Można prowadzić coś w rodzaju prostego dziennika - kilka zdań dziennie przez dwa tygodnie przed rytuałem i dwa tygodnie po. Nastrój, jakość snu, napięcie między domownikami. Nie trzeba od razu przypisywać temu nazwy, wystarczy obserwować. Stasia, robiłaś kiedyś coś takiego?
Nie, ale to ciekawy pomysł. I jakimś sposobem wydaje mi się bardziej uczciwe wobec siebie niż po prostu postanowienie 'wierzę albo nie wierzę'. Mam pytanie - czy w takim dzienniku zapisywać też co się działo przy regale? Bo on stoi w salonie i spędzamy tam dużo czasu.
Jak najbardziej. Zaznaczaj wszystko co wydaje ci się powiązane, nawet jeśli nie wiesz czy jest. Intuicja podczas pisania dziennika też jest informacją. A przy okazji - czy ktokolwiek w domu poza tobą zgłaszał że coś mu nie gra, czy to tylko twoje odczucia?
Córka raz powiedziała że nie lubi siedzieć od strony regału przy stole. Ale ma trzynaście lat i uznałam że to taki jej nastrój. Teraz myślę o tym inaczej.
O, dzieci i zwierzęta podobno wyczuwają takie rzeczy o wiele wcześniej niż dorośli. Czy twoja córka coś konkretnie czuje, czy tylko ma taką preferencję gdzie siada? Bo to może być różnica.
Właśnie, dzieci są jak barometry. Ja bym to wzięła poważnie. Skoro córka też jakoś reaguje, to juz nie tylko twoje odczucie Stasia. To robi z tej sytuacji coś innego niż tylko 'mama coś wymyśla'.
To co Wikusia napisała... jakoś mnie tknęło. Że to już nie tylko moje odczucie. Córka tego nie powiedziała wprost, tylko że 'nie lubi siedzieć od tamtej strony'. Nigdy jej nie pytałam dlaczego, zbagatelizowałam. Może powinnam z nią porozmawiać spokojnie, bez straszenia?
Zdecydowanie porozmawiaj, ale spokojnie, jakbyś pytała o cokolwiek innego. Dzieci potrafią powiedzieć coś bardzo konkretnego jeśli nie czują że muszą 'odpowiadać jak należy'. Co czuje kiedy tam siedzi - czy to coś fizycznego, chłód, niepokój, coś innego?
I nie sugeruj jej odpowiedzi. To ważne. Zapytaj po prostu dlaczego nie lubi tego miejsca i daj jej mówić. Dzieci często opisują to bardzo dosłownie - że 'tam jest jakieś dziwne powietrze' albo że 'coś na nie patrzy'. To nie jest fantazjowanie, to odczyt sensoryczny którego my już z wiekiem nie ufamy.
To ciekawy dylemat etyczny tak naprawdę. Ile informacji dawać dziecku, żeby je nie niepokoić, a jednocześnie wziąć na poważnie to co sygnalizuje. Ale to trochę odbiega od głównego pytania Stasi - co robić z tym regałem i jak w ogóle zacząć oczyszczanie kiedy sama nie jest pewna czy wierzy.
Mogę zacząć jutro. Kupię jakiś zeszyt, bo jakoś na telefonie nie wyobrażam sobie tego. To bardziej fizyczne jakby. Ale mam pytanie praktyczne - jak opisywać te rzeczy żeby nie brzmiało to jak lista skarg? Mam na myśli że jak zacznę pisać 'znowu byłam niecierpliwa' to nie wiem czy to regał czy po prostu ja.
Właśnie dlatego warto pisać bez oceniania, po prostu co było - wstałam, spałam ile, nastrój od 1 do 5, co się działo przy kolacji, jak się czułam wieczorem. Bez doszukiwania sie przyczyn na początku. Przyczyny same wyjdą po tygodniu jak spojrzysz wstecz. Ja tak robiłam i to bardzo pomaga zobaczyć wzorce.
Dobry pomysł z tym zeptytem, ale Stasia - mam pytanie do ciebie. Czy jest jakiś konkretny moment dnia albo miejsce w domu gdzie to czujesz najbardziej? Czy to jest cały czas równomiernie, czy są chwile kiedy wyraźniej?
