Przy pracy z kamieniami mam podobne rozróżnienie. Ciepło od kwarcu różowego jest inne niż ciepło od np. obsydianu. Pierwsze jest rozlewające się, drugie punktowe. Nigdy nie myślałem o tym w kontekście przepływu przez ciało, ale może to podobna zasada?
Wracam do tego co Gabka mówiła wcześniej o afirmacji wstępnej i wchodzeniu w ciało. Próbowałam dziś rano użyć czegoś podobnego i faktycznie było inaczej. Trudno mi to opisać, ale jakby mniej 'z głowy'. Czy tak powinno być? Tzn. czy to właśnie znaczy że energia zaczyna płynąć przez ciało a nie tylko przez myśli?
Relaks i przepływ energii to nie są oddzielne rzeczy. Ciało się rozluźnia, kiedy energia przestaje być zablokowana, więc to że poczułaś relaks to może być efekt tego samego co ciepło w klatce. Obie rzeczy mogą być przejawem tego samego otwarcia.
Bo to nie jest kwestia skąd wiadomo, tylko kwestia co czujesz w tym momencie. Fizjologia i energia to nie są dwie osobne ścieżki, które się wykluczają. Relaks jest fizyczny, ale też energetyczny. Rozdzielanie tego na 'tylko fizjologia' albo 'prawdziwa energia' to trochę fałszywe pytanie.
Rozumiem ten spór, ale chcę go trochę odwrócić. Zamiast pytać 'co to różni', może zapytajmy: co ćwiczenie przepływu robi inaczej niż zwykły relaks? Bo u mnie odpowiedź brzmi, że po pracy z energią czuję coś przez długo po, nie tylko przez chwilę. Relaks po wysiłku mija. To inne ciepło zostaje.
To co mówi Ludwinia jest ciekawe, że zostaje dłużej. Ja tego nie miałam szansy sprawdzić bo moje odczucia były chwilowe. Ale jak długo dokładnie masz na myśli, kilkanaście minut, godziny?
Wracam do pytania Marylki, bo ono mnie też gdzieś z tyłu głowy chodzi. Czy ktoś próbował kiedyś ćwiczyć przepływ kiedy był bardzo zmęczony albo zestresowany? Bo w takim stanie relaks jest trudny, a mnie ciekawi czy energia wtedy też nie płynie, czy może płynie inaczej.
To brzmi trochę jak różnica między biernym odpoczynkiem a aktywną pracą. Relaks jest pasywny, a to co opisuje Gabka to brzmi jak coś co wymaga zaangażowania nawet jeśli jest ciche. Czy tak to rozumieć?
Słucham tej rozmowy i ciągle nie wiem jak to zacząć poczuć. Znaczy wiem że mam obserwować bez oczekiwań, ale to dla mnie abstrakcja. Czy jest jakieś jedno konkretne miejsce w ciele gdzie to najłatwiej poczuć na początku?
Mam pytanie do całej grupy. Czy ktokolwiek tu używa afirmacji właśnie przed ćwiczeniami z energią? Wcześniej Aurelinda wspominała że użyła 'czegoś podobnego' rano i było inaczej. Mnie ciekawi czy afirmacja zmienia odczucia czy tylko nastawienie.
Afirmacja przed pracą z energią to jedna z bardziej skutecznych rzeczy jakie znam. Ale musi być skierowana na ciało, nie na efekt. Różnica jest taka, że 'jestem uzdrowiona' nic nie robi, ale 'czuję jak energia porusza się przez moje ręce' już angażuje uwagę ciała.
Ale to wraca do tego samego pytania co na początku, tylko z innego kąta. Jeśli sugestia daje te same efekty co praca z energią, to czy możemy w ogóle mówić że ćwiczymy coś konkretnego? Pytam serio, nie żeby deprecjonować.
Wracam do tego co napisał Hipolit, bo to naprawdę nie jest retoryczne. Myślę że właśnie o to chodzi, żeby nie zakładać z góry że sugestia i przepływ to dwie różne rzeczy. Może sugestia jest jednym z mechanizmów przez które energia w ogóle może się ruszyć? Nie wiem. Ale mam wrażenie że to pytanie otwiera coś ważnego, a nie zamyka dyskusję.
No ale jeśli przyjmiemy że sugestia i energia to jedno i to samo, to po co w ogóle mówić o energii? Moglibyśmy po prostu mówić o autosugestii i tyle. Myślę że jest jakaś różnica, tylko trudno ją uchwycić słowami.
