@Melania70 nie przekreśla, ale zmienia pytanie. Jeżeli rytuał działa na ciebie - uspokaja cię, stabilizuje relację, zmienia sposób w jaki traktujesz zwierzę na co dzień - to działa, tyle że przez ciebie, nie bezpośrednio na nią. Zwierzęta reagują na stan właściciela bardziej niż na cokolwiek innego. Może dlatego twoja kotka siedzi spokojnie - bo ty jesteś spokojna.
Dopiero przeczytałam i utkwiło mi to, że ostatnie takie zaćmienie nad naszą częścią Europy było w 1999. Pamięta ktoś tamto? Mam mgliste wspomnienie okopconego szkiełka nad świeczką, ale byłam wtedy dzieckiem. Zastanawiam się, czy u nas w ogóle jest sens kombinować z obserwacją, skoro to ma być nisko o zachodzie — czy raczej to temat pod wyjazd. I czy częściowe ma w sobie to samo, co całkowite.
Mnie rozkłada nie samo zaćmienie, tylko te kilka dni przed. Robię się rozdrażniona, sen siada, stare sprawy wracają do głowy. Zrzucałam to na zmęczenie, aż połapałam, że to akurat te daty. Macie tak samo, czy u mnie to autosugestia, bo z góry wiem, że coś idzie?
Im więcej o tym czytam, tym bardziej myślę, żeby polecieć w sierpniu i zobaczyć całość, a nie nasz ogryzek o zachodzie. Ktoś się wybiera? Waham się między Islandią a Hiszpanią, bo na Islandii pogoda to loteria.
Może głupie pytanie, ale jaka właściwie jest różnica między zaćmieniem Słońca a Księżyca, jeśli chodzi o tę całą energię? Bo dla mnie brzmi to podobnie.
No to ja i tak swoje zrobię w trakcie, zobaczymy kto miał racje. Conajwyzej nic z tego nie wyjdzie, a jak wyjdzie, to bedzie po mojemu.
Wracając do konkretów — z miasta w ogóle coś z tego zobaczymy, czy bloki i tak zasłonią ten zachód?
Jak ktoś chce z tym wieczorem popracować bez kombinowania: usiądź z kartką i wypisz, co w twoim życiu się przeżyło i z czym szarpiesz się na siłę. Do tego kawałek obsydianu albo czegokolwiek, co ci uziemia, w dłoni. Bez palenia świec w trakcie, bez „przyciągania" — to na spokojniejszy moment.
Patrząc szerzej, to zaćmienie nie wisi w próżni. Mamy teraz Saturna i Neptuna wchodzących w Barana, Urana w Bliźniętach — całe niebo się przemeblowuje. Sierpień jest jednym z mocniejszych punktów tej układanki, nie jednorazowym wystrzałem. Stąd wrażenie, że ostatnio dużo się naraz wali i otwiera.
Mam Słońce w Lwie koło 22 stopnia. Z tego, co piszecie, wychodzi, że oberwę. Przejmować się tym mocno, czy bez przesady?
U mnie wieczór zaćmienia wygląda zawsze tak samo: przewietrzony pokój, szczypta soli w kątach, woda do umycia rąk i twarzy, i tyle. Świecę zapalam dopiero następnego dnia, jak chcę coś domknąć. W trakcie raczej zbieram myśli, niż cokolwiek odpalam.
A jak to wygląda od strony uczuć? Skoro Lew to serce, to czy takie zaćmienie miesza w związkach, czy raczej nie ma to przełożenia?
Aktualizacja z mojej strony: chyba jednak Hiszpania. Tylko loty zrobiły się drogie, jak popatrzyłam na sierpień. Ktoś już rezerwował, czy wszyscy czekają?
Pytanie do osób od kart: ciągnięcie tarota w okolicach zaćmienia daje sensowne odpowiedzi, czy raczej miesza i lepiej dać sobie spokój?
Tak sobie czytam wszystko i przypomniało mi się, że koło tego częściowego zaćmienia w 2022 wywróciło mi się życie zawodowe do góry nogami. Wtedy nie łączyłam tego z niczym. Macie wrażenie, że takie daty „znaczą" osobiste przełomy, czy to my dorabiamy sobie potem historię?
Skoro już o 1999 — to był rok, w którym pół Europy doszukiwało się w zaćmieniu zapowiedzi końca świata, bo i data ładnie się składała pod różne przepowiednie. I nic. Słońce wróciło, ludzie poszli do pracy. Dobrze o tym pamiętać, zanim się znowu nakręcimy.
Dobra, sprawa przyziemna: o której dokładnie patrzeć 12 sierpnia, jak ktoś siedzi w centralnej Polsce? Żeby nie przegapić.
Klamka zapadła, mam Hiszpanię. Teraz szukam dobrego punktu na samej linii — ktoś orientuje się, gdzie w tym pasie warto celować?
