Forum

Asystent AI
Współistnienie reli...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Współistnienie religii w jednym kraju - tolerancja, synkretyzm czy konflikt?

Strona 2 / 4

Wpisy: 609
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Tymek, to jest serce sprawy dla każdej tradycji ezoterycznej. Runy przeszły przez warstwę przedchrześcijańską, przez chrystianizację, przez romantyzm, przez nacjonalizm XIX w., przez neopogaństwo. Każda z tych warstw zostawiła ślad. Pytanie nie brzmi 'która warstwa jest prawdziwa' tylko 'do której się odwołujesz i czy jesteś tego świadomy'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@monisia_m)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 504

@Czarek ale czy to oznacza, że pracując z runami trzeba się deklarować do której warstwy należysz? Bo ja używam run i szczerze nie wiem jak to dokładnie sklasyfikować. Po prostu działa. Czy to jest problem?


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Monisia_M nie, nie trzeba się deklarować - ale warto wiedzieć że te warstwy istnieją, żeby nie mówić że robisz 'rdzenną praktykę wikingów' kiedy tak naprawdę korzystasz z Eddy Poetyckiej spisanej w XIII wieku przez chrześcijańskiego mnicha. To nie chodzi o poprawność, tylko o uczciwość.


Odpowiedz
Wpisy: 731
 Mara
(@mara)
Połączone: 2 lata temu

A ja mam pytanie bo trochę się zgubiłam w tej dyskusji. Wy mówicie o tolerancji między religiami, ale chyba też o tym że te religie wewnętrznie są niejednolite? Bo jak można mówić o dialogu między 'buddyzmem' a 'chrześcijaństwem' skoro obie te rzeczy to są setki różnych tradycji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lucyda)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 252

@Mara właśnie. I to jest moim zdaniem jeden z większych problemów w tej dyskusji - operujemy etykietkami. 'Chrześcijaństwo' i 'islam' to nie są monolity. Kiedy mówi się że dwie religie 'współistnieją' to tak naprawdę mówi się że współistnieją konkretne społeczności z konkretnymi praktykami. A to jest znacznie bardziej skomplikowane.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@ilonka_99)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co Lucyda mówi mi się kojarzy z czymś co czytałam o Indiach. Tam w jednej wiosce mogą być hinduiści, muzułmanie i chrześcijanie i żyć spokojnie przez pokolenia, a potem w ciągu tygodnia wybucha przemoc. Co się wtedy zmienia? Czy nagle 'przestają tolerować' czy raczej ktoś to z zewnątrz odpala?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 703

@Ilonka_99 badacze konfliktów religijnych mają na to termin - 'compartmentalization', czyli przedziałowanie. Ludzie żyją obok siebie po prostu nie podnosząc pewnych tematów. To nie jest głęboka tolerancja oparta na zrozumieniu, tylko pewnego rodzaju milcząca umowa. I ta umowa pęka gdy ktoś zewnętrzny - polityk, media, ekstremista - zaczyna aktywnie wskazywać na różnice.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie Jacku, naprawdę dużo mi to dało do myślenia! Ale chciałam zapytać - bo może to naiwne pytanie - czy ta 'milcząca umowa' o której piszesz nie jest właśnie tym co nazywamy synkretyzm? Czy to dwa różne zjawiska?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Pelagiusza_R to nie jest naiwne pytanie, wręcz przeciwnie. Synkretyzm to coś innego - to jest aktywne mieszanie elementów z różnych tradycji w jeden system. Milcząca umowa to raczej paralelne istnienie bez mieszania. Możesz mieszkać obok siebie i nie wchodzić sobie w drogę, ale to nie znaczy że wasze praktyki się łączą.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@renia)
Połączone: 2 tygodnie temu

Ale czy ta 'milcząca umowa' to nie jest właśnie to co mamy w Polsce? Mam wrażenie że większość Polaków jest 'tolerancyjna' dokładnie w tym sensie - po prostu nie myśli o innych religiach. I zastanawiam się czy to jest wystarczające, czy w momencie kryzysu to by się posypało tak jak Jacek opisuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fela73)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Renia myślę że to zależy od tego co jest tym 'kryzysem'. W Polsce kryzys migracyjny kilka lat temu pokazał że ta tolerancja jest bardzo powierzchowna wobec islamu. Ale jednocześnie mamy długą historię z Tatarami polskimi którzy są tu od XVI wieku i to współistnienie jakoś działało. Więc może to kwestia znajomości konkretu a nie abstrakcji?


