Mam taki problem, który pojawia się regularnie — zaczynam dzień z wahadłem w dobrej formie, odpowiedzi są wyraźne, wahania czytelne, a gdzieś po dwóch, trzech godzinach pracy czuję, jakby wahadło 'zamierało'. Ruchy stają się małe, niepewne, albo w ogóle przestaje reagować tak jak powinno. Próbowałem różnych rzeczy — przerwy, oddech, zmiana ręki — ale chciałem się zapytać, jak wy to rozwiązujecie. Czy to kwestia energii wahadła, czy raczej naszej własnej energii się wyczerpuje?
To klasyczny objaw, który znam aż za dobrze. Tylko że ja bym nie zrzucała winy na wahadło tak od razu — według mnie w dziewięciu przypadkach na dziesięć to my jesteśmy 'wyładowani', nie przedmiot. Wahadło to tylko pośrednik, a jeśli my nie mamy już czego przekazać, ono po prostu nie ma z czego czerpać. Ale mam pytanie do ciebie — czy robisz jakieś uziemienie przed sesją i w jej trakcie?
Czytam i od razu widzę znajomy schemat. Pracując przez dłuższy czas z wahadłem, szczególnie przy trudnych pytaniach albo mapowaniu większej przestrzeni, naprawdę trzeba robić przerwy co jakieś czterdzieści pięć minut, góra godzinę. I to nie przerwa na kawę — chodzi o świadome odcięcie się od pracy, dosłownie odłożenie wahadła, kilka minut bez myślenia o pytaniach, może krótki spacer. Mnie nauczyła tego pewna starsza pani, która mówiła że 'wahadło wie, kiedy gospodarz jest zmęczony i grzecznie milknie'. Ale mam inne podejrzenie do tego co opisujesz — jak długo masz to konkretne wahadło i kiedy ostatnio je czyściłeś?
O oczyszczaniu wahadła to właśnie chciałam zapytać, bo sama mam z tym wątpliwości. Słyszałam o różnych metodach — sól, dym z szałwii, światło księżyca — ale nigdy nie byłam pewna, czy to robi różnicę jeśli chodzi akurat o utratę czułości w trakcie pracy, czy raczej oczyszczanie dotyczy innych rzeczy?
Ja mam podobny problem ale z prętami L a nie wahadłem. Zacząłem sie nimi interesować i właśnie chciałem zapytac — czy przy prętach też dochodzi do takiego 'zamierania' czy to specyfika wahadła? Bo widziałem, że ktoś gdzieś pisał że pręty wymagają zupełnie innego podejścia energetycznego.
Przy prętach L kluczowe jest właśnie to napięcie, o którym wspomniał Wedrowiec. Uchwyt musi być luźny — pręt leży w dłoni, nie jest ściskany. Wielu ludzi na początku nieświadomie trzyma za mocno, bo się stresuje czy zadziała, i potem kręci karkiem że 'pręty nie reagują'. Tymczasem problem jest w nadgarstku. Ale co do pytania o pręty L od podstaw — bo widzę że Modest76 dopiero zaczyna — to pierwsze ćwiczenie jakie polecam to chodzenie po własnym mieszkaniu i szukanie wcześniej zaznaczonych na podłodze punktów. Nie żywych cieków, nic z tym związanego, po prostu trening reakcji.
A powiedz mi wprost — ile czasu mija zanim pręty zaczynają w ogóle reagować u kogoś nowego? Bo czytałem że u niektórych od razu, a u innych tygodniami nic.
Ja mam pytanie może trochę z boku, ale chodzi mi o wahadło i tę utratę czułości. Czy to może być tak, ze miejsce w którym pracujemy ma wpływ? Tzn. jeśli siedzimy przy skrzyżowaniu sieci Hartmanna albo nad żyłą wodną, to może to drenować naszą energię szybciej niz zwykłe zmęczenie?
