To zresztą ciekawe, bo moje wahadło nad tym miejscem na łóżku reaguje inaczej niż w reszcie pokoju, ale nie robiłam jeszcze żadnego pomiaru na skali. Czy warto to zrobić przed przesunięciem łóżka, żeby mieć pełen obraz, czy to można zostawić na później?
Zrób to przed, bo wtedy masz punkt odniesienia. Po przesunięciu łóżka będziesz chciała sprawdzić, czy nowe miejsce jest czyste — i do tego też będzie ci potrzebna skala, żeby porównać 'przed' i 'po'. Bez pomiaru wyjściowego ta weryfikacja traci sens.
Przepraszam, że wchodzę w połowie — czytałam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które nie dawało mi spokoju. Czy przy pomiarze szerokości prętami L trzeba jakoś mentalnie nastawiać się na to, czego się szuka, tak jak przy pracy z wahadłem? Czy pręty reagują bardziej automatycznie?
To trochę sprzeczne z tym, czego się uczyłam o wahadle, gdzie intencja jest właściwie podstawą. Czy to znaczy, że pręty są bardziej obiektywne? Czy może po prostu inaczej działają?
Więc dla kogoś takiego jak Piolun, kto dopiero mierzy żyłę po raz pierwszy, pręty L byłyby łatwiejsze od wahadła? Czy odwrotnie — wahadło, z którym ma już doświadczenie, dałoby lepszy wynik?
Mam trochę więcej wprawy z wahadłem niż z prętami, więc może zacznę od wahadła do wyznaczenia strefy, a potem sprawdzę prętami jako drugi pomiar kontrolny. Hellan, czy to ma sens jako podejście dwutorowe, czy raczej lepiej trzymać się jednej metody, żeby wyniki były porównywalne?
Dwutorowo ma sens, ale traktuj je jako niezależne pomiary, nie jako uśrednianie. Jeśli obydwa dają podobny wynik — masz potwierdzenie. Jeśli się wyraźnie różnią — to sygnał, że coś w jednym z pomiarów poszło nie tak i warto ten jeden powtórzyć. Nie próbuj 'liczyć średniej' z metrów wyznaczonych przez wahadło i pręty, bo to różne techniki i różna rozdzielczość reakcji.
A jeśli wahadło i pręty konsekwentnie dają różne szerokości, to jak wtedy wybrać, któremu ufać? Można w ogóle to rozstrzygnąć?
To brzmi sensownie, ale jak w praktyce miałoby to wyglądać przy przesuwaniu łóżka? Bo jeśli wahadło daje szerszą strefę, to czy przesuwać łóżko z marginesem względem wskazania wahadła, czy względem prętów?
Dobra, to zaczynam rozumieć logikę tego wszystkiego. Mam jedno konkretne pytanie do procedury: czy przed pomiarem wahadłem powinam jakoś wyczyścić to miejsce energetycznie, żeby wahadło reagowało na samą żyłę, a nie na coś, co tam nagromadziłam przez miesiące spania? Czy to bez znaczenia?
To bardzo dobre pytanie i nie jest błahe. Przestrzeń nad miejscem snu potrafi mieć swoje 'naleciałości', zwłaszcza jeśli się tam długo spędza czas. Ale przy mierzeniu żyły wodnej szukasz sygnału z dołu, z ziemi — to jest zwykle wyraźniejsze niż cokolwiek, co mogło się zebrać w pokoju. Nie powiedziałabym, że oczyszczanie jest konieczne przed pomiarem, ale może nie zaszkodzić. Hellan, masz inne zdanie?
Ale jak się formułuje takie pytanie do wahadła przy mierzeniu krawędzi? Czy dosłownie pytasz 'czy jestem nad żyłą wodną' przy każdym kroku, czy to działa inaczej przy mapowaniu strefy?
Czyli to bardziej jak ciągły 'tryb nasłuchu' niż dialog? Ciekawe, bo zawsze myślałem, że wahadło działa tylko przez konkretne pytanie i odpowiedź tak/nie.
