Ostatnio pracuję z kilkoma osobami, u których stres jest absolutnie kluczowym tematem, i zaczęłam się zastanawiać, czy rozmawiałyśmy już tutaj o tym, jak stres fizycznie wpływa na pole energetyczne. Bo ja widzę to bardzo wyraźnie podczas sesji — napięcie emocjonalne zostawia ślady w aurze, szczególnie w okolicach splotu słonecznego i gardła. Ciekawi mnie, czy inne osoby pracujące z energią też to obserwują, czy może ktoś sam to u siebie czuje? Mam też wrażenie, że stres przewlekły działa inaczej niż ten nagły, jednorazowy — ale nie wiem, czy to tylko moje subiektywne odczucia.
To ciekawe, bo miałam wrażenie, że stres zawsze najpierw uderza w czakrę solarną, a dopiero potem rozchodzi się na pozostałe. Czy to znaczy, że można go jakoś 'złapać' zanim dotrze głębiej?
Widzę, że temat ruszył od razu od konkretów, to dobrze. Chcę tylko dopowiedzieć, bo to ważne w kontekście całej dyskusji — mówicie o obserwacjach z zewnątrz, z perspektywy terapeuty czy też czujecie to sami na sobie? Bo myślę, że to dwa dość różne doświadczenia i warto rozróżnić, o którym z nich mówimy.
Ja czuje to sama na sobie i powiem wam, że stres potrafy kompletnie rozbic moje pole. Jakby ktoś mi wyciongnoł wtyczkę. Mam wtedy wrażenie, że jestem odrętwiała, afirmacje nie 'wchodza', nic się nie kleji. Dopiero jak stres odpuści, to wszystko wraca. Ale właśnie — czy da się pracować z polem kiedy ktoś jest w szczytowym punkcie stresu, czy trzeba poczekać?
No właśnie, bo ja mam podobnie do Blanki i zastanawiam się, jak długo trzeba czekać aż pole wróci do normy po takim stresującym okresie. Tydzień? Miesiąc? Bo mnie to irytuje, że nie wiem kiedy znowu mogę liczyć na efekty.
Ja akurat próbuje przebrnąc przez to, ale mam wraznie, że powtarzam słowa bez żadnego przekonania. I zastanawiam się, czy to nie jest gorsze niz nie robić nic. Czy puste afirmacje mogą zaszkodzic?
A ja mam pytanie trochę z boku, ale powiązane — czy stres może dosłownie przyciągnąć złą energię z otoczenia? Bo mam wrażenie, że kiedy jestem zestresowana, to dzieje mi się więcej złych rzeczy. Jakbym miała dziurę w polu przez którą wszystko wpada.
W ezoteryce mówi się wprost, że niskie wibracje przyciągają niskie wibracje. To podstawa prawa przyciągania. Stres obniża wibracje, więc logicznie rzecz biorąc, Klimcia ma rację. Dziura w polu to dobra metafora, bo zaburzone pole aury dosłownie przestaje być szczelne i nie chroni przed zewnętrznymi energiami.
No ale większość bioenergoterapeutów się z tym zgodzi, że stres osłabia ochronną warstwę aury. To nie jest kontrowersyjne.
Wchodząc w tę wymianę — myślę, że Otylijka ma rację, że warto to rozróżniać. Bo jedno to osłabione pole jako stan, a drugie to aktywne 'przyciąganie'. Ja w praktyce widzę raczej to pierwsze: ludzie w chronicznym stresie mają pole bardziej porowate, słabiej spójne. Ale nie powiedziałabym, że to automatycznie ściąga zewnętrzne złe energie. To trochę inne twierdzenie. A wracając do Blanki — właśnie dlatego afirmacje w silnym stresie mogą wymagać zmiany formy, nie tylko treści.
Co masz na myśli mówiąc zmiana formy? Że zamiast powtarzac słowa robić coś inaczej?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale nie bardzo rozumiem jak 'pole odpycha intencję'. To jest metafora czy wy to dosłownie tak odczuwacie? Pytam bo sama chciałabym spróbować pracy z afirmacjami ale nie mam pojęcia jak sprawdzić czy coś w ogóle działa.
Mnie też ciekawi odpowiedź na to pytanie Wikusi. I jeszcze jedno mam — czy jak ktoś nigdy nie pracował z polem i jest bardzo zestresowany, to czy warto w ogóle zaczynać? Czy może lepiej najpierw rozładować stres normalnie, przez sport czy coś, a dopiero potem wchodzić w energetykę?
