Wróciłam wczoraj z roweru zmęczona ale jakoś spokojniejsza, te kilometry naprawdę robią robotę. Dzisiaj leniwa niedziela, odpoczywam. Od niego nadal nic, pogodziłam się chyba z myślą że ta jedna wiadomość to mógł być tylko impuls. Zastanawiam się czy nie pogadać z panią Anią, czy w ogóle jest sens dłużej czekać czy może odpuścić.
Niedzielny wieczór spędziliśmy gadając na telefonie prawie dwie godziny. Sam zadzwonił, wyobrażacie sobie. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, zupełnie jak kiedyś zanim się posypało. Zaczynam wierzyć że naprawdę do siebie wracamy, tylko tym razem mądrzej, bez tych dawnych błędów.
Czuję motylki przed jutrzejsza kawą, choć staram sobie nie robić zbytnich nadziei. Mimo wszystko liczę że będzie dobrze.
W pracy nie mogę się na niczym skupić, też w nocy ze snem słabo. Nie wiem jak długo tak wytrzymam.
Napisałam do pani Ani, opisałam całą sytuację i to że od tej jednej wiadomości głucho. Czekam na odpowiedź, ciekawe co poradzi. Sama już nie wiem czy mam dawać temu więcej czasu czy pogodzić się że nie zadziałało. Trudno tak tkwić w zawieszeniu, ani to do przodu ani do tyłu.