To jest interesujące co Stanislawa pisze, bo ja bym tego sama nie skojarzyła. Czyli przed każdą dłuższą sesją powinno się najpierw sprawdzić miejsce, w którym się siada? Mam wrażenie że to trochę błędne koło — używasz wahadła żeby sprawdzić miejsce, ale jeśli miejsce jest złe to wahadło może nie działać poprawnie.
Powiem tak — pręty L faktycznie inaczej reagują na strefy geopatyczne niż wahadło. Przy strefie obciążonej wahadło może po prostu 'milknąć', natomiast pręty zazwyczaj same w sobie wskazują na strefę, krzyżując się albo rozchylając niezależnie od intencji badającego. Więc tak, sprawdzanie miejsca pracy prętami L to dobry pomysł. Ale wracając do głównego pytania Wedrowca — poza miejscem i uziemieniem, jest jeszcze kwestia tego co robię po sesji. Czy robisz jakieś zamknięcie? Dosłownie świadome zakończenie pracy, odłożenie wahadła z intencją?
Właśnie o tym chciałam napisać! Zamknięcie sesji to coś, o czym bardzo malo osób pamięta a to jest moim zdaniem klucz. Ja zawsze kończę sesję trzema głębokimi oddechami i kładę wahadło na kamieniu — mam do tego kawałek turmalinu czarnego, który czyści i oddaje przy okazji. Nie wiem czy to 'naukowo' ale u mnie róznica jest wyraźna — nastepna sesja zaczyna się od zera, swieżo. Bez tego zamknięcia czuję że wahadło 'pamięta' poprzednią pracę.
A turmalin to do oczyszczania czy do ładowania? Bo słyszałem różne opinie i nie wiem które jest prawdziwe.
Dobra, to mam pytanie praktyczne bo chcę zacząć od prętów L i nie wiem od czego dosłownie zaczynam. Kupić gotowe pręty czy da się zrobić samemu? Widziałem że ktoś pisał o prętach z wieszaka do ubrań i że podobno działają tak samo.
Obrotowy uchwyt to nie jest tylko wygląd. Kiedy pręt jest luźno osadzony w tulejce, reaguje na minimalne impulsy z nadgarstka bez tarcia. Przy wieszaku trzymasz metalowy drut bezpośrednio — a to znaczy, że napięcie dłoni przenosi się na pręt bardziej bezpośrednio. Dla kogoś, kto zaczyna, to może być utrudnienie, bo każde drobne drżenie wygląda jak reakcja. Ale widziałem radiestezistów z trzydziestoletnim stażem, którzy do dziś używają drutów z wieszaka i mierzą równie dobrze.
Ok, to chyba na start zrobie te z wieszaka bo szkoda kasy jeśli sie okaże że mam dwie lewe ręce. Ale mam pytanie podstawowe — jak w ogóle trzymać ten uchwyt? Poziomo, skierowany do przodu i co, po prostu idę i patrzę co się dzieje?
A jak sie w ogóle odróżnia sygnał od szumu? Bo z whadłem rozumiałam to intuicyjnie, ale przy prętach nie wiem czy drżenie prętu to ja trzęsę ręką, czy to jest już ta reakcja na coś. Nie jestem pewna czy bym to rozróżniła na początku.
To jest bardzo dobra metoda i polecam ją każdemu kto zaczyna z prętami. Kluczowe jest właśnie to, żeby mieć punkt odniesienia, który możesz zweryfikować. Wracając jednak do tematu wątku — bo trochę odeszliśmy — chcę dodać że przy prętach L utrata czułości w trakcie pracy wygląda inaczej niż przy wahadle. Pręty nie 'milkną' tak wyraźnie. Raczej zaczynają reagować zbyt gwałtownie albo z opóźnieniem, albo dają sygnały w miejscach gdzie nie powinny. To jest właśnie ten moment kiedy trzeba się zatrzymać.