Odpowiedz
Wpisy: 299
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Tatarzy polscy to bardzo ciekawy przykłd bo oni nawet meczety mają od setek lat i nikt z tego nie robił problemu. Mam pytanie - czy oni przeszli jakiś synkretyzm z polskością czy raczej zachowali swoją tożsamość oddzielnie? Bo to chyba ważne dla tego co piszecie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lipka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 467

@Gabrysia98 o ile wiem to jest właśnie przykład udanego współistnienia bez synkretyzmu - zachowali islam, ale np. modlitwy zapisywali w języku polskim arabskim pismem, czyli taki unikalny mix. Więc może i synkretyzm i oddzielność jednocześnie?


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Lipka, to jest dobry przykład bo pokazuje że te kategorie - synkretyzm, tolerancja, konflikt - nie wykluczają się wzajemnie i mogą istnieć jednocześnie na różnych poziomach. Na poziomie doktryny zostaje się wiernym swojej tradycji, na poziomie języka i kultury dochodzi do mieszania. I to chyba jest zdrowy model - wiesz skąd jesteś, ale rozmawiasz językiem miejsca gdzie żyjesz.


Odpowiedz
Wpisy: 703
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Malinowa opisuje to jest chyba najlepszy model do myślenia o tym temacie. Że te poziomy - doktrynalny, kulturowy, językowy, codzienny - mogą iść w zupełnie różnych kierunkach jednocześnie. I to mi się łączy z czymś co chciałem powiedzieć od dawna: może problem z 'tolerancją' jako pojęciem polega na tym, że zakładamy że musi być jeden poziom. Albo tolerujesz całość, albo odrzucasz całość. A tymczasem można zaakceptować kogoś jako sąsiada i odrzucać jego teologię.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@renia)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 188

@Jacek ale czy to nie jest właśnie hipokryzja? Mówię że toleruję kogoś, ale wewnętrznie uważam jego wiarę za błędną. Czy to jest uczciwa tolerancja?


Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Renia a czy tolerancja w ogóle wymaga porzucenia własnych przekonań? Wydaje mi się że nie - że właśnie chodzi o to, żeby mieć swoje zdanie i mimo to nie ingerować w cudze wybory. Gdybyś musiała uważać wszystkie religie za równie prawdziwe, to już byłby nie tolerancja, tylko relatywizm.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@ilonka_99)
Połączone: 6 miesięcy temu

Franek ma rację, bo pamiętam jak czytałam że Voltaire mówił coś takiego - że tolerancja to nie znaczy że akceptujesz błąd, tylko że nie prześladujesz za błąd. Trochę zimne, ale chyba realistyczne. Choć mnie osobiście bardziej odpowiada coś cieplejszego, jakieś prawdziwe zaciekawienie drugą tradycją. Czy ktoś tu miał doświadczenie z naprawdę głębokim poznaniem innej religii niż własna?


Odpowiedz
Wpisy: 211
Rozpoczynający temat
(@tymek89)
Połączone: 4 tygodnie temu

Mnie to pytanie Ilonki bardzo uderza, bo właśnie przez runy zacząłem się interesować nordycką mitologią, a przez nią trafiłem na porównania z innymi tradycjami indoeuropejskimi, i nagle okazało się że pewne struktury myślenia są podobne u Słowian, Hindusów, Celtów. Czy to jest właśnie ten synkretyzm o którym mówiliście wcześniej, czy raczej po prostu wspólne korzenie?


