Ja mam pomocnika podczas takich pomiarów albo używam małych skrawków taśmy maskującej przyklejanych do podłogi na bieżąco. Staram się nie przerywać ciągłości ruchu bardziej niż to konieczne. Jeśli robisz sama, to można podzielić na etapy — jedno przejście, potem zaznaczasz z pamięci, potem następne.
Ale czy przerwa między jednym przejściem a następnym — na zaznaczenie, przestawienie się — nie wpływa na twój stan skupienia i tym samym na wyniki kolejnego przejścia? Mnie by rozproszył sam proces logistyczny.
Dobra, mam już dość solidny plan działania. Podsumowując to, co zebrałam z tej rozmowy: minimum pięć równoległych przejść co dwadzieścia centymetrów, osobno dla wody, zaznaczam na bieżąco, kilka sesji w różnych porach. Czy czegoś jeszcze brakuje, żeby to miało sens?
Plan masz dobry, ale brakuje jeszcze jednego elementu — weryfikacji kierunku przebiegu żyły. Znasz szerokość, wiesz gdzie jest, ale nie wiesz jeszcze, jak biegnie przez resztę sypialni. Może wchodzi spod jednej ściany i wychodzi pod drugą, albo skręca. To ma znaczenie dla tego, jak przesunąć łóżko, żeby faktycznie wyjść poza jej zasięg, a nie trafić z nogi na głowę.
dokładnie tak — prostopadłe przejścia dają ci drugą oś. Jak narysujesz siatkę reakcji w obu kierunkach, to zaczyna wyłaniać się linia przebiegu. Trochę jak triangulacja. Przy wąskiej żyle te punkty będą dość precyzyjne, przy szerszej może być trochę rozmyto, ale kierunek powinien być czytelny.
Ale chwila — jeśli żyła skręca pod podłogą, to wahadło to wyłapie w ramach zwykłych przejść po siatce, czy trzeba jakiejś osobnej intencji ustawionej na 'pokaż mi kierunek'? Bo to brzmi jak dwa różne pytania do wahadła.
