Że wieczorami jest mi lżej. Albo nie jest. Tego jeszcze nie wiem. Ale rozumiem co mówisz - że jak zaczynam od odczucia a nie od teorii to może łatwiej trafi.
To jest dobry kierunek. I tak przy okazji - Stasia, ten regał, mówiłaś wcześniej że pochodzi od babci męża. Czy wiesz cokolwiek o tym jak ta kobieta żyła, jaka była? Pytam bo jeśli drewno rzeczywiście coś chłonie przez lata to kontekst jest istotny, nie tylko sam przedmiot.
Nie znałam jej. Mąż niewiele mówi, wiem tylko że umarła kilka lat przed naszym ślubem i że podobno była trudną osobą. Ale mąż to mówi z niechęcią i nie drążę.
Przepraszam że wchodzę, czytam ten wątek od jakiegoś czasu. Mam pytanie bo mnie to ciekawi - czy 'trudna osoba' to znaczy że jej energia mogła jakby zostać w tym regale, czy chodzi o coś innego? Nie do końca rozumiem mechanizmu.
Ale tu jest właśnie ten dylemat który mnie od początku tego wątku gryzie. Czy to jest ślad energetyczny babci czy projekcja Stasi, która słyszała że była trudna i teraz nieświadomie to czuje? Bo jedno i drugie prowadzi do tego samego odczucia, ale zupełnie inaczej należałoby to przepracować.
Wiedziałam od początku. Mąż mówił kiedy go przywieźli. Ale wtedy nie przywiązywałam do tego wagi, to był po prostu stary regał. Skojarzenie z tym co czuję przyszło dopiero teraz, jak zaczęłam pisać tutaj i opisywać to bardziej dokładnie.
To jest ważne co mówisz - że skojarzenie przyszło w trakcie opisywania. Pisanie zmusza do większej dokładności niż myślenie. I to jest jeden z powodów dla których dziennik ma sens - nie żeby potwierdzać teorię, ale żeby w ogóle zobaczyć co właściwie się dzieje.
Stasia, mam takie małe praktyczne pytanie bo to mnie ciekawi - jak ten regał wygląda fizycznie? Duży, ciemny, co w nim stoi? Bo jakoś nigdy dokładnie tego nie opisałaś a to może być ważne też dla tego jak go traktować przy oczyszczaniu.
Duży, ciemny brąz, stary lakier. Na górnych półkach książki których nikt nie czyta, na dole jakieś szachy w pudełku, zdjęcia w ramkach - między innymi ta babcia. Teraz jak piszę to widzę że mam jej zdjęcie w salonie od lat i nigdy specjalnie na nie nie patrzyłam.
To mnie teraz mocno uderzyło jak napisałam - że mam jej zdjęcie w salonie od lat i nigdy specjalnie na nie nie patrzyłam. Znaczy patrzyłam, ale tak... bezrefleksyjnie. Stoi między innymi zdjęciami i jakoś weszło w tło. A teraz jak o tym myślę to zastanawiam się czy to zdjęcie też coś znaczy. Czy ono powinno zostać?
To jest naprawdę ważne pytanie, Stasia. Ale zanim odpowiem - jak się czujesz gdy teraz o nim myślisz? Nie co o tym myślisz, tylko co czujesz. Ucisk? Obojętność? Coś innego?
Dziwny dyskomfort. Taki... jakby poczucie że nie powinnam go dotykać. Ale może to już sugestia po tej rozmowie, tego nie wiem.
I tu znowu mamy ten sam problem co z regałem. Dyskomfort jest realny, ale skąd on pochodzi? Stasia, to zdjęcie było tam zanim zaczęłaś pisać ten wątek. Jak się czułaś w salonie tydzień temu, przed całą tą rozmową?
Taurus zadaje dobre pytanie, ale powiem tak - jeśli nawet dyskomfort pojawił się przez rozmowę, to i tak jest teraz prawdziwy. Stasia nie może go 'odzobaczyć'. I to zdjęcie albo zostaje jako neutralny przedmiot, albo staje się punktem skupienia czegoś czego nie chce mieć w salonie. Stasia, co byś wolała - żeby zostało czy żeby go gdzieś schować?