Wieczorami. I w tym salonie gdzie regał stoi. Rano jakoś łatwiej, szczególnie jak mąż jeszcze jest w domu przed wyjściem do pracy. Wieczorem jak siedzę sama i córka już idzie do siebie - wtedy najgorzej.
To ważny trop. Wieczór, samotność, konkretne pomieszczenie. Brzmi jak splot kilku rzeczy naraz - ale warto wpisywać to do dziennika właśnie w tych momentach, nie rano z pamięci. Stasia, czy regał jest oświetlony wieczorem tak samo jak reszta salonu, czy może jest w ciemniejszym kącie?
W kącie. Stoi przy ścianie, lampa główna go nie dosięga. Nigdy na to nie zwracałam uwagi ale teraz jak piszę to rozumiem że może to też robi różnicę.
Cień na dużym ciemnym meblu potrafi robić swoje niezależnie od reszty. Ale to nie wyklucza warstwy energetycznej - jedno nie znosi drugiego. Może zacznij od przestawienia lampy albo dodania jakiegoś źródła światła blisko regału i sprawdź czy coś się zmienia w odczuciach wieczorami. To prosty test zanim zaczniesz rytuał.
To jest dobra metoda właśnie dlatego - eliminujesz jeden czynnik na raz. Stasia, daj sobie tydzień z lampą i dziennikiem zanim zaczniesz myśleć o rytuałach. Masz wtedy punkt odniesienia. Czy to jest dla ciebie do zrobienia bez za dużego stresu?
Tak, to jest do zrobienia. I jakoś mi ulżyło że nie muszę od razu decydować o wszystkim. Że jest jakiś plan w małych krokach. Ciągle mam w głowie to co Ulka pisała że drewno chłonie głęboko - jak nie poczuję różnicy po tygodniu to co wtedy? Nadal nie wiem czy wyrzucać.
Nie musisz wiedzieć tego teraz. Jeden tydzień obserwacji, potem zdecydujesz co dalej. A z mężem - czy rozmawiałaś z nim na poważnie o tym co czujesz, czy tylko tyle że 'chcesz pozbyć się regału'?
Tylko tyle. Powiedziałam że mi nie odpowiada i że coś w nim jest nie tak i zaraz powiedział że to dobry regał i żebym nie wymyślała. Nie chciał słuchać dalej. Może gdybym powiedziała inaczej, bez tłumaczenia dlaczego.
Stasia, to co mówisz o mężu - że zaraz powiedział żebyś nie wymyślała - to jest chyba najtrudniejsza część tej całej sytuacji. Bo można oczyścić regał, przestawić lampę, prowadzić dziennik, ale jeśli mieszkasz z kimś kto z góry zamyka rozmowę, to ta energia nigdzie nie pójdzie. Jak długo tak reaguje na takie tematy?
Zawsze tak było. On jest bardzo praktyczny, nie wierzy w żadne takie rzeczy. Nigdy. Ale jakoś nam to nie przeszkadzało dopóki ja sama nie zaczęłam bardziej czuć tych rzeczy. Może to ja się zmieniłam, nie wiem.
Chyba wystarczyłoby mi żeby nie komentował. Nie oczekuję że zacznie stawiać kryształki. Ale żeby nie mówił że wymyślam - to by już dużo zmieniło.
A gdybyś w ogóle nie mówiła mu co robisz i dlaczego? Po prostu przestawiasz lampę, piszesz w zeszycie, zmieniasz coś w salonie - bez tłumaczenia warstwy energetycznej? Mężczyźni często lepiej przyjmują fakt dokonany niż dyskusję o zamiarze.
Mnie się wydaje że można to rozdzielić - co robimy z regałem i domem, a co z komunikacją z mężem. Bo jeśli Stasia zacznie od dziennika i lampy to ma coś konkretnego, jakiś wynik po tygodniu. I wtedy może powiedzieć: 'zrobiłam to i tamto i czuję różnicę', a nie 'mam złe przeczucia'. To inaczej brzmi nawet dla sceptyka.
Wikusia ma tu coś. Stasia, jak miałabyś po tym tygodniu powiedzieć mężowi jedną konkretną rzecz - nie o energii, nie o regale, tylko o tym co poczułaś - to co by to było?