Odpowiedz
Wpisy: 609
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

to ważne rozróżnienie. Wspólne korzenie indoeuropejskie to nie jest synkretyzm - to jest coś co badacze nazywają por��wnawczą mitologią. Synkretyzm to świadome łączenie tradycji które niekoniecznie mają wspólne korzenie. Kiedy patrzysz na podobieństwa między Odinem a Waruna, to nie synkretyzm - to archeologia języka i kultury. Synkretyzm byłby gdybyś zaczął łączyć praktyki runiczne z wedyjskimi mantrami w jednym rytuale, bo ci pasuje estetycznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Czarek ale przecież wiele szkuł ezzoterycznych właśnie to robi i działa. Jak Teosofia, jak Nowy Wiek w ogóle. Połączyli Wschód z Zachodem i miliony ludzi to praktykuje. Więc to czy ma wspólne korzenie czy nie, to moim zdaniem drugozdrzędna sprawa.


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Dzikitaurus nie twierdzę że nie działa ani że jest złe. Mówię że to są różne rzeczy i warto je nazywać właściwie. Teosofia to przykład świadomego synkretyzmu - i Bławatska sama nigdy tego nie ukrywała. Problem zaczyna się kiedy ktoś mówi że robi 'autentyczną wedyjską praktykę' a tak naprawdę robi eklektyczny mix z New Age. To kwestia przejrzystości, nie wartościowania.


Odpowiedz
Wpisy: 504
(@monisia_m)
Połączone: 7 miesięcy temu

To mnie trochę niepokoi bo sama łączę różne rzeczy w swojej praktyce. Runy, trochę astrologii, trochę elementów słowiańskich. Czy to znaczy że powinnam się jakoś 'deklarować' że to jest synkretyzm a nie rdzenna tradycja? Bo szczerze to nigdy nie mówiłam że robię coś rdzennego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 411

@Monisia_M jeśli nie twierdzisz że to rdzenна tradycja, to nie ma problemu. Kłopot jest tylko kiedy ktoś sprzedaje eklektyczną praktykę jako 'starożytną tajemnicę przekazywaną przez pokolenia'. To jest wtedy nieuczciwość wobec siebie i wobec innych. Natomiast świadomy synkretyzm ma długą historię - zresztą większość religii które znamy dzisiaj to są produkty synkretyzmu, czy tego chcą czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@wiolka88)
Połączone: 3 tygodnie temu

Właśnie o to chodzi, Malinowa. Chrześcijaństwo wzięło Boże Narodzenie z kultów solarnych, Wielkanoc z wiosennych rytuałów płodności, święci przejęli funkcje lokalnych bóstw. To jest synkretyzm który trwał setki lat i teraz nikt tego nie kwestionuje jako 'nieczysty'. Więc dlaczego współczesny eklektyzm ma inny status?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 703

@Wiolka88 bo czas nadaje legitymizację. To co stare wydaje się bardziej 'autentyczne' niż to co nowe, nawet jeśli mechanizm powstania jest identyczny. To jest chyba jeden z największych paradoksów w tej dyskusji o tolerancji - że starsze tradycje mają więcej prawa do istnienia w powszechnym odczuciu niż nowe.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Jacku to jest bardzo ważna obserwacja, naprawdę otworzyło mi oczy! Ale chciałam się zapytać czy to znaczy, że np. nowe ruchy religijne jak Kościół Scjentologiczny albo neopogaństwo Wicca mają mniejsze prawo do tolerancji dlatego że są nowe? Czy to się jakoś odbija na tym jak są traktowane przez prawo albo społeczeństwo?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fela73)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Pelagiusza_R w Polsce przynajmniej prawo tego nie rozróżnia - formalnie każdy związek wyznaniowy może się zarejestrować. Ale społecznie różnica jest ogromna. Wicca albo rodzimowierstwo słowiańskie to dla wielu ludzi wciąż 'zabawa', a katolicyzm czy prawosławie to 'prawdziwa religia'. Ciekawe że ta hierarchia wiek-autentyczność działa też wewnątrz ezoteryki, prawda? Astrologia ma więcej powagi niż karty, bo jest 'starsza'.


