Mam pytanie do wszystkich, którzy mieli już sesje bioenergoterapii — jak wy się do nich przygotowujecie? Chodzi mi o te pierwsze godziny przed sesją, czy w ogóle coś specjalnego robicie? Sama ostatnio zaczęłam chodzić regularnie i zastanawiam się, czy moje przygotowanie jest wystarczające, bo różnie słyszałam. Jedni mówią, żeby nic nie jeść na dwie godziny przed, inni, że to bez znaczenia.
To zależy też od tego, jaki rodzaj pracy energetycznej jest planowany. Przy oczyszczaniu aury i czakr faktycznie lżejszy żołądek robi różnicę, bo ciało nie jest zajęte trawieniem i łatwiej mu się otworzyć na przepływ energii. Ale to nie jest żelazna zasada. Ważniejsze moim zdaniem jest stan umysłu przed sesją — wyciszenie, choćby kilkanaście minut ciszy lub spokojnego oddechu. Twój terapeuta nie dał żadnych wskazówek przed pierwszą sesją?
Ja przed każdą sesją robię krótką medytację, dosłownie dziesięć minut. Skupiam się na oddechu i próbuję zidentyfikować, co mnie w danym momencie blokuje. Podobno dzięki temu terapeuta może łatwiej dotrzeć do problematycznych miejsc. Choć przyznam szczerze, że nie wiem, czy to ma realny wpływ, czy to bardziej moje przekonanie, że pomaga.
A ja w ogóle nie wiedziałam, że trzeba się jakoś przygotowywać. Myślałam, że po prostu się przychodzi i tyle. Czy ta medytacja przed sesją to coś, czego wymaga terapueta, czy sami z siebie to robicie? Bo jak mam umówioną sesję za kilka tygodni to chciałabym się dobrze przygotować.
Świetnie, że o tym piszecie, bo sam się nad tym zastanawiałem od dawna. Słyszałem kiedyś, że afirmacje przed sesją mogą wzmocnić jej działanie, szczególnie jeśli chodzi o koncentrację i pamięć. Czy ktoś z was próbował czegoś takiego? Mnie najbardziej interesuje właśnie ta strona — praca z głową, nie tylko z ciałem.
Podepnę się pod to pytanie, bo mnie też zastanawia ta granica między efektem autosugestii a czymś, co faktycznie działa na poziomie energetycznym. W sensie — skąd wiadomo, że to bioenergoterapia coś zmieniła, a nie sam fakt, że ktoś poświęcił ci uwagę i czas? Nie pytam złośliwie, naprawdę mnie to ciekawi.
Hmm, ale jak to brzmi: 'nauka nie ma narzędzi do zmierzenia' — to nie jest lekkie wyjście z sytuacji? Bo tym argumentem można uzasadnić właściwie wszystko. Pytam serio, nie atakuję, bo sam tu jestem z ciekawości, ale to mnie trochę zatrzymuje.
Właśnie to z tymi notatkami to ciekawe. Ja sama zaczynam coś takiego robić, ale nie wiedziałam, co dokładnie zapisywać. Co wy notujecie po sesji?
To co mówisz o efekcie drugiego dnia jest u mnie podobnie. Zresztą właśnie po tym zorientowałam się, że sesje naprawdę coś dla mnie robią, bo wcześniej byłam sceptyczna. Ale wracając do pytania o afirmacje i pamięć — czy wy stosujecie afirmacje jako stały element rutyny, niezwiązany z sesjami? Bo Franek05 pytał o coś takiego i mnie też to kręci.
Tak, właśnie o to mi chodziło. Bo sesje bioenergoterapii są raz na jakiś czas, a ja szukam czegoś, co mogę robić codziennie. I słyszałem, że afirmacje przy regularnym używaniu mogą naprawdę wpłynąć na koncentrację, ale nie wiem, od czego zacząć. Czy są jakieś konkretne sformułowania, które działają lepiej przy pracy z umysłem?
Przy pracy z pamięcią i koncentracją ważne jest, żeby afirmacje były sformułowane w czasie teraźniejszym i pierwszej osobie. Nie 'będę lepiej pamiętać', tylko 'mój umysł jest jasny i skupiony'. To nie jest kwestia magii słów, tylko tego, jak mózg przetwarza komunikaty — mózg nie reaguje dobrze na konstrukcje futurystyczne jako opis aktualnego stanu. Ale mam pytanie do Frankiego: o jakich porach dnia to próbowałeś? Bo pora ma tu duże znaczenie.
A ja chciałam zapytać o coś bardziej praktycznego — jak długo przed sesją bioenergoterapii powinno się stosować takie afirmacje, żeby w ogóle miało to jakiś sens? Tydzień? Miesiąc? Bo mam wrażenie, że każdy mówi co innego i nie wiem, czemu ufać.
Tylko że to znowu wraca do tego samego problemu, który wcześniej poruszyłam. Skąd wiadomo, że 'otwarcie po sesji' to coś realnego, a nie po prostu stan odprężenia? Bo jak jestem po dobrym masażu, też czuję, że 'coś mi się otworzyło'. Nie mówię, że bioenergoterapia nie działa, ale chciałabym rozumieć mechanizm.
A propos tych notatek — ja próbowałam zacząć, ale nie wiedziałam co jest 'ważne' do zapisania, a co nie. Sewer76, powiedziałeś wcześniej o skali od 1 do 10. Ale jak to kalibrujesz? Bo u mnie 6 dzisiaj to może być 8 tydzień temu, zależy od humoru.