Dobra, ale wracając do mojego pytania — bo nie do końca dostałam odpowiedź — jak to sprawdzić czy afirmacje w ogóle działają? Mam na myśli coś konkretnego, nie 'poczuj to'. Bo ja nie wiem co mam czuć.
Strzaska trafia w coś ważnego. Czakra gardła i praca z afirmacjami są mocno powiązane, bo to dosłownie centrum wyrazu i prawdy. Jeśli jest tam blokada ze stresu, to słowa wychodzą, ale jakby bez zakorzenienia. Przy czym nie powiedziałabym, że to znaczy, że nic nie działa — raczej że pracujesz na dwóch poziomach jednocześnie, słownym i energetycznym, i jeden hamuje drugi.
No to jak w ogóle wyjść z tego błędnego koła? Bo jeśli stres blokuje gardło, a blokada gardła sprawia że afirmacje nie wchodzą, a afirmacje miały pomóc ze stresem, to co ma być pierwsze?
To co mówi Marchewka jest myślę bardzo typowe — granica między stresem a chronicznym zmęczeniem jest rozmyta i z perspektywy pracy z polem to ma znaczenie. Pole w chronicznym zmęczeniu wygląda inaczej niż w ostrym stresie, przynajmniej tak opisują to bioenergoterapeuci których znam. W zmęczeniu jest bardziej spłaszczone, a nie porowate jak przy ostrym stresie.
A ja chcę wrócić do pytania Wikusi, bo mnie też nie odpowiedziano do końca. Ametystia wspomniała że ciało jest pierwszą warstwą pola. Czy to znaczy, że jeśli stres objawia się fizycznie, np. bólem głowy albo napięciem karku, to to jest ta informacja o tym co dzieje się z polem?
Dobra, to ja rozumiem że ciało daje sygnały. Ale jak mam wiedzieć czy to jest sygnał energetyczny czy po prostu siedzę za długo przed komputerem? Serio pytam, bo może po prostu mam zbyt napięte mięśnie i to nie ma nic wspólnego z polem.
Ale Otylijka, jeśli nie można tego rozdzielić, to jak w ogóle wiedzieć czy praca z polem pomogła, a nie po prostu wzięłam ibuprofen i kark przestał boleć?
A czy przy silnym stresie pole może się zamknąć tak bardzo, że w ogóle nie przyjmuje energii z zewnątrz? Pytam bo ostatnio byłam na sesji u terapeutki i powiedziała że moje pole jest bardzo zamknięte i musi pracować dwa razy dłużej. Zastanawiam się czy to był tylko stres czy coś więcej.
To co mówi Ametystia o delikatniejszym wejściu ma sens, ale mam pytanie praktyczne — czy to znaczy, że jak pole jest zamknięte ze stresu, to lepiej w ogóle nie iść na sesję i najpierw samej coś zrobić? Czy właśnie wtedy potrzeba kogoś z zewnątrz?
Szczerze? Kilka dobrych miesięcy. Może nawet pół roku. Więc chyba odpowiedź jest jasna. Ale właśnie dlatego zastanawiam się teraz czy afirmacje w ogóle mają sens jako punkt wejścia przy takim zamknięciu.
A ja właśnie o to chciałam zapytać, bo to wraca do tego co było wcześniej. Jeśli pole jest zamknięte przez długo, to afirmacje nie wchodzą, sesja jest trudniejsza, co jeszcze zostaje? Trochę to brzmi jakby nie było wyjścia przy takim stresie chronicznym.
Marchewka, a to napięcie w plecach to masz w konkretnym miejscu czy przez całe? Bo czytałam że różne partie kręgosłupa odpowiadają różnym czakrom i zastanawiam się czy to nie jest przypadek, że właśnie plecy.
Mnie to sie napięcie w plecach bardzo kojarzy z blokowaniem czakry solarnej, bo jak mam dużo stresu to mam coś jakby kamień pod żebrami i wtedy żadne afirmacje z obszaru pewności siebie po prostu nie wchodzą. Dopiero jak to jakoś rozruszam, to coś odpuszcza.
To co Blanka mówi o mówieniu do ściany jakoś mi się zgadza z moim doświadczeniem. Ale zastanawiam się nad czymś innym — czy jest w ogóle moment, kiedy wiadomo że pole jest na tyle otwarte, żeby afirmacje zaczęły naprawdę działać? Czy to się po prostu czuje?