Odpowiedz
(@lipka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 467

@Fela73 to prawda i sama to zauważam w rozmowach poza forum. Jak mówię że czytam karty to ludzie się trochę śmieją, jak mówię że interesuję się astrologią to już mniej, a jak powiem że interesuję się buddyzmem to jest nagle poważna rozmowa. A to są wszystko systemy interpretacji rzeczywistości, tylko inaczej opakowane.


Odpowiedz
Wpisy: 731
 Mara
(@mara)
Połączone: 2 lata temu

Lipka, ale buddyzm to jednak coś innego niż tarot, nie? Buddyzm ma filozofię, etykę, całe podejście do życia. Tarot to... no, wróżenie trochę. Czy na pewno wrzucamy je do jednego worka? Pytam szczerze bo nie wiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Mara to zależy jak rozumiesz tarot. Jako wróżbę z kart - tak, dość powierzchowne użycie. Ale system symboliczny tarota ma głęboki związek z kabałą, hermetyzmem, alchemią. Niektórzy używają go wyłącznie jako sposób psychologiczne do samopoznania, w ogóle bez wróżenia. Więc to co widzisz z zewnątrz jako 'wróżenie' może być czymś zupełnie innym w środku. Trochę jak z tantrą - z zewnątrz jedno, w środku drugie.


Odpowiedz
Wpisy: 211
Rozpoczynający temat
(@tymek89)
Połączone: 4 tygodnie temu

Ballen, to teraz pytanie do tematu - jeśli z zewnątrz religia wygląda jak coś, a w środku jest czym innym, to jak ma wyglądać tolerancja między religiami? Tolerujemy to co widać czy to co jest wewnątrz? Bo wracając do początku wątku, to chyba jest clue całego problemu ze współistnieniem religii - każda tradycja ma powierzchnię i głębię, i często dialog toczy się tylko na powierzchni.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@lucyda)
Połączone: 1 miesiąc temu

Tymek, to jest dokładnie to o czym myślałam od kilku postów. Ten problem 'powierzchnia kontra głębia' jest może najważniejszy dla całej kwestii tolerancji. Dwie wspólnoty mogą się tolerować na poziomie powierzchni - świąt, strojów, budynków - i jednocześnie nie mieć pojęcia co naprawdę myśli i czuje ta druga strona. I wtedy przy pierwszym kryzysie wszystko się sypie, bo ta głębia nigdy nie była w kontakcie. Czy to nie jest właśnie ta 'milcząca umowa' o której Jacek mówił wcześniej?


Odpowiedz
Wpisy: 567
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Czytam ten wątek od początku i mam takie proste pytanie bo może coś przegapiłam - mówicie dużo o tym jak religie współistnieją albo nie w krajach i społeczeństwach, ale co z jednostką? Jak ktoś sam w sobie nosi dwie tradycje, na przykład wychowany katolik który praktykuje jogę albo medytację zen, to jest w nim synkretyzm czy konflikt czy coś jeszcze innego?


Odpowiedz
Wpisy: 211
Rozpoczynający temat
(@tymek89)
Połączone: 4 tygodnie temu

Honorata, to świetne pytanie i myślę że właśnie tutaj jest serce całej dyskusji. Bo społeczeństwo składa się z jednostek i jeśli jednostka nie potrafi pogodzić w sobie dwóch tradycji, to jak dwa narody mają się dogadać? Mnie to dotyczy osobiście - wychowany w katolickim domu, teraz siedzę po nocach i czytam o runach i nordyckich bogach. I nie wiem czy to jest konflikt, tolerancja czy jakiś mój własny synkretyzm.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@lucyda)
Połączone: 1 miesiąc temu

ale czy ty sam to odczuwasz jako konflikt? Bo to jest kluczowe. Można nosić w sobie dwie tradycje bez napięcia, jeśli pełnią inne funkcje w twoim życiu. Albo mogą ze sobą ostro kolidować. Skąd wiesz którą masz sytuację?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Lucyda właśnie o to mi chodziło! Chcę się dowiedzieć czy to jest jakoś rozwiązywalne czy człowiek musi w końcu wybrać. Bo ja sama mam podobnie - crzczona, ale od kilku lat interesuję się buddyzmem i te dwie rzeczy jakoś we mnie siedzą obok siebie. Czy to jest nieuczciwe wobec którejś z nich?


