Ostatnio czytałam o bioenergoterapii i zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co może brzmieć dziwnie, ale nie daje mi spokoju. Skoro energia życiowa wpływa na stan organizmu, to czy może też wpływać na metabolizm? Mam na myśli coś konkretnego - czy sesje bioenergoterapii, oczyszczanie aury, praca z czakrami mogą realnie wpłynąć na to, jak ciało spala kalorie? Pytam, bo sama zaczęłam chodzić na sesje i zauważyłam, że mam więcej energii i jakby mniej ochoty na słodycze, ale nie wiem czy to zbieg okoliczności. Ciekawa jestem, czy ktoś miał podobne doświadczenia albo wie coś więcej na ten temat.
To ciekawy trop. Ja patrzyłabym na to od strony czakry splotu słonecznego - Manipura odpowiada za trawienie i przemianę materii, więc jeśli praca energetyczna ją aktywuje, to logiczne, że metabolizm mógłby być bardziej stabilny. Ale mam pytanie - jakie dokładnie sesje robisz? Bo to dość istotne, czy mówisz o nakładaniu rąk, pracy z czakrami, czy czymś innym.
Zanim pójdziemy dalej w stronę czakr, chciałem zapytać o coś bardziej podstawowego. Kiedy mówimy, że energia 'wpływa na spalanie kalorii', to co mamy na myśli mechanistycznie? Bo widzę tutaj dwa różne poziomy dyskusji - jeden to subiektywne odczucia takie jak więcej siły, mniejszy apetyt, które są realne i nie podważam ich. Drugi to literalne twierdzenie, że bioenergoterapia zmienia tempo przemiany materii w sensie fizjologicznym. Te dwie rzeczy to nie to samo i warto je rozróżnić, zanim zaczniemy wyciągać wnioski.
No właśnie, dobrze że ktoś to powiedział. Mam wrażenie, że te dyskusje często mieszają poziomy i potem trudno je rozplątać. Ale z drugiej strony - skoro medycyna nie umie wyjaśnić wszystkiego, to czy brak mechanizmu automatycznie wyklucza efekt? Sama nie jestem specjalistką od bioenergii, ale pamiętam jak czytałam o badaniach nad efektem placebo - i tam też 'nic nie ma', a działa. Nie mówię, że to samo, ale pytanie jest zasadne.
Placebo to jednak trochę co innego, bo tam mamy realne zmiany biochemiczne wywołane przekonaniem, nie zewnętrznym polem energetycznym. Ale wracając do pytania z wątku - mniejszy apetyt na słodycze po sesjach to wcale nie jest mała rzecz. Jeśli bioenergoterapia zmniejsza stres i kortyzol spada, to automatycznie zmienia się gospodarka cukrowa i apetyt. Może więc efekt jest realny, tylko ścieżka jest inna niż myślimy?
Ja mam takie pytanie do wszystkich, może trochę z boku - czy ktoś wie, czy do pracy z metabolizmem przez energię lepiej nadają się kamienie? Czytałam, że cytry i tygrysie oko podobno wspierają trawienie. Ale nie wiem, czy to ma jakiś związek z tym, o czym tu mówicie, czy to zupełnie inny mechanizm.
I tu jest właśnie sedno problemu, który sygnalizowałem wcześniej. Ciepło po relaksie i 'aktywacja czakry' to w praktyce niemożliwe do rozróżnienia z zewnątrz. Nie mówię tego złośliwie, ale uczciwie. Jeśli efektem sesji jest głęboki relaks, to cała reszta - lepsza praca trawienna, spokojniejszy apetyt, mniej kortyzolu jak słusznie zauważyła Latawica - może następować właśnie przez ten kanał. I to jest już wyjaśnienie, które da się sensownie obronić. Czy to jednak znaczy, że 'energia wpływa na metabolizm'? Zależy, co rozumiemy przez energię.
