Mam taki problem, że kompletnie nie czuję swojego ciała. Chodzę jakby obok siebie, jakbym była w bańce. ej słyszałam, że tarot może pomóc w pracy z samorealizacją i połączeniem z sobą, ale nie wiem od czego zacząć. Czy są jakieś konkretne karty albo układy, które pomogłyby mi to przepracować? Myślałam też o jakimś rytuale ale nie mam doświadczenia.
To co opisujesz brzmi jak dość klasyczna depersonalizacja, i nie mówię tu o diagnozie lekarskiej, tylko o stanie który w tarologii łączy się często z brakiem zakorzenienia. Zanim powiem coś o kartach - powiedz mi, czy to jest coś, co trwa od dawna, czy pojawiło się nagle? bo to zmienia podejście do całej pracy.
Mnie od razu skojarzyło sie to z Dziewiątką Mieczy albo z Księżycem. Te karty często opisują właśnie takie stany, gdzie umysł odlatuje i odcina się od ciała. Ale żeby coś doradzić w kwestii rytuału, to chciałabym wiedzieć - czy próbowałaś w ogóle kiedyś pracować z kartami? Bo punkt wyjścia jest ważny.
Ale zaraz czy to w ogóle możliwe żeby karty pokazały dokładnie ten stan który ktoś przeżywa? Zawsze myślałam, że to bardziej ogólne symbole, nie że aż tak trafnie opisują konkretne odczucie.
A co to znaczy zakorzenienie w tym kontekście? Bo słyszałam to słowo różnie używane i nie wiem, czy chodzi o medytację, czy o coś z ziołami, czy o coś z kamieniami. Przepraszam za podstawowe pytanie :).
na początku tez nic nie czułam, albo może odrobinę zimno w rękach jak trzymałam kartę. Ale właśnie to był sygnał - zaczęłam szukać tych małych odczuć. Nie wielkich olśnień, tylko małych. Może mrowienie, może ze jedna karta bardziej przyciąga wzrok niż inna.
Nie wiem dokładnie jak to nazwać. Chyba chciałabym po prostu... być. Nie obserwować siebie z boku jak ktoś obcy. Wchodzić do sklepu i nie myśleć, że moje nogi idą gdzieś beze mnie. oj coś takiego.
To co opisujesz ma nawet swoją nazwę w psychologii - depersonalizacja... I mówię to nie żeby etykietować, ale zeby powiedzieć jedno: czy rozmawiałaś z kimś poza tym forum o tym stanie? Bo praca z kartami może być wsparciem ale jeśli to trwa od miesięcy, to naprawdę warto mieć kogoś do rozmowy.
to jest właśnie miejsce do zaczęcia. Zanim w ogóle zaczniesz budować jakikolwiek rytuał, spróbuj przez kilka dni brać jedną kartę i przez minutę świadomie czuć tylko to - tafla, rogi, ciężar. nic więcej. Czy to brzmi zbyt banalnie?
To nie jest banalne, ja coś podobnego robiłam i właśnie to pomogło. Dodam tylko - jak masz którąś kartę, przy której pojawia się cokolwiek w ciele, nawet napięcie w ramionach, to wróć do niej następnego dnia. Nie odpuszczaj jej za szybko.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i zastanawiam się - czy pracując tak z jedną kartą codziennie, to jakoś wybierasz która, czy losowo? Bo mam wrażenie że to robi różnicę.
Czarny turmalin to bardzo dobry wybór do zakorzenienia, serio. Jeśli masz go przy łóżku, może spróbuj trzymać go w dłoni przy tej pracy z kartą? nie jako rytuał, tylko zwykłe trzymanie. Turmalin jest ciężki i to samo w sobie trochę sprowadza uwagę do ciała.
Szczerze? Nie sprawdzałam. Zawsze leżą przy łóżku ale tak... dekoracyjnie. Wezmę dziś wieczór do rąk i zobaczę. Trochę głupio mi, że w ogóle o tym nie pomyślałam wcześniej.
Nie ma czego się wstydzić, serio. Ja przez długi czas miałam kamienie i też je ignorowałam w praktyce... Dopiero jak ktoś mi powiedział żeby je po prostu trzymać bez żadnego celu, coś zaczęło działać. brzmi banalnie, ale chodzi właśnie o to żeby nie mieć oczekiwań.
Wracając do tych dwóch kart, które przyciągają Forsycję - Gwiazda i Świat razem to właściwie pełna trajektoria powrotu do siebie. Gwiazda jest momentem po rozpadzie, kiedy coś się odbudowuje powoli. Świat jest punktem dotarcia. Jeśli miałabym budować rytuał wokół samorealizacji i zakorzenienia, te dwie karty byłyby dla mnie naturalnym centrum.
Ale czy nie lepiej wiedzieć co te karty znaczą zanim się tak z nimi siedzi ;)? Bo jak nie znam symboliki, to co właściwie mam czuć?
Oboje macie trochę racji i to nie jest sprzeczne. symbolika jest jak mapa - pomaga zobaczyć gdzie jesteś. Ale samo doświadczenie ciała przy karcie jest jak bycie w terenie. Można chodzić po lesie bez mapy i mieć prawdziwe doświadczenie. Mapa go nie zastąpi ale pomaga nie zabłądzić. no forsycja jest teraz w fazie chodzenia po lesie i to jest właściwe miejsce na start
Folia - to bardzo precyzyjny opis. I to ze w tłumie gorzej, a sam na sam ze sobą lepiej, to też coś mówi... Nie wyciągam żadnych wniosków, po prostu miej to z tyłu głowy rozmawiając z kimś poza forum. Praca z kartami może być tu prawdziwym wsparciem, mówię to serio, ale to nie jest sprzeczne z szukaniem też innego rodzaju pomocy.
To co mówi Marchewka ma sens... I dodałabym tylko - ta folia którą opisujesz, to jest dokładnie to o czym mówi Gwiazda w jednej z interpretacji. Karta jest często rozumiana jako stan zawieszenia, kiedy człowiek jest między starym a nowym sobą. Jakby nie do końca tu i nie do końca już tam. Może to brzmi zbyt symboliczne ale coś w tym jest.
Czytam ten wątek i mam pytanie, może trochę z boku - czy ktoś z was próbował połączyć pracę z kartami z runami przy czymś takim? Pytam bo sama pracuję głównie z runami i Ehwaz albo Berkana mogłyby tutaj coś wnieść ale nie wiem czy to nie miesza za bardzo systemów.
Dobra, Dobrochna, rozumiem co mówisz i chyba tego właśnie potrzebuję. Nie kolejnej listy możliwości, tylko jakiś punkt zaczepienia. Mam pytanie techniczne - jak długo siedzieć z tą kartą za pierwszym razem? Bo piszesz pięć minut, ale co jeśli nic się nie dzieje przez te pięć minut? Przerywam czy dalej?
pięć minut to minimum, nie maksimum. Jeśli nic się nie dzieje, to tez jest informacja :D. Ciało nie zawsze reaguje od razu, czasem potrzebuje kilku sesji żeby w ogóle zacząć cokolwiek sygnalizować. Nie przerywaj bo nic nie czujesz - to nie jest oznaka że źle robisz.
Mam pytanie do całego tego wątku właściwie - czy ta praca z kartami ma sens jeśli nie wierzysz ze karty mają jakąś moc :P? Jak można cos poczuć jeśli gdzieś w środku myślisz, że to tylko kawałek papieru?
chcę dopytać Forsycję o jedną rzecz, bo to ważne dla całej tej rozmowy. napisałaś że "nigdy w stu procentach normalnie". Czy pamiętasz moment kiedy było inaczej? Coś co poprzedzało to poczucie folii, albo czas kiedy go nie było?
bardzo ma... Często przyciągamy kartę, która pokazuje gdzie chcemy dotrzeć, a nie gdzie jesteśmy. Gwiazda może być twoim celem, mapą. Księżyc może być twoją rzeczywistością teraz. praca z obiema razem miałaby wtedy sens - ale inaczej niż tylko jako rytuał siedzenia. To też inna dynamika.
Czy można to robić bez żadnego kamienia jeśli się po prostu nie ma? Bo czytam i mam wrażenie, że turmalin gdzieś stał się obowiązkowym elementem, a może nie wszyscy go mają.
Czytam ten wątek i mam zupełnie podstawowe pytanie - czy praca z kartami na takim poziomie o którym tu rozmawiacie to jest coś co każdy może robić sam czy jednak potrzeba kogoś do nauki? Bo z jednej strony mówicie żeby po prostu siedzieć z kartą, z drugiej strony jest tyle niuansów o których nie wiem nic.