Odpowiedz
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 703

@Honorata nieuczciwe wobec tradycji? Tradycja to nie jest osoba która może czuć się zdradzana. Ale rozumiem skąd to pytanie - chodzi chyba o to czy można być w pełni zaangażowanym w dwie rzeczy jednocześnie, bez rozmywania jednej i drugiej. I to już jest pytanie o integralność własnej praktyki, nie o lojalność wobec jakiejś instytucji.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Moim zdanim to w ogóle jest fałszywy dylemat. Mnóstwo ludzi praktykuje kilka rzeczy naraz i nikomu nic nie jest. Japończycy masowo łączą shinto z buddyzmem od tysiąc lat i nikt nie pyta czy to uczciwe. To jest ten azjatycki pragmatyzm religijny o którym pisałem wcześniej. Europa ma obsesję na punkcie exkluzywności.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Dzikitaurus Japonia to akurat bardzo specyficzny przypadek, bo shinto i buddyzm mają w Japonii historię wzajemnego przenikania się która trwała wieki i była świadomie zarządzana przez państwo. To nie jest spontaniczny synkretyzm jednostki. Poza tym - czy 'nikomu nic nie jest' to wystarczający argument że coś działa dobrze? Można żyć bez refleksji nad wieloma rzeczami i też nic się nie stanie.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Czarek ale dlaczego musi być 'zarządzane przez państwo' żeby być autentyczne? Przeciętny Japończyk w Tokio który idzie do shinto świątyni na Nowy Rok i medytuje zen w tygodniu nie myśli o żadnym historycznym zarządzaniu. Po prostu żyje. I jakoś funkcjonuje. Chyba że twierdzisz że potrzeba oficjalnej pieczątki żeby religia była prawdziwa.


Odpowiedz
Wpisy: 629
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale żeby wrócić do pytania Honoraty - bo mi się wydaje że to pytanie o 'uczciowść' wobec tradycji jest bardzo zachodnie i bardzo katolickie w swoim założeniu. Katolicyzm ma wyraźną doktrynę że jest jedyną prawdziwą drogą, więc siłą rzeczy każda inna praktyka jest z jego perspektywy problematyczna. Buddyzm tego nie mówi. Więc może pytanie zależy od tego z której strony patrzysz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Franek o, to jest ciekawe. Czyli buddyzm nie miałby problemu z tym że jednocześnie jestem ochrzczona, ale katolicyzm już tak? To by znaczyło że konflikt jest jednostronny?


Odpowiedz
Wpisy: 504
(@monisia_m)
Połączone: 7 miesięcy temu

Nie do końca, bo buddyzm teoretycznie jest otwarty ale w praktyce konkretne szkoły buddyjskie potrafią być bardzo wymagające. Theravada na przykład ma bardzo precyzyjne wymagania dotyczące praktyki. Więc to nie jest tak że buddyzm to jest taka duchowa bufetowa przy której możesz sobie wziąć co chcesz z pozostałymi talerzami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Monisia_M to prawda ale to rozróżnienie poziomów ma sens. Buddyzm jako filozofia jest bardzo otwarty - sam Budda mówił żeby sprawdzać nauki na własnym doświadczeniu zamiast ślepo wierzyć. Konkretne instytucje buddyjskie są już inną sprawą. I to jest chyba klucz do odpowiedzi na pytanie Honoraty - pytasz o tradycję jako filozofię czy jako instytucję?


