No to wjeżdżamy w temat, który u mnie zawsze budził pytania. Słońce w Byku, ale 22 maja, czyli w teorii trzeci dekanat. I szczerze powiem, że typowych bykowych cech jak spokój, powolność czy stabilność mam jakby z połowę. Dużo we mnie ruchu, ciekawości świata, czasem niepokoju. Ktoś tłumaczył mi kiedyś, że to przez Saturna jako władcę dekanatu, ale nie do końca mi to grało.
@Lubon No właśnie w trzecim dekanacie Byka w systemie chaldejskim władcą jest Saturn, ale w systemie triplicity (zachodnia astrologia tropikalna) wchodzi tam Koziorożec/Saturn. Czyli tu akurat wyjątkowo oba systemy dają ten sam wynik. Tylko że Saturn to nie tylko stabilność i powolność, to też dyscyplina umysłu, ambicja, sucha analiza. Stąd ten Twój niepokój i ciekawość mogą wynikać z czegoś innego - może z aspektów albo z Merkurego w ognistym znaku.
Mam pytanie raczej techniczne - bo widzę, że używamy systemu triplicity, ale są jeszcze egipskie dekanaty z 36 dekanami i osobnymi obrazami z Picatrix. Ktoś z Was pracuje z nimi w praktyce? Bo to dwa zupełnie inne podejścia.
Słońce w Skorpionie 24 stopień, czyli trzeci dekanat - Ryby/Neptun w triplicity albo Księżyc w chaldejskim. I muszę powiedzieć, że typowa skorpionia twardość, walka, kontrola, to nie ja. Ja jestem ten "mokry" Skorpion, bardziej empata niż katu. Sny prorocze, intuicja, ucieczki w wyobraźnię. Pierwszy dekanat Skorpiona to zupełnie inny typ - znam parę osób i to są ludzie, których lepiej nie wkurzyć. U trzeciego dekanatu agresja schodzi do podziemia i wraca jako manipulacja albo melancholia.
U mnie ciekawy przypadek - Słońce 29 stopień Lwa, ostatni stopień ostatniego dekanatu. Czyli już prawie Panna, a jeszcze Lew. Astrolodzy nazywają to "anaretic degree" i często mówi się, że ten stopień daje człowiekowi poczucie pilności w sprawach związanych z domem, w którym leży Słońce. Plus oczywiście trzeci dekan Lwa to Baran/Mars w triplicity - czyli ogień rozpędzony do maksimum. Mam to. Pożeram życie na śniadanie i potem mam wypalenie w okolicach 30 roku życia raz na trzy lata.
Czytam Was i mam pytanie - jak to jest, że osoby urodzone w tym samym znaku, ale w różnych dekadach faktycznie są tak różne? Bo logicznie patrząc, gdybym wziął dwóch znajomych Lwów (jeden z początku znaku, drugi z końca) i porównał, to powinienem widzieć tę różnicę. Czy ktoś z Was robił takie porównania świadomie?
Mam Słońce w Strzelcu, drugi dekanat (5 grudnia). Mars/Baran w triplicity. Jak czytałem o tym pierwszy raz, to wszystko mi się ułożyło - jestem dużo bardziej waleczny i konfrontacyjny niż klasyczny "filozoficzny Strzelec". Mój brat ma Słońce 28 grudnia, czyli trzeci dekanat Strzelca - Słońce/Lew. Cały świat się wokół niego kręci, scena, błyszczenie, dramatyzm. A pierwszy dekanat to czysty Jowisz - znam jednego, podróżnik, ezoteryk, akademik, taki klasyczny "professor".
Pamiętajmy też, że dekanaty mają sens przede wszystkim w astrologii hellenistycznej. Tam są jeszcze "twarze" (faces), które są jeszcze inną strukturą - 10 stopni rządzonych przez kolejną planetę w kolejności chaldejskiej, od Marsa na pierwszym stopniu Barana. To jest podstawa do interpretacji godności planety. Planeta we własnej twarzy ma minimalną siłę, ale jakąś jednak ma.
Czytał ktoś z Was "36 Faces" Coppocka? Bo widzę, że tu się powołują, a ja nie. Warto?
