To jeden z tych tematów, gdzie nawet najwięksi sceptycy mają w rodzinie historię, której nie potrafią racjonalnie wytłumaczyć. Bo to nie jest kategoria zjawisk, którą ktoś sobie wymyślił - to coś, co występuje w każdej kulturze, w każdej epoce. Anglicy i Amerykanie nazwali to "crisis apparition", Skandynawowie mówili o vardøger, Japończycy o ikiryō, Celtowie o fetch. Wszędzie to samo - osoba pojawia się komuś bliskiemu w momencie własnej śmierci, często z dużej odległości.
Tak. W psychical research to było pierwsze zjawisko, które uczeni wzięli na poważnie. "Phantasms of the Living" Gurneya, Myersa i Podmore'a z 1886 - dwa tomy, kilkanaście tysięcy zebranych przypadków. Niektóre z dokładnymi godzinami, wiarygodnymi świadkami, dokumentacją z prasy. Do dziś nikt tego korpusu sensownie nie obalił.
