Zastanawiam się nad czymś, co mnie od jakiegoś czasu nurtuje. Chodzę do kościoła, ale też interesuję się kartami tarota i czasem robię sobie układy. I coraz częściej czuję ten wewnętrzny zgrzyt - jakby jedno stało w sprzeczności z drugim. Moja mama jak zobaczyła karty to powiedziała, że to diabelskie rzeczy i że powinnam to wyrzucić. Z drugiej strony nie czuję, żeby to co robię było złe. Czy ktoś ma podobnie? Jak wy to u siebie pogodziliście?
To jest temat, który pojawia się tu regularnie i rozumiem, że potrafi człowieka naprawdę uwierać. Powiem szczerze - sama przez to przechodziłam. Ale zanim zacznę cokolwiek tłumaczyć, powiedz mi - o jaką religię chodzi? Bo to nie jest bez znaczenia. Katolicyzm ma zupełnie inne podejście do wróżbiarstwa niż np. prawosławie czy różne tradycje wschodnie.
W Biblii jest kilka miejsc, które bywają przywoływane w tym kontekście - Księga Powtórzonego Prawa, fragmenty o wróżbitach i wywołujących duchy. Kościół katolicki rzeczywiscie oficjalnie odradza wróżbiarstwo ale warto rozróżnić między stanowiskiem instytucji a własną wiarą i sumieniem. Teologia moralna nie jest czarno-biała, choć wielu proboszczów mówi tak jakby była.
Mam znajomą, która jest bardzo wierzącą katoliczką i czyta tarota od wielu lat. Ona to rozdziela kompletnie - mówi, że karty są dla niej jak modlitwa za pomocą obrazów. Że patrzy na kartę i pyta Boga, co jej chce przez nią powiedzieć. Nie wiem czy to teologicznie poprawne, ale dla niej działa i nie czuje żadnego konfliktu.
Historycznie tarot był grą karcianą, dopiero później zyskał ezoteryczne znaczenie. Więc mówienie, że to "diabelskie" jest dosyć naciągane jeśli chodzi o samą historię kart. Kościół bał się wszystkiego, czego nie kontrolował, stąd te zakazy.
Ja miałam ten sam dylemat i powiem wam jak go ostatecznie u siebie rozwiązałam. Przestałam pytać kart o przyszłość. Całkowicie. Robię tylko układy refleksyjne - co mi to mówi o mnie tu i teraz, co przeoczam, na co zwrócić uwagę. I nagle ten wewnętrzny zgrzyt zniknął :). Nie wiem czy to rozwiązanie dla każdego ale dla mnie okazało się kluczowe.
Ale czy nie jest tak że jak już sięgasz po karty i wierzysz, że cokolwiek ci pokazują, to jednak zakładasz istnienie jakiejś siły, która to animuje? A jeśli tak, to w chrześcijaństwie ta siła albo pochodzi od Boga, albo nie... I tu jest właśnie ten problem, którego nie da się tak łatwo obejść.
Przepraszam, że wtrącę pytanie - czy ktoś kiedyś rozmawiał o tym z księdzem albo innym duchownym? Ciekawi mnie jak reagują w praktyce, nie tylko co wynika z oficjalnych stanowisk.
To mnie nie dziwi wcale. Kościół to nie jest jeden głos. ej podobnie jest w buddyzmie zresztą - jedni nauczyciele mówią, żeby unikać wszelkiego wróżbiarstwa, inni traktują karty jak każde inne sposób kontemplacji. Myślę że każda religia ma w sobie tę wewnętrzną sprzeczność :).
wracając do mojej mamy - ona nie jest teologiem, po prostu boi się. I zastanawiam się, czy ten strach nie jest ważniejszy niż teologia. Czy wy macie bliskich, którzy reagują podobnie? Jak to wpłynęło na waszą praktykę?
u mnie podobnie było z mężem. Przez długi czas chowałam karty. Ale w końcu doszłam do wniosku, że ukrywanie czegoś sprawia, że to zaczyna wyglądać jak coś złego, nawet jeśli takie nie jest. Nie namawiam do otwartej konfrontacji, ale zastanów się - czy gdybyś czytała książkę o psychologii to też byś ją chowała?
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym, co napisałaś na początku - że masz dużo do powiedzenia ale nie potrafisz tego wyrazić. To jest bardzo ważna obserwacja. Często właśnie ten wewnętrzny konflikt sprawia że myśli się kręcą w kółko i słowa nie chcą wychodzić. Sama praca z kartami - nie pytanie o przyszłość, tylko spokojne rozłożenie i pytanie "co czuję wobec tego dylematu" - potrafi coś odblokować. Próbowałaś czegoś takiego?
Jedna uwaga do całej tej rozmowy - myślę ze mieszamy dwa różne pytania. kurcze pierwsze: czy wróżba jest sprzeczna z konkretną religią jako systemem dogmatycznym? Drugie: czy moja osobista wiara da się pogodzić z używaniem kart? Na pierwsze można odpowiedzieć badając teksty. Na drugie - tylko ty możesz odpowiedzieć
No właśnie. Jadzia napisała wcześniej, że mama się boi. I mnie to bardziej zastanawia niż cały ten wątek o historii kart. Bo strach ma konkretne źródło - co jej powiedziano w dzieciństwie, w kościele, w domu. I tym strachem nie zarządzisz argumentami historycznymi.