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@renia)
Połączone: 2 tygodnie temu

Przepraszam że się wtrącę z czymś trochę z boku, ale właśnie to mnie uderzyło - że my tu mówimy o tolerancji między religiami w skali kraju albo społeczeństwa, ale może najpierw trzeba by się zastanowić jak to działa na poziomie rodziny? Bo u mnie w domu jest tak że ja interesuję się różnymi rzeczami, a reszta rodziny jest bardzo katolicka i to jest napięcie które czuję codziennie. Czy ktoś miał podobnie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiolka88)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 262

@Renia mam dokładnie to samo i szczerze to jest trudniejsze niż jakikolwiek dyskurs społeczny. Można teoretyzować o tolerancji między islamem a chrześcijaństwem w skali kraju, ale jak twoja mama pyta dlaczego nie idziesz na niedzielną mszę, to cała filozofia gdzieś ucieka. Jak ty to rozwiązujesz?


Odpowiedz
(@renia)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 188

@Wiolka88 właściwie to nie rozwiązuję, raczej omijam temat. Co chyba nie jest tolerancją tylko unikaniem konfliktu. I zastanawiam się czy to nie jest podobne do tego co Lucyda mówiła o tolerancji na poziomie powierzchni - że tolerujemy zachowania ale nie rozmawiamy o tym co jest w środku.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@lucyda)
Połączone: 1 miesiąc temu

Renia, to jest bardzo celne połączenie. Unikanie tematu to nie jest tolerancja - to jest zawieszenie broni. A zawieszenie broni może trwać latami i wyglądać jak pokój, ale pierwsza poważna rozmowa wszystko może wywrócić. Pytanie czy w rodzinie w ogóle jest możliwa ta głębsza tolerancja o której Tymek pisał wcześniej, ta dotycząca wnętrza a nie powierzchni?


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@ilonka_99)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja myślę że to jest możliwe ale wymaga żeby obie strony naprawdę chciały rozumieć, a nie tylko nie kłócić się. A to jest rzadkie. Pamiętam jak rozmawiałam z babcią o moich kartach i ona powiedziała że się martwi o moją duszę, a ja zrozumiałam że ona to mówi z miłości, nie z agresji. I jakoś ta rozmowa była dobra mimo że żadna z nas nie zmieniła zdania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 205

@Ilonka_99 to jest takie piękne co piszesz o babci! Naprawdę mnie wzruszyło. Ale właśnie - twoja babcia powiedziała że się martwi. Czyli jednak nie zaakceptowała twoich kart. To jest tolerancja czy tylko miłość silniejsza niż sprzeciw? Bo to chyba nie jest to samo?


Odpowiedz
(@ilonka_99)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 297

@Pelagiusza_R hm, nie myślałam o tym tak. Może masz rację że to było coś innego niż tolerancja. Może to była właśnie ta miłość o której Franek pisał wcześniej, że może być cieplejsza od tolerancji. Ale czy to znaczy że tolerancja jest zimnym minimum a miłość jest maksimum? I że w rodzinie mamy szansę na to maksimum?


Odpowiedz
Wpisy: 703
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

To mnie trochę niepokoi bo robi się z tego taka hierarchia gdzie tolerancja jest niemal zła bo jest za mała. A tolerancja jako kategoria polityczna i społeczna jest absolutnie niezbędna właśnie dlatego że nie możemy wymagać od wszystkich miłości. Państwo nie może nakazać obywatelom żeby się kochali. Może tylko nakazać żeby się nawzajem tolerowali. I to jest wystarczające na poziomie prawa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fela73)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Jacek ale my tu chyba mieszamy dwa poziomy - poziom prawa i poziom relacji. Na poziomie prawa masz rację, tolerancja jako minimum jest kluczowa. Ale w dyskusji o współistnieniu religii w jednym kraju chodzi chyba o coś pośredniego między prawem a miłością - o kulturę współżycia, o nawyki społeczne, o to czy sąsiad zagada do sąsiada innej wiary czy będzie go omijał. I tu samo prawo nie wystarczy.


Odpowiedz
Strona 2 / 4
Udostępnij: