Czytam dużo materiałów o rytuałach miłosnych i widzę że większość z nich skupia się głównie na świecach. Jakaś tam intencja powiedziana, jakieś zdjęcie, świeca i koniec. A wszędzie pisze się że w magii klasycznej powinny być cztery żywioły – ziemia, woda, ogień, powietrze. Mam wrażenie że w popularnej magii miłosnej pomija się tę kwestię. Jak to wygląda u Was w praktyce? Czy faktycznie cztery żywioły są ważne, czy to akademicka teoria której się nie stosuje?
Ważne i to bardzo. Dominacja ognia w popularnych przepisach to słabość, nie norma. Klasyczny rytuał miłosny dobrze wykonany powinien zawierać reprezentację każdego z czterech żywiołów. Ogień bez ziemi jest jak iskra w pustce – błyśnie i zgaśnie. Woda bez powietrza jest stagnacją. Powietrze bez ognia to czcze gadanie. Każdy żywioł wnosi swoją funkcję. Bez tej równowagi rytuał działa, ale ma „krzywą" energetykę – coś osiągnie a czegoś innego zabraknie.