Ale Czarnobog57 - to trochę tak, jakby powiedzieć, że modlitwa działa tylko dlatego, że uspokaja. Może tak, a może ona naprawdę coś uruchamia. W ezoteryce nie zawsze szukamy redukcji do biologii, tylko innych warstw rzeczywistości. Nie twierdzę, że masz błąd w rozumowaniu, ale to podejście wyklucza pewne możliwości z góry.
Mam własne doświadczenie z tym tematem, bo przez jakiś czas regularnie chodziłem na bioenergoterapię po kontuzji. Efekt na metabolizm? Szczerze - nie wiem. Ale byłem wtedy dużo spokojniejszy, lepiej spałem i zauważyłem, że przestałem jeść 'ze stresu'. Schudłem kilka kilogramów i do dziś nie wiem, czy to energia, relaks, czy po prostu zmiana nawyków, która z tego wynikła. Może to nie ma sensu rozdzielać?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że brakuje jednego wątku. Mówimy o metabolizmie jak o czymś jednolitym, ale przecież na niego wpływa mnóstwo czynników - sen, stres, hormony, rytm dobowy. Bioenergoterapia jeśli rzeczywiście coś robi, to pewnie nie 'bezpośrednio' przyspiesza spalanie, ale może regulować te pośrednie czynniki. Pytanie do osób z większym doświadczeniem: czy terapeuci sami mówią wprost, że pomagają przy metabolizmie, czy raczej ostrożniej to formułują?
Ja powiem tak: pracowałam z kilkoma terapeutami i najlepszy efekt na samopoczucie i apetyt miałam u osoby, która pracowała konkretnie z Manipurą i czakrą podstawy jednocześnie. Mówiła, że te dwie czakry razem regulują 'ogień trawienny' i gdy są zbalansowane, ciało samo wie ile potrzebuje jedzenia. I u mnie to działało. Mniej kusiły mnie przekąski wieczorami.
Dobry pomysł z tym dziennikiem, sama o tym nie myślałam. Ja zaczynam czwartą sesję za kilka dni i właściwie mogłabym zacząć coś notować. Tylko nie wiem co dokładnie zapisywać, żeby to miało sens. Co jecie na śniadanie? Co czujecie w brzuchu? Trochę głupio to brzmi jak tak powiem na głos.
Nie brzmi głupio, wręcz przeciwnie. Ja bym zapisywała poziom energii rano i wieczorem w skali, apetyt na konkretne rzeczy, sen i ogólny nastrój. To daje obraz w czasie i po miesiącu widać czy cokolwiek się przesuwa. Ale ważne żeby notować też dni bez sesji, inaczej nie ma punktu odniesienia.
Dziennik to dobry pomysł, ale mam jedno zastrzeżenie metodologiczne. Jeśli wiemy, że robimy sesje i czekamy na efekty, to nasze zapiski będą obciążone oczekiwaniem. Nie mówię, że nie warto, bo samowiedza zawsze coś daje, ale żeby naprawdę coś z tego wyciągnąć, potrzeba byłoby prowadzić dziennik bez wiedzy, czy sesja 'była prawdziwa'. I to jest trudne do zorganizowania.
Słuchajcie, to dyskusja trwa już ładny czas i mam wrażenie, że kręcimy się trochę w kółko. Czarnobog57 będzie zawsze miał rację, że bez mechanizmu nie można orzec o przyczynie. Ale większość z nas nie przyszła tutaj, żeby udowadniać naukę, tylko żeby podzielić się doświadczeniami. Czy możemy pogodzić oba podejścia bez wzajemnego podważania sensu rozmowy?
A co, jeśli terapeuta nie mówi nic konkretnego ani w jedną ani w drugą stronę? Moja sąsiadka chodzi do kogoś, kto w ogóle nie tłumaczy co robi, tylko milczy i pracuje. Ona mówi, że to lepsze bo nie ma sugestii, ale ja nie wiem czy to nie jest gorsze, bo nie wiadomo na co czekać.