Dorzucę coś z własnego doświadczenia z prętami. Przez jakiś czas pracowałem z nimi przez ponad dwie godziny bez przerwy i zauważyłem dokładnie to co opisuje Stanislawa — pręty zaczęły wskazywać żyły niemal co dwa kroki, co było po prostu niemożliwe. Zrobiłem przerwę, wyszedłem na dwadzieścia minut, wróciłem i te same miejsca były już spokojne. Więc jeśli ktoś zastanawia się jak rozpoznać że to zmęczenie a nie rzeczywisty sygnał — właśnie tak.
No właśnie, i to jest serce tego wątku, do którego trochę wróciliśmy. To nie jest tak, że czułość gdzieś 'odpływa' i tyle — ona daje fałszywe sygnały zanim całkiem zniknie. I to jest groźniejsze niż samo zamieranie, bo przy zamieraniu wiadomo że coś nie gra. A przy nadreaktywności można nie zdawać sobie sprawy że wyniki są przekłamane.
To mnie trochę przeraża szczerze mówiąc. Czy jest jakiś prosty sposób na sprawdzenie w trakcie sesji że jestem jeszcze w dobrej kondycji? Coś co można zrobić bez przerywania całego badania?
Dokładnie o tym myślałam kiedy czytałam wcześniejsze posty. Ja mam swój 'punkt kontrolny' — to jest kafelek w kuchni, pod którym przebiega rura z zimną wodą. Wiem że tam jest, wiem jak reaguje wahadło. Jak w trakcie sesji coś mi nie gra w głowie, idę i sprawdzam. Jeżeli wachadło zachowuje sie normalnie nad tym miejscem, to ok, kontynuuję. Jeśli nie — kończę i dopiero po przerwie wracam.
Punkt kontrolny można stworzyć sztucznie na czas uczenia się. Wystarczy szklanka wody postawiona na podłodze. Wiesz gdzie jest, wiesz co jest w środku, wiesz że reaguje. Prosta, sprawdzalna rzecz. Nie zastąpi prawdziwego doświadczenia terenowego, ale do kalibracji na początek zupełnie wystarczy.
A szklanka wody to naprawdę daje sygnał na prętach? Serio? To nie jest za małe żródło żeby cokolwiek wyczuć?
Daje sygnał, sprawdzałam wielokrotnie. Chodzi o to, że woda jako taka jest wystarczającym kontrastem dla otoczenia — podłoga, powietrze, a nagle skupione źródło. Pręty na to reagują. Szklanka to nie studnia, więc reakcja będzie subtelna, ale dla kalibracji w zupełności wystarczy. Zresztą po co robić wielki eksperyment, skoro masz pod ręką coś prostego?
No dobra, ale skoro szklanka wody daje sygnał, to co z wodą w rurach w ścianie? Albo z akwarium? Wszystko to wykrywa? Bo jeśli tak, to w każdym domu masz mnóstwo 'sygnałów' i nie wiem jak je rozróżnić od tych ważnych.
Muszę tu wtrącić coś ważnego, bo idziemy coraz dalej od tematu wątku, a to jest fundamentalne. To co opisuje Edek86 — ta różnica w charakterze reakcji — jest dokładnie tym, czego nie wyczujesz kiedy jesteś zmęczony. Zmęczony radiestezista traci tę subtelność pierwsza. Zostaje mu tylko 'pręt się otworzył lub nie', a wszystkie niuanse znikają. I tu wracamy do sedna: utrata czułości to nie jest nagłe wyłączenie, to jest stopniowe spłaszczenie informacji.
Dobrze, że wracamy do tego. Bo z tego co słyszę w tym wątku, wielu ludzi myśli o utracie czułości jako o binarnym stanie — albo działa albo nie. A to jest właśnie ten błąd, który może prowadzić do fałszywych wyników. Etap pośredni, kiedy pręty reagują, ale uproszczenie, jest według mnie najgroźniejszy. Jak Pelagiusza słusznie mówi — spłaszczenie informacji, nie wyłączenie.
