Byłem ostatnio w kilku starych kościołach romańskich na Dolnym Śląsku i za każdym razem wahadło reagowało tam zupełnie inaczej niż w zwykłych miejscach. Silniejsze odchylenia, szybszy ruch, czasem nawet pionowe wychylenia których normalnie nie doświadczam. Zastanawiam się czy to efekt samej budowli, lokalizacji na jakimś węźle energetycznym, czy może wielowiekowej modlitwy i skupienia ludzi, które te miejsca niejako naładowały. Czy ktoś z was badał wahadłem miejsca kultu i ma jakieś porównania?
To bardzo stare pytanie w środowiskach radiestezyjnych. Trzeba rozróżnić kilka rzeczy - po pierwsze, większość świątyń na przestrzeni dziejów była świadomie budowana w miejscach uznanych za szczególne energetycznie. Celtowie, Egipcjanie, Majowie - wszyscy lokalizowali swoje miejsca kultu tam gdzie ziemia 'mówiła'. Po drugie jest efekt nakładania się energii miejsca i energii zgromadzonej przez rytuały. To są dwie odrębne warstwy i wahadło może na nie reagować oddzielnie, choć bez wprawy ciężko je rozróżnić. Co konkretnie czułeś przy tych kościołach? Wchodzenie do środka zmieniało odczyt czy już przy progu?
Progi w starych świątyniach to temat sam w sobie. W wielu tradycjach próg był traktowany jako miejsce graniczne, przejście między profanum a sacrum. Ale z radiestezyjnego punktu widzenia rzeczywiście bardzo często pokrywa się to z przebiegiem jakiejś linii - hartmannowskiej albo curry'ego. Byłam kiedyś w Chartres i tam to było wręcz podręcznikowe. Różdżki L reagowały przy każdym filarze regularnie, jakby ktoś to celowo rozplanował. I co ciekawe - centrum labiryntu na posadzce dawało zupełnie inne odczyty niż reszta katedry.
właśnie to mnie zastanawia w tym temacie - czy te wysokie wartości w świątyniach to zawsze coś dobrego? Bo rozumiem że labirynt w Chartres to miejsce pielgrzymkowe i medytacyjne, ale przecież były też świątynie gdzie składano ofiary, miejsca bardzo ciężkiej energii historycznie. Czy wahadło albo skala Bovisa rozróżnia wysoką energię 'dobrą' od wysokiej energii 'trudnej'?
Przepraszam że się wtrącę ale jestem kompletnie nowy w tematyce wahadła. Jak właściwie się kalibruje wahadło do takich pytań tak/nie? Czytałem różne rzeczy i każdy pisze coś innego. Jedni mówią że wahadło musi się huśtać od siebie, inni że ruch kołowy oznacza tak. Skąd wiadomo co jest co?
a ja miałam problem z kalibracją przez bardzo długo. Wahadło robiło różne ruchy i nie umiałam ustalić schematu. Dopiero jak zaczełam pracować z jednym konkretnym wahadłem codziennie przez kilka tygodni to się ustaliło. Chyba chodzi o to żeby się 'dotrzeć' z konkretnym wahadłem? Teraz mam już swoje egipskie z kryształu górskiego i z nim wszystko jest czytelne.
Wracając do miejsc kultu - chciałam dopytać Kaliklsta o te kościoły romańskie. Czy badałeś je wahadłem przed wejściem, na zewnątrz, dookoła murów? Bo często najsilniejsze punkty energetyczne są pod fundamentami albo przy narożnikach. Stare budowle sakralne były niekiedy wznoszone bezpośrednio nad źródłami lub żyłami wodnymi i to może tłumaczyć część odczytów.