Właśnie, to jest dobry punkt. Jeśli myślę że to sugestia, skupiam się na umyśle. Jeśli myślę że to energia, skupiam się na ciele i na czymś zewnętrznym wobec myśli. Efekty mogą być inne nawet przy tym samym ćwiczeniu.
Chcę wrócić do pytania Grazynki sprzed chwili, bo myślę że zostało trochę bez odpowiedzi. Ona pytała jak długo się skupiać jeśli po minucie nic nie czuje. Ja miałam podobnie na początku i u mnie przełom przyszedł dopiero po trzech albo czterech minutach. Czy ktoś inny ma podobne doświadczenie z tym progiem czasu?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie. Czy przy czakrach jest podobnie? Bo ja czytałam że czakry to też pewnego rodzaju punkty przepływu i zastanawiam się czy ćwiczenie przepływu przez dłonie to coś oddzielnego czy to się jakoś łączy.
Chcę dopytać Goździkę o te afirmacje skierowane na ciało. Bo powiedziała że 'czuję jak energia porusza się przez moje ręce' jest lepsza od 'jestem uzdrowiona'. Ale co jeśli ktoś tego po prostu nie czuje i powtarza coś nieprawdziwego? Czy to nie buduje fałszywego obrazu?
To co Goździka napisała teraz jest bardziej precyzyjne niż wcześniej i wydaje mi się ważne. Afirmacja jako zaproszenie, nie jako deklaracja. Znam to z pracy z kamieniami, kiedy trzymam np. ametyst i mówię sobie coś w stylu 'jestem otwarty na spokój', to nie twierdzę że jestem spokojny, tylko ustawiam jakiś kierunek. Brzmi podobnie?
Czytam to wszystko i dziękuję za tę dyskusję, naprawdę dużo mi daje. Mam jedno pytanie, może naiwne. Czy można ćwiczyć przepływ energii przez ciało bez żadnych słów, bez afirmacji, bez intencji, po prostu siedząc? Czy cokolwiek wtedy się dzieje?
Obserwuję ten wątek od dłuższego czasu i chcę dodać jedno. Próbowałam kiedyś usiąść bez żadnej intencji i po prostu czekać. I owszem, po jakimś czasie pojawiło się coś w dłoniach, ciepło. Ale nie wiem czy to przepływ czy po prostu zatrzymałam się na tyle że zauważyłam to co zawsze jest. Może te dwie rzeczy to nie jest tak daleko od siebie.
Wydaje mi się że to pytanie o ciepło versus temperatura to trochę ślepy zaułek, bo ciepło energetyczne jest przez niektórych opisywane właśnie jako to samo co fizyczne, tylko z innego źródła. Choć teraz gdy to piszę, to brzmi dosyć kołowo, przyznam.
Wracając do pytania Damianka o siedzenie bez słów, bo to mnie też nurtuje. Mam wrażenie że intencja wchodzi nawet gdy jej nie formułujemy, bo samo usiądzenie z pytaniem co poczuję już jest pewnym nastawieniem. Czy ktoś próbował naprawdę bez żadnej oczekiwania, na przykład myśląc o zakupach?
Mam w notatkach coś podobnego z tarota, że intencja 'ukryta' i tak wpływa na rozłożenie, bo samo sięgnięcie po karty jest już działaniem. Może tu jest tak samo, że siedzenie spokojnie z pytaniem w tle to wciąż jest praca? Tylko mniej ustrukturyzowana.
Dobra ale ja się chcę upewnić co do tych pięciu minut, bo wcześniej Aurelinda_S i Gabka mówiły żeby wytrzymać. Czy to pięć minut z pełnym skupieniem na dłoniach przez cały czas, czy można myśl odpuścić i wrócić? Bo pięć minut bez przerwy to dla mnie astronomia.
Słucham i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy to wracanie uwagi do dłoni to jest coś co z czasem samo się skraca, znaczy że przerwy między skupieniem robią się krótsze? Bo jeśli tak, to miałoby sens dlaczego efekty przychodzą dopiero po jakimś czasie ćwiczenia.
Ciekawi mnie jak te powroty uwagi mają się do przepływu energii przez całe ciało, bo mówimy głównie o dłoniach. Kiedy zaczęłam czytać ten wątek, byłam ciekawa czy jest jakaś praktyka gdzie energia idzie dalej, przez ramiona, tułów, nogi. Czy ktoś to ćwiczy?
