejsce pomogło skalibrować wahadło. Może jest więcej niż jedna droga do tego?
Ten moment o którym piszesz Polaryska — to jest kluczowe dla całej praktyki radiestezyjnej. Moment kiedy odpada wątpliwość 'czy to ja'. Ciekawe że tak wiele osób opisuje że właśnie w miejscach sakralnych to po raz pierwszy czują. Może silniejsze pole po prostu przebija próg sceptycyzmu samego operatora?
Może obie drogi są dobre ale dla różnych typów osób. Ktoś analityczny potrzebuje żeby wpierw mieć metodę, więc praca w domu z kontrolowanymi warunkami jest lepsza. Ktoś intuicyjny potrzebuje silnego doświadczenia które otworzy percepcję. Świątynia daje to drugie. Pytanie do Jeremiasza — jak ty odbierasz swoje dotychczasowe próby, bardziej analitycznie czy czekasz na przebłysk?
Myślę że ta dychotomia analityczny/intuicyjny jest trochę uproszczona. Sam byłem analityczny z natury, a w świątyni po raz pierwszy przestałem analizować — jakby to miejsce wyłączyło tę część głowy. Więc może nie chodzi o typ osoby, tylko o to co dane miejsce z tobą robi.
To co mówisz o wyłączeniu analitycznego myślenia — czy to się da odtworzyć potem w domu? Albo nauczyć się wchodzić w ten stan bez pomocy miejsca?
Mnie to pytanie o drżenie mięśni prześladuje od tygodni. Serio nie wiem jak to odróżnić. Czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić obiektywnie, bez polegania na własnym odczuciu?
Obiektywne sprawdzenie jest trudne bo radiestezja z natury opiera się na subiektywnym odczuciu — ale jest jedna metoda którą znam. Ukryj sam przed sobą jakiś przedmiot, np. poproś kogoś żeby schował coś w jednym z kilku pudełek. Wtedy wiesz że twoje mięśnie nie mają jak sugerować odpowiedzi bo ty sam nie znasz rozwiązania. Czy próbowałeś czegoś takiego?
Wracajac do tematu świątyń — chciałam zapytać czy ktoś probował w miejscach które nie są chrzescijanskie? Byłam przy jednym starym kamieniu w lesie, takim gdzie podobno dawno temu coś odprawiano, i wahadło reagowało inaczej niz w kościele. Bardziej... poziomo? Trudno opisac.
To bardzo ciekawe spostrzeżenie. Różne tradycje sakralne mogą zostawiać różny rodzaj energii w miejscu — nie tylko intensywność ale i jakość. Kościoły mają wielowiekowe skupione intencje modlitewne, miejsca przedchrześcijańskie coś zupełnie innego, bardziej związanego z energią samej ziemi. Czy wahadło reagowało inaczej pod względem kierunku, prędkości, czy czegoś jeszcze?
Prędkość była porownywalna, ale kierunek tak. W kościele zawsze pionowe elipsy albo koła. Przy tym kamieniu bardziej wahania w poziomie, jakby skaning. Nie wiem czy to ma znaczenie czy po prostu inna kalibracja w innym dniu.
Kierunek ruchu wahadła w kontekście miejsca to temat na oddzielny wątek, ale skrótowo: wiele osób opisuje że kolisty ruch wskazuje na energię skupioną, punktową, a wahadłowe wahania linearne — na przepływ, ciąg, linię mocy. Przy żyłach wodnych też często pojawia się właśnie ten linearny ruch. Możliwe że przy tym kamieniu było coś takiego.
Ale chwilę — czy to oznacza że wahadło samo zmienia język komunikacji zależnie od miejsca? Że nie ma jednej stałej kalibracji? To trochę komplikuje sprawę dla kogoś kto dopiero się uczy.
Czyli rozumiem że wchodząc do kościoła albo innego miejsca kultu trzeba się jakby na nowo przestroić? Czy to nie zajmuje dużo czasu na początku sesji?
A jak to jest z miejscami gdzie jest dużo turystów albo zwiedzajacych? Byłam raz w bardzo starej bazylice i było tam pełno ludzi, hałas, i zastanawiałam się czy to przeszkadza w odczycie. Energie tylu osób naraz chyba coś robią z polem miejsca?
Pusta świątynia to zupełnie inne doświadczenie, potwierdzam. Byłem kiedyś w kościele przy okazji jakiegoś remontu, kiedy nie było mszy ani turystów, tylko paru robotników za ołtarzem. Wahadło zachowywało się znacznie spokojniej, czystszy sygnał, bez tych małych zakłóceń które czuć przy ludziach w ławkach.
To jest naprawdę dobre rozróżnienie które postawiłaś. Myślę że to zależy od rodzaju modlitwy czy praktyki. Kiedy ludzie są skupieni, wspólna intencja faktycznie może działać wzmacniająco. Ale zwykły tłum turystów z aparatami — to inna sprawa, to raczej szum niż sygnał.
Ja byłam raz w katedrze akurat w trakcie nieszporów i wahadło kreciło sie szybciej niz zwykle, wiekszymi kolami. Ale nie wiem czy to od modlitwy czy po prostu od tego ze byłam bardziej skupiona bo cisza i spokój. Trudno to rozdzielić.
