Wracam do nas z kolejnym problemem. Mój partner wyprowadził się 3 miesiące temu. Po awanturze, choć nie strasznej – chyba nawarstwiło się za dużo niewypowiedzianego. Mieszkaliśmy razem 4 lata. Po wyprowadzce odzywał się rzadko, ostatnio cisza już prawie miesiąc. Chcę zrobić rytuał na powrót ale nie wiem od czego zacząć. Czytałam o różnych metodach, jest tego mnóstwo. Co konkretnie zrobić w mojej sytuacji?
3 miesiące to nie tak źle. Pole więzi się jeszcze nie rozpadło. Zanim coś poradzimy konkretnego – ile macie lat, czy są dzieci, czy ma już nową partnerkę o której wiesz, czy macie wspólne sprawy do załatwienia. Bez tych informacji ciężko cokolwiek powiedzieć.
OK. Jak konkretnie zrobić taki rytuał w domu? Coś prostego, na początek, do wykonania samej.
A po dziewięciu dniach co z tą miseczką?
A czy ten rytuał daje jakieś gwarancje? Z różnych stron piszą sprzeczne rzeczy.
Świece kupiłam – czerwone naturalne, znalazłam w sklepie z rękodziełem. Miód u rolnika u mamy. Zdjęcie partnera wydrukowałam z facebooka – z lata zeszłego roku, ostatnie aktualne. Karteczki, długopis czerwony. Płatki róży zbieram w weekend u mamy.
Wszystko gotowe. Płatki róży zebrane i podsuszone, miseczka stoi, świece. Jutro piątek, zaczynam o 21:00.
Pierwszy wieczór zrobiony. Świeca paliła się ładnie, równo. Wszystko jak w instrukcji. Niczego szczególnego nie czułam. Trochę dziwnie samej w pokoju mówić takie rzeczy na głos.
Czwarty wieczór za mną. Wykonuję. Bez szczególnych wrażeń. Tylko sny mam czasem żywsze, ale to może przypadek.
Skończyłam dziewięciodniowy cykl. Zakopałam miseczkę pod jabłonią u mamy w ogrodzie. Wszystko zgodnie z instrukcją. Teraz czekam.
Dwa dni od zakończenia. Cisza ze strony partnera nadal. Próbuję nie sprawdzać telefonu co godzinę.
Tydzień po zakończeniu. Nadal cisza. Powoli tracę wiarę. Może rytuał był jednak za słaby na moją sytuację.
