Kosma, a z twojego doświadczenia - czy naprawdę rodzaj soli ma praktyczne znaczenie przy oczyszczaniu przestrzeni, czy to raczej kwestia intencji i tego co daje nam sam rytuał jako forma działania?
Stasia, nie przejmuj się tą solą himalajską kontra kuchenna - naprawde moim zdaniem ważniejsze żebyś w ogóle zaczęła coś robić niż szukała idealnego składnika. Jak zaczniesz i poczujesz że potrzebujesz czegoś konkretniejszego, to wtedy możesz to zmienić.
Dziękuję Wikusia, to faktycznie ma sens. Ale mam pytanie które mi nie daje spokoju od kiedy Simma napisała o pochłanianiu - co tak właściwie pochłaniana ta sól? Bo jeśli to jest metafora to jedno, ale jeśli macie na myśli że coś dosłownie do niej przechodzi, to jak to miałoby działać fizycznie?
Stasia zadaje najważniejsze pytanie w tym wątku od dawna. Bo to jest dokładnie ta granica o której pisałyśmy wcześniej - wiara a rzeczywista zmiana. Co pochłania ta sól i czym to zmierzyć?
Stasia, to uczciwe pytanie i nie będę kręcić - nie ma na to dowodu naukowego. Sól w tradycjach oczyszczających pojawia się od bardzo dawna, w różnych kulturach, i jest opisywana jako substancja pochłaniająca negatywne energie. Czy to jest opis fizycznego procesu czy symbolicznego - to jest właśnie ta granica. Ja nie wiem jak to działa, wiem że dla mnie działa.
A czy ktoś tu próbował zrobić oczyszczanie solą i potem zapytać kogoś, kto nie wiedział że to zrobiłaś, jak się czuje w tym pomieszczeniu? Ciekawi mnie czy był kiedyś taki test, nawet nieoficjalny.
Mąż wchodzi do salonu codziennie, ale on i tak powie że nic nie czuje bo jest nastawiony sceptycznie. Choć... to ciekawe pytanie, bo może właśnie dlatego byłby dobrym testerem? Jak cokolwiek zauważy to będzie bardziej wiarygodne. Nigdy tak nie myślałam o tym.
Stasia to coś bardzo wartościowego powiedziałaś - że mąż jako sceptyk byłby lepszym testerem. Ale tu jest pułapka: jeśli nic nie powie, to może być dowód że nie działa albo że po prostu nie mówi. Jak odróżnisz jedno od drugiego?
Mam wrażenie że znów wchodzimy w pętlę gdzie każde działanie można podważyć i że żaden wynik nie będzie wystarczajacy jako dowód. Może nie chodzi o dowód tylko o to żeby Stasia poczuła się lepiej we własnym domu? Czy to nie jest cel sam w sobie?
Kosma, to jest właśnie to pytanie które mi zadałeś na końcu i chcę na nie odpowiedzieć uczciwie. Chyba... potrzebuję obu naraz? Chcę żeby mi było lepiej w tym domu i chcę rozumieć co robię. Nie chcę robić czegoś tylko dlatego że tak się robi, i potem nie wiedzieć nawet czemu. Tylko to mnie zawiesza, bo jak nie wiem czym jest to co pochłaniam, to jak mam wiedzieć że w ogóle to robię dobrze?
To co Stasia napisała wydaje mi się kluczowe dla całego wątku. Chcę zapytać wprost - czy w bioenergoterapii i oczyszczaniu przestrzeni w ogóle jest możliwe robienie czegoś 'dobrze' bez wcześniejszego zrozumienia mechanizmu? Bo w medytacji też nie rozumiem neurobiologii, a jednak ją praktykuję. Czy tu jest inaczej?
Simma postawiła to bardzo precyzyjnie. Stasia, wróć do samego początku - co się dzieje w tym domu, co sprawiło że w ogóle pomyślałaś o oczyszczaniu? Bo czytam cały wątek i mam wrażenie że trochę zagubiłyśmy ten punkt wyjścia w dyskusji o soli.
Bryza, masz rację że to zgubiłyśmy. Zaczęło się od tego że od jakiegoś czasu czuję się w domu... ciężko, nie wiem jak to inaczej nazwać. Jakby powietrze było gęstsze, jakby coś wisiało. Mąż nic nie czuje, więc pomyślałam że może chodzi o mnie, ale też pomyślałam że może właśnie ona potrzebuje oczyszczenia ta przestrzeń. Niekoniecznie jedno wyklucza drugie.
Stasia powiedziała coś ciekawego - ze może i ona i przestrzen potrzebują czegoś. Ale właśnie przy tym 'ciężkim powietrzu' i 'wiszącej gęstości' - czy to pojawiło sie nagle czy narastało? Bo to ma znaczenie nie tylko energetycznie ale i praktycznie, bo różne przyczyny wymagają różnego podejścia.
