To ćwiczenie z zakopaniem wody brzmi świetnie. Ktoś to rzeczywiście robił i co wyszło?
Ale dwa razy chybił z czterech to jest pięćdziesiąt procent. To jak rzut monetą nie? Pytam bo nie chcę nikogo urazić tylko naprawdę nie rozumiem.
Ok to ja mam pytanie do Hilka bo skoro on ćwiczył z wodą w butelce to może inaczej niż przy rowze? Czy butelka z wodą w ziemi to ta sama energia co żyła wodna czy coś innego?
Dobre pytanie i szczerze to sam nie jestem pewien. Większość radiestezystów z którymi rozmawiałem mówi że to nie to samo, że żyła wodna to przepływ pod ciśnieniem i ma inny 'podpis' energetyczny niż stojąca woda w pojemniku. Ale do celów ćwiczebnych butelka zakopana w ziemi to dobry start bo przynajmniej daje jakiś punkt odniesienia.
Dokładnie tak jak mówi Hilek. Kiedy uczyłam się pracy z prętami to mój nauczyciel też zaczął od zakopanych pojemników i dopiero potem przeszliśmy do prawdziwych cieków. Różnica w reakcji prętów była wyraźna, inne tempo, inny charakter odchylenia. Ale to wychodzi z praktyką, na początku i tak cieszysz się że pręty w ogóle cokolwiek robią.
Ja nie mam nikogo takiego w otoczeniu i chyba większość tutaj też nie. Czy da się naprawdę nauczyć bez nauczyciela tylko z forum i prób w terenie?
A jak wyczuć ten właściwy poziom napięcia samemu? Czy jest jakiś konkretny opis albo porównanie do czegoś, żeby wiedzieć na czym polega 'za mocno'?
O to jest właśnie mój problem chyba, bo u mnie pręty reagują na każdy krok. Myślałem że to dobrze ale teraz czytam że nie. To jak się odróżnia reakcję od miejsca od reakcji od chodu?
To co opisujesz to jeden z pierwszych problemów który ma właściwie każdy. Reakcja od chodu jest rytmiczna, pręty poruszają się regularnie przy każdym kroku albo co kilka kroków w tym samym rytmie. Reakcja od miejsca przychodzi nagle, w konkretnym punkcie, niezależnie od tempa chodzenia. Spróbuj zwolnić w połowie przejścia albo zatrzymaj się na chwilę i patrz czy pręty wróciły do pozycji wyjściowej czy zostały odchylone.
A skąd wiadomo że środek parkowego chodnika jest neutralny? Może tam też coś przebiega pod spodem i nie mamy pojęcia?
Wracając do pytania Wrozbiarz06 bo mi się wydaje że kwestia uchwytu to może być klucz do tego co opisywał na początku. Pierwsze posty były o tym że w ogóle nie czuje żadnych drgań. Powiedz szczerze, kiedy teraz trzymasz te pręty i idziesz, to w ogóle się poruszają czy nadal nic?
Skoro coś zaczyna się dziać to już jest postęp. Czy to skręcanie jest w obie strony jednocześnie, to znaczy oba pręty na zewnątrz, czy jeden krzyżuje się na drugi?
Pręty krzyżujące się do środka to jeden z najczęstszych sygnałów żyły wodnej albo innego cieku w tradycji pracy z prętami L. Że raz tak a raz nie, to na tym etapie normalne, bo skupienie i uchwyt nie są jeszcze stałe. Warto zanotować w którym miejscu to się dzieje, wrócić tam kilka razy z różnych stron tak jak pisała Glozka wcześniej, i sprawdzić powtarzalność. Jeden przypadek nic nie mówi, pięć razy w tym samym punkcie z różnych kierunków to już jest coś.
Czekajcie, to każdy ma inne reakcje prętów? To znaczy że nie można się uczyć po opisach bo u kogoś innego może być odwrotnie? Trochę to dezorientuje.
A jak wygląda ta kalibracja w praktyce? To jest jednorazowe ćwiczenie czy trzeba je powtarzać?