Interesujące podejście z tymi żyłami pod fundamentami. Słyszałem teorię że starożytni budowniczowie korzystali z czegoś w rodzaju pierwotnej radiestezji - różdżkarze wskazywali miejsce pod budowę zanim jeszcze zaczęto kopać fundamenty. W Europie celtyckiej były grupy ludzi którzy zajmowali się wyłącznie taką lokalizacją miejsc kultu. Nie wiem czy to udowodnione historycznie, Kingusia pewnie wie lepiej, ale energia w takich miejscach zdaje się potwierdzać tę tezę empirycznie.
mnie bardziej interesuje praktyczna strona tego - jak trenować czułość żeby w ogóle móc porównywać różne miejsca? Bo jak czytam wasze opisy to u was wahadło reaguje wyraźnie, mrowienia w stopach, różne odczyty w różnych punktach. Ja na razie tylko trochę czuję wibracje w dłoni przy silnych miejscach ale żadnych spektakularnych ruchów wahadła. Czy to kwestia czasu i ćwiczeń czy może nie każdy ma taki sam poziom czułości?
Jest w tym logika, ale jest też pułapka. W bardzo silnym energetycznie miejscu łatwo dostać nadmiar bodźców i zacząć interpretować własne napięcie emocjonalne jako sygnał radiestezyjny. Widziałem ludzi którzy w kościołach czy w Stonehenge 'czuli wszystko' ale w zwykłym pokoju zupełnie tracili kontakt z wahadłem. To trochę jak uczenie się pływania wyłącznie na wzburzonym morzu - można, ale lepiej zaczynać na spokojnej wodzie i dopiero potem testować się w trudniejszych warunkach.
Właśnie dlatego metodyczne podejście ma znaczenie. Jeśli mapujesz miejsca i odczyty - zapisujesz je, porównujesz, szukasz powtarzalnych punktów przy wielokrotnych wizytach - to budujesz coś więcej niż pojedyncze wrażenie. Jeden odczyt to anegdota. Dziesięć spójnych odczytów w tym samym punkcie, przy różnym nastroju i o różnych porach - to już mówi coś więcej. Mam mapę jednego miejsca w Małopolsce z ponad trzydziestoma pomiarami i wzorce są wyraźne, niezależne od mojego nastroju.
Ja na początku robiłem opisy słowne w telefonie, co się okazało zupełnie bezużyteczne przy kolejnej wizycie. Teraz rysuję prosty szkic z podziałem na strefy i zaznaczam gdzie wahadło zmieniało ruch, gdzie reagowały pręty, gdzie były silne odczyty na Bovisa. Nie jest to precyzyjne jak mapa geodezyjna, ale przy drugiej wizycie mam punkt odniesienia.
A jak ktoś z was podchodzi do kierunków w kościele - mam na myśli orientację względem stron świata? Bo większość starych kościołów jest orientowana wschód-zachód, ołtarz na wschodzie. Zastanawiam się czy to ma wpływ na to jak energia przepływa przez budynek i czy praca z wahadłem wzdłuż tej osi daje inne odczyty niż poprzecznie.
Metoda którą znam to chodzenie z dwoma prętami L równolegle, po tym samym torze, raz w jedną stronę raz w drugą i obserwacja czy amplituda reakcji jest inna. Jeśli linia energetyczna ma kierunkowość, pręty powinny reagować mocniej przy przejściu z prądem niż pod prąd. Stosowałem to przy żyłach wodnych i dawało powtarzalne wyniki. Nie próbowałem w świątyni.
Pręty L to według mnie łatwiejszy start niż wahadło - mniej miejsca na nieświadome ruchy nadgarstka, trzymasz je luźno i po prostu rejestrujesz skrzyżowanie lub rozsunięcie. Ja zaczynałem od wahadła i dopiero później wziąłem pręty, i szczerze trochę żałuję że nie odwrotnie. Przy mapowaniu dużych przestrzeni jak właśnie nawy kościelne pręty dają szybszy odczyt.
A z czego powinny być te pręty? Czytałem że miedziowane są lepsze, ale widziałem też że niektórzy używają aluminiowych albo nawet zrobionych ze zwykłego drutu. Czy materiał ma znaczenie przy takich pomiarach w miejscach sakralnych czy to nie robi różnicy?
Ja mam miedziane i stalowe i faktycznie różnie mi idzie z jednym i drugim. Ale wracając do kościołów - czy ktoś próbował porównać nową budowlę sakralną ze starą? Mam w pobliżu betonowy kościół z lat osiemdziesiątych i romański z dwunastego wieku. Ciekawa jestem czy ta różnica historyczna faktycznie przekłada się na odczyty czy to mit.