A jak długo się to zajmuje w praktyce? Pytam, bo słyszałam, że przy zmęczeniu albo rozkojarzeniu wyniki mogą być przekłamane — i zastanawiam się, ile czasu można realnie mierzyć zanim to zaczyna być mniej wiarygodne.
Mały pokój, żyła biegnie mniej więcej prostopadle do łóżka, więc chcę sprawdzić głównie pas od jednej ściany do drugiej, żeby ustalić dokładnie, gdzie są obie krawędzie. To pewnie z cztery, pięć metrów ruchu. Więc mam rozumieć, że zdążę spokojnie?
Jak żyła biegnie prostopadle do łóżka, to możliwe, że jedno jego końce jest bardziej obciążone niż drugie. Sprawdziłaś już, które miejsce na łóżku reaguje mocniej — głowa czy nogi?
Akurat wahadło mocniej reaguje gdzieś w okolicach bioder, głowa wydaje się spokojniejsza. Stąd w ogóle zaczęłam się tym interesować, bo budziłam się z bólami w dole pleców i ktoś mi powiedział, że warto sprawdzić podłoże.
To akurat jest konkretna obserwacja i właściwie to jest punkt wyjścia, od którego powinien zacząć się ten wątek 🙂 Czy te bóle pleców pojawiły się po przeprowadzce albo po przestawieniu łóżka, czy byłaś zawsze w tym miejscu?
Łóżko stoi mniej więcej od trzech lat w tym samym miejscu i przez pierwszy rok nie miałam żadnych problemów. Potem stopniowo — najpierw gorszy sen, potem te bóle. Nie wiem, czy żyła mogła się 'aktywować', czy może jej wpływ narastał powoli, czy to w ogóle ma sens?
Żyły wodne nie aktywują się same z siebie w takim sensie, że nagle zaczną przepływać. Ale ich wpływ może narastać kumulatywnie, jeśli przebywasz w tym miejscu regularnie przez dłuższy czas. Ciało z czasem traci zdolność kompensowania tego rodzaju obciążenia. Trzy lata to wystarczający okres, żeby taki efekt był już wyraźny. Mierzenie szerokości żyły teraz jest jak najbardziej na miejscu.
Skoro jesteśmy przy tym — czy sam pomiar przebiegu żyły mówi ci, jak bardzo jest obciążające to miejsce? Bo rozumiem, że szerokość to jedno, ale Piolun wspomniała wcześniej, że wahadło reaguje inaczej nad łóżkiem. Czy sama reakcja wahadła może powiedzieć coś o intensywności, zanim jeszcze zrobi się pomiar na skali Bovisa?
Nie, na skali Bovisa jeszcze nigdy nie mierzyłam. Właściwie to nie jestem pewna, jak się to robi przy żyle wodnej — rozumiałam, że Bovisa używa się raczej do przestrzeni, jedzenia, kamieni. Czy to naprawdę można przyłożyć do miejsca nad żyłą?
Można i ma to sens. Miejsce snu nad żyłą wodną będzie miało inny odczyt na skali Bovisa niż miejsce neutralne w tym samym pokoju. Wartości poniżej poziomu neutralnego — czyli gdzieś poniżej 6500 j.B. — to sygnał, że środowisko energetyczne obciąża, a nie wspiera. Nie mówię, że to jest jedyna metoda oceny, ale daje jakiś punkt odniesienia.
A jaki jest ten 'poziom neutralny' w praktyce? Gdzieś czytałem, że neutralny to 6500, ale spotkałem się też z wartością 6000 i z kolei inni mówili o 7000. Skąd ta różnica?
Czyli można obserwować to w czasie? Nie wiedziałam, że to się zmienia. Myślałam, że jeśli żyła jest, to wartość jest stała.
Wiosną to ma sens, bo po roztopach poziom wody idzie w górę. Ale czy to znaczy, że ta szerokość żyły, którą Piolun zmierzy teraz, może być inna za trzy miesiące? Bo jeśli tak, to po co w ogóle mierzyć precyzyjnie?
To rozróżnienie rdzeń kontra strefa wpływu — nigdzie wcześniej tego nie spotkałam. Jak to rozumieć? Że wahadło może reagować poza fizyczną żyłą?
