Mam pytanie do całej grupy bo to mnie nurtuje od dłuzszego czasu. Czy ktoś kiedyś mierzył skalą Bovisa w miejscu kultu? Zastanawiam sie jakie wartości wychodzą w starych kościołach kontra nowych, tych z betonu z lat siedemdziesiątych.
Wracając do czegoś co było wcześniej powiedziane — o trenowaniu czułości. Konkretnie chodzi mi o to: czy wielokrotne wizyty w miejscach o silnej energii naprawdę coś zmieniają w dłuższej perspektywie? Czy to bardziej kwestia ćwiczenia skupienia niż samego kontaktu z energią?
Ja myśle ze najwazniejsza jest regularnosc. Chodziłam przez kilka miesiecy co tydzien do jednego miejsca, starego koscioła w moim miasteczku, i po pewnym czasie zaczełam czuć róznice miedzy roznymi punktami we środku — nawet bez wahadła, samym ciałem. Nie wiem czy to od tego miejsca czy od ćwiczenia ale coś sie zmieniło.
To co opisuje Galaktyka jest moim zdaniem ważnym etapem — kiedy ciało zaczyna wyprzedzać wahadło. Wahadło jest dla mnie teraz bardziej potwierdzeniem niż odkryciem. Ale żeby dojść do tego etapu, właśnie te miejsca o wyraźnej energii bardzo pomagają, bo sygnał który daje ciało jest tam silniejszy i łatwiej go zidentyfikować.
Ale jak wy w ogóle oddzielacie to co czuje ciało od zwykłej sugestii? Wchodzę do starego kościoła, wiem że to stary kościół, więc psychika już jest nastawiona na coś szczególnego. Jak tu mówić o obiektywnym odczuciu?
Dokładnie o to chodzi z tym treningiem czułości — szukać sytuacji gdzie informacja idzie od ciała albo wahadła do głowy, a nie odwrotnie. I właśnie dlatego miejsca kultu są tak cennym poligonem ćwiczebnym. Energia tam jest wyraźna, a ty możesz sprawdzać czy twoje odczucie pokrywa się na przykład z historyczną lokalizacją ołtarza albo miejsca pochówku — o ile masz do nich dostęp.
To co Wierzbina opisuje to chyba najuczciwsza metoda jaką można stosować samodzielnie. Ja też tak robiłem na początku kiedy badałem stare kaplice w okolicy — najpierw notatki z wahadła, potem poszukiwania. Kilka razy trafienia były dość wyraźne, ale równie często wychodziło coś zupełnie innego niż w historii miejsca. I to też jest cenna informacja.
Właśnie — to jest ważny punkt który chcę rozwinąć. Brak trafienia to nie jest dowód że metoda nie działa, ale też nie wolno go ignorować. Jak często wam się zdarza że wahadło wskazuje coś co potem weryfikacja historyczna podważa?
Wróćmy może do samego trenowania czułości, bo mi to wciąż nie jest jasne. Rozumiem że miejsca kultu to dobry poligon bo sygnał jest wyraźniejszy. Ale co konkretnie robić kiedy już tam stoisz? Po prostu stać z wahadłem i chodzić, czy jest jakaś konkretna technika?
To ciekawe co mówisz o chodzeniu boso. Słyszałam kiedyś że bezpośredni kontakt z ziemią zmienia coś w percepcji, ale traktowałam to trochę jak metaforę. Czy to ma znaczenie praktyczne przy radiestezji czy to bardziej filozofia?
Ale chwila — jeśli wahadło reaguje inaczej kiedy jesteś bosa, to jest raczej dowód że to ty się zmieniasz, nie że energia jest inna. Nie świadczy to trochę o tym jak bardzo wynik zależy od stanu radiestetki?
Mam wrażenie że ta dyskusja dotknęła czegoś ważnego. Wracając do świątyń — czy miejsca kultu są cennym poligonem właśnie dlatego że energia tam jest na tyle stabilna i wyraźna, że pozwala kalibrować siebie? Innymi słowy — nie tyle ćwiczysz wahadło, ile ćwiczysz siebie jako odbiorcę?
Tak to rozumiem po tych miesiacach chodzenia do mojego koscioła. To miejsce stało sie dla mnie jakby punktem referencyjnym. Wiem jak reaguje moje ciało i wahadlo w miejscu o pewnej energii, i potem to mi pomaga w innych sytuacjach gdzie nie mam pewnosci co czuje.
Ale zaraz — czy to nie stwarza jakiegoś błędu kołowego? Mówisz że kalibrujesz się na stabilnym miejscu, ale skąd wiesz że to miejsce jest faktycznie stabilne, a nie że po prostu tak bardzo się na nim skupiłeś że twoje ciało zawsze reaguje tak samo na sam widok kościoła?