Kosma, Hyzop - narastało przez kilka miesięcy. I tak, była zmiana, siostra długo mieszkała u nas i wyprowadziła się ostatnio, to był trudny okres bo byłyśmy dużo w konflikcie. Ale ona jest już poza domem, a to uczucie zostało. Dlatego właśnie pomyślałam o oczyszczaniu.
No to teraz jest dużo jaśniej. Stasia, mam wrazenie że to jest bardzo konkretna sytuacja - zostały jakieś emocjonalne resztki po ciężkim czasie, i oczyszczanie moze tu działać dokładnie tak jak Simma opisywała, jako rytualne zamknięcie tego co było. Nie musisz wcale rozumieć co pochłania ta sól żeby ten rytuał zadziałał na ciebie.
Iga, nie jest zbyt okrężna, to jest zresztą jeden z mechanizmów który opisuje się nawet poza ezoterykę - rytuał jako gest zamknięcia. Stasia, mam do ciebie konkretne pytanie: wyobraź sobie że po oczyszczeniu nic się nie zmieni w tym 'ciężkim' odczuciu, zostanie takie samo. Co zrobisz wtedy?
Simma, to trudne pytanie. Chyba... szukałabym dalej. Ale też zaczęłabym się zastanawiać czy naprawdę chodzi o dom czy jednak bardziej o mnie. Nie wiem. Może sama myśl że coś robię zmieni już to odczucie, a jak nie zmieni to będę wiedziała że szukam w złym miejscu.
Stasia to bardzo dojrzała odpowiedź i trochę odwraca to co myślałam o tym wątku. Bo okazuje się że traktujesz to oczyszczanie też jako test - jak zadziała, to znaczy że warto, jak nie, to informacja. Simma, czy w twoim doświadczeniu kiedyś oczyszczanie pomieszczenia nie zadziałało i co wtedy?
Wracam do tego co wcześniej zaproponował Taurus z tym mężem jako testerem - Stasia, powiedziałaś że mąż jest sceptyczny i dlatego byłby dobrym testerem. Ale czy on w ogóle wie że myślisz o oczyszczaniu? Bo jeśli wie, to nawet nieświadomie może zareagować inaczej na twoje zachowanie po rytuale niż na samą przestrzeń.
Kinia.2, nie, mąż nie wie. Powiedziałam mu tylko że chcę 'ogarnąć trochę dom'. Nie powiedziałam o soli ani o oczyszczaniu, bo wiedziałam że będzie kręcił nosem. Więc pod tym względem test mógłby być bardziej czysty niż myślałam.
To jest naprawdę dobra wiadomość metodologicznie mówiąc. Stasia, zrób jedno małe ćwiczenie zanim zaczniesz - zapisz gdzieś jak teraz mąż się zachowuje w salonie, czy jest spokojny, gadatliwy, poirytowany, cokolwiek. Potem porównaj po oczyszczeniu. Nawet jeśli to będzie subiektywna obserwacja, to lepsza niż nic.
Taurusie, ale to znow jest tak ze efekt moze byc odwrocony - Stasia po rytuale bedzie patrzyła na meza z nastawieniem 'no i jak' i może nieświadomie interpretować każde jego zachowanie jako potwierdzenie. To nie jest Stasiny błąd, to po prostu tak działa obserwacja. Czy jest jakis sposob żeby tego uniknąć?
To co powiedziałeś Taurus o rozdzieleniu celów jest dla mnie kluczowe w tej rozmowie. Bo myślę że przez chwilę mieszaliśmy dwie zupełnie różne kwestie - czy oczyszczanie 'działa obiektywnie' i czy 'pomaga Stasi'. I to są naprawdę inne pytania. Stasia, mam do ciebie jedno praktyczne - jak sobie wyobrażasz samo oczyszczanie? Czy masz już jakiś pomysł co konkretnie chcesz zrobić, sól, kadzidło, coś innego?
Kosma, myślałam o soli i może szałwii, bo to najczęściej widzę wymieniane. Ale szczerze? Nie wiem za bardzo od czego zacząć i trochę się boję że zrobię 'za mało' albo 'źle'. Czy to w ogóle ma znaczenie jak się to robi?
Stasia, to ze sie boisz ze zrobisz zle - skad to sie bierze? Bo to jest ciekawe samo w sobie, jakby oczyszczanie mialo swoje 'zasady' ktore trzeba przestrzegac, inaczej nie zadziala albo zaszkodzi. Czy ktos ci powiedzial ze tak jest, czy to bardziej twoje wlasne odczucie?
Simma, Hyzop - nie wiem, chyba gdzieś czytałam że jak się przerwie w połowie albo zrobi w złej kolejności to można 'otworzyć coś' zamiast zamknąć. Teraz jak to piszę to brzmi głupio, ale wtedy mi to zostało w głowie.