Właśnie takiego porównania nigdy systematycznie nie robiłem, ale mam intuicję że różnica jest. Byłem w kilku nowych kościołach i odczyty były... płaskie. Wahadło chodziło spokojnie, bez wyraźnych punktów. Stare miejsca były zupełnie inne. Tylko nie wiem czy to zasługa wieku, lokalizacji czy czegoś jeszcze innego.
Może to kwestia kumulacji intencji? Im więcej pokoleń modliło się w jednym miejscu, tym więcej energetycznego ładunku zostało w ścianach. Nowy kościół ma może dobrą lokalizację ale brak tej warstwy historycznej. Tylko wtedy pojawia się pytanie - co właściwie mierzymy: energię miejsca czy energię ludzkich intencji odbitych od ścian?
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam pytanei do Galaktyki - trafiłaś do tego drewnianego kościółka specjalnie żeby poćwiczyć czy przypadkiem? Bo zastanawiam sie czy nastawienie przed wejściem coś zmienia w tym co potem czujemy i mierzymy.
Wracając do tego co Julisia80 napisała o warstwach - ja stosuję prostą zasadę roboczą: badam to samo miejsce dwa razy. Raz po wejściu kiedy jestem pod wpływem pierwszego wrażenia, i drugi raz po kilkunastu minutach gdy emocje opadają. Jeśli odczyty są zbliżone to uznaję je za wiarygodniejsze. Jeśli mocno różne - zostawiam w notatniku z dużym znakiem zapytania.
Nie jestem aż tak zaawansowana w tym temacie ale to co piszecie o porównywaniu starych i nowych budowli jest bardzo logiczne. Mam jednak inne pytanie - czy poza kościołami ktoś badał synagogi albo meczety albo świątynie wschodnie? Jestem ciekawa czy typ tradycji religijnej ma jakiś wpływ na odczyty czy energia miejsca jest niezależna od wyznania.
Czytam i zastanawiam się czy ktoś próbował badać ruiny - miejsca gdzie kult dawno ustał? Bo jeśli kumulacja intencji jest ważna, to czy ruiny opuszczonej świątyni mają wciąż wysokie odczyty czy energia stopniowo zanika bez podtrzymania?
Pytanie Kryski o ruiny jest naprawdę dobre i sam się nad tym zastanawiałem. Byłem kiedyś na terenie dawnego opactwa cystersów - zostały tylko fundamenty i część murów. Odczyty były bardzo wyraźne, miejscami wyższe niż w czynnych kościołach w okolicy. Ale nie wiem jak to interpretować. Czy energia tam wciąż była bo miejsce zostało dobrze wybrane przez cystersów, czy dlatego że kult trwał setki lat i coś zostało? To dwa różne pytania.
Cystersi mieli bardzo konkretne zasady lokalizacji klasztorów - blisko wody, w dolinie, z określoną orientacją. Część badaczy uważa że to była wiedza radiestezyjno-geomantyczna ubrana w reguły zakonne. Ciekawe czy ktoś badał wahadłem kilka cysterskich opactw i porównywał wzorce siatki. Bo jeśli zawsze wybierali miejsca z tym samym układem linii, to byłby mocny argument.
A wzniesienia mają wyższe odczyty dlatego że tam są przełomy żył czy z innego powodu? Bo ja zawsze zakładałam że to kwestia żył, ale teraz mi się kłoci z tym co Ambrozy napisał o geologii. Czy ktoś wie co tak naprawdę sprawia że pagórek energetycznie jest inny niż nizina?
Może nie da się tego rozdzielić? Stari budowniczowie wybierali wzgórza i skarpy bo wiedzieli że tam jest siła, więc automatycznie stare budowle stoją w lepszych energetycznie miejscach. Nowe kościoły lądują tam gdzie jest działka albo gdzie wydano pozwolenie na budowę. To nie jest kwestia epoki tylko kwestia że ktoś kiedyś umiał wybierać a teraz sie tego nie robi.