A co z miejscami kultu ktore juz nie dzialaja, tzn. kościoły zamknięte, opuszczone kaplice? Czy energia tam jest wciaz silna czy zanika bez... no wlasnie, bez czego? Bez modlitwy, bez ludzi?
To pytanie mnie bardzo interesuje bo badałem takie miejsca. Mam w okolicy kaplicę przy dawnym dworze, nieczynną od kilkudziesięciu lat. Skala Bovisa tam nadal dość wysoka, wahadło reaguje wyraźnie. Ale nie wiem czy to zasługa samej konstrukcji energetycznej miejsca, historii modlitwy która w nim zostawiła ślad, czy może samego terenu pod kaplicą.
Mysle ze to nie jest tak zero-jedynkowe. Byłam w kilku takich opuszczonych kaplicach i różnice były ogromne — jedna czułam jako bardzo żywą mimo że od dekad pusta, inna była jakby wygaszona. Pytanie wiec chyba czy pierwotna lokalizacja była wybrana radiestezyjnie bo tam energia ziemi jest dobra, czy postawiono gdziekolwiek.
Wracając do Polaryski — ja myślę że energia w opuszczonych miejscach kultu to jest coś co warto badać właśnie jako ćwiczenie czułości. Bo tam masz dwa różne sygnały naraz: ten geologiczny, z samego terenu, i ten jakby nałożony, z historii miejsca. Rozróżnienie ich to już dość zaawansowana praca.
Mam głupie pytanie — czy wahadło reaguje inaczej w zależności od tego jaką masz intencję wchodząc do miejsca? Bo jak słucham tej rozmowy to zastanawiam się czy żeby wyłapać ten 'geologiczny' sygnał trzeba jakoś inaczej się nastawić niż żeby wyłapać 'historyczny'.
Przepraszam że wchodzę z inną stroną tego samego tematu, ale: czy ktoś próbował trenować czułość wchodząc do tego samego miejsca kultu wiele razy w różnych stanach? Tzn. rano i wieczorem, po śnie i po długim dniu, zimą i latem? Ciekawi mnie czy te różnice w sobie są mierzalne.
Robiłem coś takiego przez kilka miesięcy przy jednej kaplicy, systematycznie. Różnice pory roku są wyraźne — wiosną i latem wahadło u mnie zdecydowanie bardziej ruchliwe, jesienią jakby przytłumione. Pora dnia też ma znaczenie ale trudniej mi to opisać bo mogło też chodzić o zmęczenie. To jest właśnie problem z samobadaniem.
A prowadziłeś jakies notatki z tych pomiarow? Bo jesli masz dane z kilku miesięcy to to jest wlasciwie małe badanie terenowe. Co z tego wynikło poza różnicą sezonową?
No i tu znowu wychodzi ten problem który wcześniej sygnalizowałem — jeśli wyniki korelują głównie z twoim stanem, to co właściwie mierzysz? Czy nie jest tak że świątynie są dobrym poligonem do treningu właśnie dlatego że twój mózg wie że ma tam być mocno i dlatego jest mocno?
Ale to zbieżność wyników w grupie znajomych to też nie jest pełny dowód, bo możecie mieć podobne przyzwyczajenia, podobny styl pracy z wahadłem... Nie mówię że tak jest, tylko że to czynnik który warto mieć z tyłu głowy przy interpretacji.
Okej ale to brzmi trochę jak powiedzenie że każdy ma swoją prawdę o miejscu. Jeśli wyniki zależą od kalibracji operatora, to jak w ogóle można porównywać dane z różnych źródeł? Skala Bovisa ma być obiektywna, a wychodzi że zależy od tego kto mierzy?
Skala Bovisa nigdy nie twierdziła że jest obiektywna w sensie aparatu pomiarowego. To bardziej wspólny język — coś w rodzaju umówionej skali referencyjnej. Jeśli mierzę dane miejsce i wychodzi mi 8000, a ty mierzysz to samo i wychodzi 8200, to nie jest sprzeczność, to jest zakres. Problem zaczyna się jak wychodzi jednemu 8000 a drugiemu 18000.
I właśnie w kościołach i miejscach kultu takie rozbieżności zdarzają się najczęściej — przynajmniej z moich obserwacji. Myslę ze to dlatego ze te miejsca mają naprawdę złożoną strukturę energetyczną i różne osoby wyłapują różne warstwy. Jeden zmierzy tylko geologię, drugi tylko historię, i obaj mają rację ale każdy o czymś innym.