Ale czy schowanie zdjęcia babci męża nie jest ryzykownym krokiem bez jego wiedzy? Mąż może zauważyć, może zapytać. I co wtedy Stasia powie - że tak czuła? To może być zapalnik do kolejnej sprzeczki.
Mam wrażenie że się trochę zapędziliśmy w stronę zdjęcia i babci, a Stasia miała zacząć od dziennika i lampy. Nie wiem czy zdjęcie to dobry pierwszy krok - może za duże emocje na początek?
Poczekajcie chwilę. Stasia, czy to zdjęcie stoi twarzą do pokoju czy jest ustawione bokiem, za innymi rzeczami? I czy patrzysz na nie kiedy siedzisz w swoim zwykłym miejscu w salonie, czy raczej jest w kącie którego nie widzisz?
To znaczy że jest w twoim polu widzenia przez wiele godzin tygodniowo, przez lata. Nie mówię że to źle ani dobrze, mówię tylko że to nie jest neutralna dekoracja - to twarz konkretnej osoby, na którą twój mózg reaguje nawet jeśli nie zwracasz świadomej uwagi. To samo w sobie jest warte uwagi, niezależnie od tego czy ktoś wierzy w energię czy nie.
To co Kosma pisze wydaje mi się bardzo sensowne nawet z czysto psychologicznej strony. Czy ktoś z was miał tak że usunął z pokoju zdjęcie jakiejś osoby i faktycznie coś poczuł? Ciekawi mnie czy to w ogóle działa tak jak mówicie.
Simma, ale to jest chyba inny przypadek - tam był aktywny ładunek emocjonalny związany z konkretnym człowiekiem, którego znałaś. Stasia babci nigdy nie znała. To zdjęcie dla niej nie ma historii osobistej, ma tylko historię opowiedzianą przez słowa 'trudna kobieta'.
Dobra, ale wróćmy do podstaw. Stasia, ty właściwie zaczęłaś ten wątek od pytania o oczyszczanie domu, a my teraz analizujemy zdjęcie babci i psychologię małżeństwa. Co ty sama chcesz teraz zrobić - zacząć od tego dziennika i lampy jak ustalałyśmy, czy poczekasz jeszcze?
Chcę zacząć od dziennika. Naprawdę. Zdjęcia na razie nie ruszam, to za duże ryzyko z mężem. Ale mam teraz nowe pytanie - czy oczyszczanie soli sprawdzi się jeśli zrobię to sama i nie wiem w sumie co robię? Czy to wymaga jakiegoś konkretnego nastawienia, skupienia, czegoś?
To bardzo dobre pytanie i cieszę się że wróciłaś do konkretów. Nastawienie ma znaczenie, ale nie musi być idealne. Powiem tak - sól działa na zasadzie pochłaniania, przynajmniej tak się to opisuje. Samo jej rozsypanie i zebranie po jakimś czasie ma sens rytualny, ale ważniejsze jest żebyś robiła to świadomie, wiedząc po co. Nie musisz być mistrzynią ceremonii. Wystarczy że wiesz czego chcesz.
Stasia, to ważne żebyś to powiedziała, bo właśnie o to chodzi - nastawienie nie musi być idealne, ale jakieś skupienie pomaga. Chodzi o to, żebyś w momencie gdy rozsypujesz sól, nie myślała jednocześnie o tym co ugotować na obiad. Nie wymaga to wtajemniczenia, wymaga obecności. To różnica.
Ale Simma, to co mówisz o obecności - czy nie jest tak samo jak w każdym innym działaniu? Bo jak myje okna i myslę o czymś innym, też nie myję tak dobrze. To nie jest specyfika rytuału, to jest specyfika uwagi w ogóle.
Stasia, wróćmy do samej soli, bo nie padło jeszcze pytanie o jedno - masz w domu sól kamienną czy morską, czy zwykłą kuchenną? Bo to może mieć znaczenie nie tyle energetyczne co praktyczne, bo różne sole inaczej zachowują się w przestrzeni i inaczej się zbiera po kilku dniach.
Mam zwykłą sól kuchenną, jodowaną. Czy to zła opcja? Nie pomyślałam żeby kupić specjalną. Simma pisała o pochłanianiu, więc myślałam że każda sól działa.
