I właśnie tu wracamy do tytułu wątku, bo on brzmi "czy wrozba przeciwstawia się religii", ale może powinien brzmieć "komu wolno odpowiadać na pytania, które mam". Bo Jadzia nie szuka przepowiedni. Ona szuka rozmowy z czymś, co jest jej własne.
Chcę tu dopytać Jadzię o jedno, bo to mnie nie daje spokoju. napisałaś że nie wiesz, do kogo zanosić pytania. Czy to znaczy że boisz się zostać z nimi sama, czy że boisz się zostać z nimi sama właśnie wtedy, kiedy trzymasz kartę?!
Jadzia, właśnie to jest odpowiedź na pytanie, od którego zaczęłaś ten wątek. Pisałaś, że masz duzo do powiedzenia ale nie potrafisz tego wyrazić słowami. To nie jest kwestia rytuału. To jest kwestia tego że słowa stają się poważniejsze, kiedy jest świadek. A karta jest świadkiem, który nie ocenia.
Bo to jest ta różnica, której Jadzia szukała, czy nie? Przesunięcie oceny. Ale nie jestem pewien, czy to zmienia cokolwiek w jej sytuacji. Jeśli wewnętrzny głos mamy jest na tyle głośny, że słyszy go nawet przy kartach, to czy zmiana lokalizacji oceny cokolwiek robi? Pytam serio, bo nie wiem :D.
Jadzia, to jest bardzo precyzyjne, co właśnie napisałaś :(. "Nie wiem od razu, że to jest złe pytanie." Czy ty masz w ogóle poczucie, że jakiekolwiek z twoich pytań jest dobre? Pytam, bo zastanawiam się, czy to nie jest głębszy problem niż karty contra wiara.
Wtrącę się tu, bo to zaczyna dotykać sedna tytułu tego wątku. Wiara, przynajmniej w instytucjonalnym sensie, daje uprawomocnienie pytań. Mówi, które pytania wolno zadawać i w jaki sposób. Karty tego nie robią. I może właśnie dlatego dla Jadzi jest to tak dezorientujące, bo wchodzi w coś, co nie ma tej funkcji uprawomocniającej, i nie wie jak bez niej funkcjonować...
Nie jestem. Myślę że chcę struktury, ale nie tej, którą mam... Chcę czegoś, co mnie trzyma, ale nie zamraża. eh i to zdanie, gdy je piszę, wydaje mi sie bardzo głupie.
Jadzia, to zdanie nie jest głupie. Ono jest bardzo precyzyjne i opisuje coś, co w pracy z kartami ma konkretną nazwę, kontenerowanie. Chodzi o to, że przestrzeń sesji, układ kart, pytanie, które stawiamy, wszystko to tworzy rodzaj formy, w której można poczuć się utrzymaną, bez bycia zamkniętą. ale to działa tylko wtedy, gdy sama ustawiasz ramy tej przestrzeni. Czy próbowałaś kiedyś zaczynać siadanie z kartami od jednego zdania, które opisuje, co chcesz z tej sesji dostać?
Czytam to i myślę o tytule wątku bo zaczęłyśmy od "czy wróżba przeciwstawia się religii", a skończyłyśmy na tym, że Jadzia szuka przestrzeni, w której jej pytania mogą istnieć. haha i zastanawiam się, czy to nie jest odpowiedź na ten tytułowy konflikt. Może wiara i tarot nie są naprzeciwko siebie, tylko po prostu żadne z nich do tej pory nie dało jej takiej przestrzeni.
Jadzia, zatrzymaj się przy tym ostatnim zdaniu, bo jest w nim coś ważnego. Napisałaś, że nie wiesz, czyja wersja jest bardziej twoja. Ale czy w ogóle musisz teraz to wiedzieć? serio pytam serio, bo mam wrażenie, że przez cały ten wątek szukasz jakiegoś ostatecznego rozstrzygnięcia, kto ma rację, mama czy ty, wiara czy karty. A co jeśli na razie wystarczy tylko to że oba głosy istnieją i żaden z nich nie zniknie przez to, że to zauważysz?