Słuchajcie, wracam do tego, co Franek05 pytał o porę poranną. Sama też czytałam o stanie alfa po przebudzeniu i zaczynam myśleć, że może to nie mit. Ale mam pytanie inaczej: czy macie poczucie, że afirmacje rano działają inaczej niż wieczorem? Bo u mnie wieczorne są jakoś bardziej 'moje', bardziej spokojne, ale rano są chyba energiczniejsze. Nie wiem, co z tym zrobić.
To bardzo ciekawe rozróżnienie, bo faktycznie rano i wieczorem mózg jest w różnych stanach. Rano, zaraz po przebudzeniu, umysł jest rzeczywiście bliżej fali alfa i theta — dlatego sugestia może wchodzić łatwiej. Wieczorem przed snem podobnie. W ciągu dnia, w pełnej aktywności beta, trudniej. Ale to, co opisujesz z tym 'bardziej moje' wieczorem — to jest ważna informacja o tobie. Może warto mieć dwie wersje: jedną poranną, krótką i aktywizującą, i wieczorną, dłuższą, do przyswojenia?
Przepraszam że się wtrące, ale czy afirmacje trzeba mówic na głos czy wystarczy myśleć? Bo ja mieszkam z rodziną i trochę głupio mi tak na głos rano, jakby ktoś usłyszał to by pomyslał że mi odbiło 🙂
A co z afirmacjami tuż przed samą sesją bioenergoterapii? Czy to nie jest za dużo naraz? Mam wrażenie, że mogłoby to być przebodźcowanie umysłu zamiast wyciszenia.
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale jak długa powinna być taka sesja bioenergoterapii w ogóle? Bo umówiłam się na godzinę i nie wiem, czy to dużo, czy mało, i czy powinnam coś konkretnego zrobić po powrocie do domu, czy po prostu odpocząć?
Godzina to standard i jak najbardziej sensowna długość na pierwszą sesję. Krótsze — pół godziny — to raczej uzupełnienie albo szybka praca z jednym obszarem. Po powrocie do domu najważniejsze to nie planować nic wymagającego. Dosłownie: nie umawiać się na trudne rozmowy, nie siadać od razu do projektu z deadline'em. Ciało potrzebuje chwili na 'ułożenie' tego, co się wydarzyło. Ale to nie znaczy, że masz leżeć bez ruchu — spokojny spacer jest ok.
Co do jedzenia, to słyszałam, że lepiej nie przychodzić na pełny żołądek, bo ciało jest zajęte trawieniem i trudniej się skupić. Sama jem coś lekkiego dwie, trzy godziny wcześniej. Ale chciałam wrócić do tego, co Gwiazdarka97 mówiła o stanie alfa — bo skoro rano ten stan jest naturalny, to czy afirmacja przed sesją mogłaby właśnie ten efekt trochę zastąpić? Jakby 'wprowadzić' umysł w stan podatności bez czekania na poranek?
To jest interesujące pytanie, bo afirmacja sama w sobie nie zmienia fal mózgowych tak jak sen. Ale połączona z powolnym oddechem i wyciszeniem — kilka minut przed sesją — może pomóc zejść z beta, czyli z trybu codziennego myślenia, w coś spokojniejszego. Nie wiem, czy to będzie czyste alfa, ale na pewno zmniejszy szum. Tylko mam tu pytanie do Dobrusia.2: czy mówisz o afirmacji jako intencji przed sesją, czy o regularnej praktyce rano, która Twoim zdaniem przygotowuje ogólnie? Bo to dwie różne rzeczy.
Ja mam wrażenie, że to ryzyko jest realne. Przychodzisz na sesję z głową pełną intencji, afirmacji, notatek, co zjeść, kiedy wstać — i zamiast się otworzyć, jesteś tak bardzo skupiona na 'robieniu tego dobrze', że ciało się nie rozluźnia. Sama tak miałam raz i terapeuta powiedział mi po sesji, że przez pierwsze dwadzieścia minut czuł wyraźne napięcie. Nie wiem, czy to miało związek z moim mentalnym przygotowaniem, ale ta uwaga mnie zaskoczyła.
Właśnie, ten oddech przed sesją to chyba najprostsze co można zrobić, a mało kto o tym mówi przy okazji przygotowania. Mnie terapeuta przy pierwszej sesji powiedział, żebym przez chwilę oddychała do brzucha zanim się położę. I faktycznie poczułam różnicę w porównaniu do momentu wejścia. Ale mam pytanie — czy wy informujecie terapeutę przed sesją, co akurat chcecie przepracować? Czy raczej pozwalacie mu samemu 'wyczuć'?
Ja zawsze mówię, co mnie boli albo co czuję, bo nie wiem jak 'nie powiedzieć'. Ale teraz się zastanawiam — czy mówienie o konkretnym bólu fizycznym to to samo co mówienie o intencji? Bo ból to fakt, a intencja to bardziej życzenie. Nie wiem czy terapeuta traktuje to tak samo.
Dobra, ale ja mam jeszcze głupsze pytanie niż poprzednio — co jak mi sie po sesji chce spac? Czy to znaczy ze 'zadziałało' czy ze byłam po prostu zmęczona? Bo po ostatniej sesji zasnełam prawie od razu i nie wiem czy to dobrze czy źle.
Wracając do samych afirmacji przed sesją — bo to mi wciąż chodzi po głowie — to czy afirmacja nastawiona na pamięć i koncentrację ma sens, jeśli sesja bioenergoterapii jest skierowana na coś innego, powiedzmy na napięcie w plecach? Czy to się w ogóle łączy, czy to zupełnie osobne tory?