U mnie jest odwrotnie - terapeutka mówi dużo w trakcie sesji. Opisuje co czuje w różnych miejscach ciała, gdzie widzi 'zagęszczenia' i co z nimi robi. Z jednej strony czuję się poinformowana, z drugiej zastanawiam się, czy przez to nie sugeruję sobie za dużo. Bo jak mi mówi, że 'tu jest blokada', to zaczynam tam coś czuć.
No i właśnie, Orlikowa, to jest bardzo uczciwe spostrzeżenie. To co opisujesz to klasyczny przykład jak sugestia tworzy odczucie. Nie twierdzę, że twoja terapeutka robi to celowo, ale efekt jest taki sam. Pytanie: co czułaś ZANIM zaczęła mówić?
To by było ciekawe ćwiczenie - poprosić terapeutę żeby nie informował na bieżąco gdzie pracuje, i zobaczyć czy odczucia nadal się pojawiają w odpowiednich miejscach. Trochę jak test, tylko bez presji. Czy myślisz, że twoja terapeutka zgodziłaby się na taką sesję?
Wracając chwilę do metabolizmu, bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś z was słyszał coś o tym, że regularność sesji ma znaczenie? Tzn. czy dwie sesje w tygodniu dają inny efekt niż jedna raz na miesiąc? Pytam bo kilka osób opisywało zmiany, ale nie wiem w jakich odstępach chodziły.
Zapytałam o regularność i jakoś temat ucichł, więc dopytam jeszcze inaczej - czy ktoś próbował zrobić przerwę po jakimś czasie i sprawdzić co się dzieje? Bo zastanawiam się, czy efekty, o których tu mówimy, utrzymują się bez sesji czy po prostu zanikają.
Ciekawe co mówisz, Czarnobog57, bo moja terapeutka właśnie pracuje dużo przy obszarze splotu słonecznego i mówi, że to centrum emocji związanych z jedzeniem i przetwarzaniem. Nie wiem czy to czakrowe podejście, czy coś innego, ale po sesjach faktycznie mam mniejszą potrzebę jedzenia z nudów albo ze stresu.
Splot słoneczny to właśnie trzecia czakra, manipura, i tak, w podejściu energetycznym odpowiada za trawienie, sprawczość i to co robimy z emocjami na poziomie fizycznym. To nieprzypadkowe, że terapeuci pracują tam przy tematach z jedzeniem. Ale Czarnobog ma rację, że nie wiemy co jest mechanizmem.
Przepraszam że się wtrącę z głupim pytaniem, ale - czy bioenergoterapia to zawsze praca przy czakrach? Myślałam, że to dwie różne rzeczy. Moja sąsiadka chodzi do kogoś, kto w ogóle nie mówi o czakrach, tylko o 'polu bioenergetycznym'. Co to jest i czym się to różni?
Wracam do kwestii Orlikowej z poprzednich postów, bo to zostało niedokończone. Propozycja była, żeby poprosić terapeutkę o sesję bez bieżącego komentowania i potem porównać odczucia. Czy w ogóle rozważasz coś takiego? Bo to by było naprawdę ciekawe.
Myślę że większość rzetelnych terapeutów by się zgodziła. To wychodzi z ciekawości, nie z kwestionowania ich metod. Ja bym powiedziała wprost, że robię taki eksperyment na sobie i czy mogłaby przez jedną sesję pracować bez opisywania na głos. Reakcja też wiele mówi o człowieku.
Mam pytanie, bo czytam tę dyskusję od początku i jestem ciekawy jednej rzeczy. Wszyscy mówicie o metabolizmie i jedzeniu, ale nikt nie wspomniał o aktywności fizycznej. Czy ktoś z was zauważył zmiany w tym jak się rusza albo ile ma energii do ruchu po sesjach? Może wpływ idzie też tą drogą.