Właśnie w tym tkwi problem :P. Ja bardzo chcę mamy akceptacji, bo ona jest dla mnie ważna. Nie chodzi tylko o spokój sumienia, chodzi o relację... A jak mówię jej o kartach, to ona patrzy na mnie jak na kogoś, kto zaczyna się gubić. I nie wiem jak jej wytłumaczyć, że ja się wcale nie gubię, wręcz przeciwnie.
i tu wracam do tego, co pisałam wcześniej - że ty masz coś do powiedzenia, ale nie możesz tego wyrazić słowami. Czy to co opisujesz mamie, to jest właśnie to? Że wiesz co czujesz, ale kiedy próbujesz to ubrać w słowa, to gdzieś ucieka?
Wiesz, ten opis z innymi językami to jest bardzo celne. Bo ty operujesz teraz jakimś wewnętrznym doświadczeniem, a mama operuje systemem przekonań wyniesionym z konkretnej tradycji. To naprawdę dwa różne rejestry. I nie wiem czy da się je połączyć mostem argumentów - może raczej mostem rozmowy o tym, skąd te przekonania się wzięły.
Tylko że taka rozmowa z rodzicem o wierze to jest jeszcze trudniejsze pole niż rozmowa o kartach... Przynajmniej u mnie w domu to temat absolutnie nietykalny. Ojciec nie dyskutuje o Bogu, on go po prostu ma i tyle.
Mam wrażenie, że trochę uciekamy od samego pytania tytułowego. Bo wróżba a religia to jest jedno pytanie, ale "czy moja mama mnie zaakceptuje z kartami" to trochę inne. Jedno z drugim się łączy, ale warto nie mieszać tych poziomów bo inaczej kręcimy się w kółko.
Ale to otwiera kolejne pytanie, które mnie nurtuje od początku tego wątku. Czy w ogóle szukamy odpowiedzi na "czy to jest sprzeczne z religią", czy raczej szukamy języka, żeby opisać własne doświadczenie?? Bo Jadzia napisała że ma dużo do powiedzenia, ale nie potrafi tego wyrazić. To brzmi jak problem nie z teologią, tylko z nazwaniem czegoś, co się czuje.
A mogę zapytać - czy ktoś próbował używać kart wlasnie po to, żeby pomóc sobie znaleźć słowa? Nie jako wróżbę, ale żeby zobaczyć co siedzi w środku? Bo czytałam gdzieś że to jest jeden ze sposobów na pracę z blokadą.
To co opisujesz - głos, który przeszkadza - to jest bardzo konkretna rzecz i warto się przy niej zatrzymać. Bo to nie jest kwestia teologiczna, to jest kwestia tego, że nosisz w sobie cudzy lęk. I on blokuje twoje własne doświadczenie, niezależnie od tego, czy karty są "dobre" czy "złe" według jakiejkolwiek tradycji
Właśnie to pytanie mnie nurtuje. Czy on znika z czasem czy potrzeba czegoś konkretnego? U mnie był taki moment kiedy wyciągnęłam kartę i po prostu siedziałam z nią w ciszy, bez żadnego oczekiwania. oj i ten głos jakby... nie zniknął, ale stał sie cichszy. Ale nie wiem, czy to efekt czasu, czy tego konkretnego podejścia.
To co opisuje Monisia to brzmi trochę jak to, co się robi w medytacji z trudnymi myślami, nie? Nie wypychasz ich, tylko dajesz im przestrzeń, ale nie dajesz im decydować. Zastanawiam się, czy można by to świadomie zastosować przed pracą z kartami, jako takie ustawienie intencji :P.
To jest bardzo ważne pytanie, które Jadzia teraz zadała, bo dotknęła czegoś, co ma bezpośredni związek z tytułem wątku. bo jeśli twój konflikt z kartami a religią jest tak naprawdę cudzym lękiem, który przejęłaś, to pytanie "czy wróżba jest sprzeczna z religią" nie jest twoim pytaniem. Jest pytaniem twojej mamy.
A da się jakoś przygotować przestrzeń, żeby ten głos był mniej głośny na te kilka minut? hej pytam serio, bo sama mam podobny problem, tylko nie z mamą, tylko ze sobą. Jakby własna racjonalna część ciągle komentowała.
To co piszesz, Klimcia, jest bliskie temu, co opisuje się w wielu tradycjach jako opór przed wejściem w głębsze warstwy siebie. I tu jest ciekawa zbieżność z tytułowym pytaniem, bo część teologów, szczególnie tych mistycznych, uważała że właśnie ten rodzaj introspekcji - szukanie wewnętrznej wiedzy - był domeną ducha, a nie zagrożeniem dla wiary. Eckhart, Jan od Krzyża, cała ta linia. Dopiero instytucja uznała to za niebezpieczne.