Kalibracja to nie jest jednorazowe ćwiczenie, Bazylka54. To raczej coś co robisz na początku każdej sesji, przynajmniej dopóki nie masz wypracowanego stałego nawyku ustawienia ciała i uchwytu. Z czasem robi się to automatycznie i przestajesz o tym myśleć, ale na początku kilka minut kalibracyjnego chodzenia po miejscu które znasz to podstawa. Chodzi o to żeby pręty miały szansę się ustabilizować w twoich rękach i żebyś ty miał szansę wyciszyć ewentualny stres albo pośpiech który wnosisz z zewnątrz. Ciało operatora jest częścią układu, nie tylko pręty.
Dobrze powiedziane z tą rozgrzewką. W starszych podręcznikach radiestezji polskiej, Lechnio czy Szczepański pisali o tym jako o fazie wyciszenia albo koncentracji, nie używali słowa kalibracja bo to termin nowszy. Ale sens ten sam — chodzi o to żeby operator wszedł w stan gotowości, niekoniecznie mistycznej, po prostu spokojnej uwagi skierowanej na zadanie.
A ja mam pytanie trochę z innej strony bo ostatnio próbowałem i te pręty u mnie bardziej reagują jak idę wolniej. Czy to normalne? Myślałem że tempo nie powinno mieć znaczenia ale zdaje się że jak spieszę się to nic sie nie dzieje.
To bardzo normalne i sam przez to przechodziłem. Tempo bezpośrednio wpływa na czas jaki masz na odebranie sygnału. Jak idziesz szybko, mijasz punkt zanim pręty zdążą zareagować, bo reakcja nie jest natychmiastowa — jest pewne opóźnienie między wejściem w strefę a widocznym ruchem. Spowolnienie to nie oznaka słabości tylko dobra technika na etapie nauki.
Jest jeszcze jeden powód dla którego tempo ma znaczenie, i to nie tylko opóźnienie reakcji. Jak idziesz szybko to mimowolnie zmieniasz napięcie rąk, zwłaszcza jeśli nie masz jeszcze ustabilizowanego chwytu. Szybszy ruch ciała automatycznie przekłada się na mikronapięcia w nadgarstkach i to może albo tłumić sygnał albo generować fałszywe ruchy. Wróbel06, to może być właśnie twój przypadek z tymi reakcjami przy każdym kroku o których pisałeś wcześniej.
Nie ma jednej zasady, to zależy od kilku rzeczy naraz. Od głębokości cieku jeśli szukasz wody, od szerokości strefy, od intensywności promieniowania miejsca i od wrażliwości operatora. Płytki, wąski ciek da ci sygnał dosłownie w momencie wejścia lub tuż przed. Szeroka strefa geopatyczna albo silny węzeł sieci Hartmanna może dawać sygnał kilka kroków wcześniej. Dlatego właśnie radiestezja wymaga mapowania a nie tylko jednorazowego przejścia.
A jak to jest z tą siecią Hartmanna, bo gdzieś czytałam że ona jest wszędzie i przechodzi przez każdy dom. To znaczy że i tak wszędzie będą jakieś sygnały i jak je odróżnić od cieku?
Czyli na początku i tak nie jesteśmy w stanie odróżnić co jest czym? Trochę to zniechęcające, bo można całe godziny chodzić i nie wiedzieć co się znalazło.
Mam pytanie do całej dyskusji bo czytam ten wątek od początku. Czy do nauki prętów L w ogóle potrzebne są specjalne pręty kupione w sklepie czy można zrobić samemu? Widziałam że podobno druciane wystarczają.
Wracając do Wrozbiarz06 i jego postępów, bo mam wrażenie że skupiliśmy się na teorii a on jest na konkretnym etapie praktyki. Jak teraz wygląda u ciebie ta praca, czy te krzyżowania pojawiają się w tych samych miejscach jak wracasz do nich kilka razy? To byłby dobry test czy to sygnał czy przypadek.
Zaznaczanie podczas chodzenia to podstawa jeśli chcesz potem porównywać wyniki. Klasycznie używa się kawałków kredy albo niewielkich kamyczków kładzionych na ziemi w momencie reakcji. W domu na podłodze sprawdza się taśma malarska bo nie zostawia śladów. Możesz też narysować prosty szkic pomieszczenia i zaznaczać na nim punkty, ale to działa lepiej jak wiesz już w którym kierunku chodzisz.
A jak długo trzeba ćwiczyć zanim te wyniki staną się w miarę powtarzalne? Bo z tego co czytam to nie wiadomo czy to działa czy nie przez dość długi czas i to brzmi jak dużo cierpliwości.
