Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tym, jak różne tradycje mistyczne podchodzą do wychodzenia z ciała. Bo u nas na forum mówi się głównie o projekcji astralnej w takim new age'owym rozumieniu, ale przecież szamani robili to od tysięcy lat, sufi mają swoje praktyki ekstatyczne, a w islamie są dżinowie, które podobno też mają coś wspólnego z tym, co dzieje się między ciałem a duchem. Chciałem zapytać czy ktoś wie, czy dżinowie to jest coś, co oficjalnie uznaje islam, czy raczej takie ludowe wierzenie, które przetrwało i Arabowie po prostu tego nie wyrzucili?
Dżinowie są jak najbardziej w Koranie, to nie jest żadne ludowe wierzenie. Jest nawet cała sura nazwana od nich, Al-Dżinn, 72 sura. Więc to część ortodoksyjnego islamu, nie folklorystyczna naleciałość. Natomiast to, co z nimi lud przez wieki zrobił, to już osobna historia. Pytanie co cię interesuje bardziej w kontekście wychodzenia z ciała, bo dżinowie to nie są duchy ludzkich zmarłych i nie chodzi tu o projekcję astralną człowieka.
Zaraz zaraz, bo o ile pamiętam to dżinowie są oddzielnym stworzeniem, nie duszami ludzi, ale czy nie ma w islamie czegoś co odpowiada temu co my nazywamy projekcją astralną? Tzn. czy muzułmanie w ogóle uznają, że duch człowieka może opuścić ciało za życia, czy to jest dla nich herezja?
A czy projekcja astralna w ogóle jest w chrześcijaństwie jakoś opisana? Bo u nas to raczej strach przed tym, a słyszałam, że mistycy chrześcijańscy też mieli podobne doświadczenia, tylko to inaczej nazywali.
Doświadczenia mistyczne chrześcijańskich świętych to temat rzeka. Bilokacja na przykład, czyli bycie w dwóch miejscach jednocześnie, to było oficjalnie przypisywane świętym i Kościół tego nie odrzucał. Ojciec Pio miał bilokację, Katarzyna z Sieny też podobno. To nie jest projekcja astralna w sensie technicznym, ale jakaś forma wychodzenia poza ciało na pewno. Różnica jest taka, że w tradycji chrześcijańskiej to był dar Boży, a nie technika którą można ćwiczyć.
Mam pytanie może naiwne, ale co właściwie wychodzi z ciała podczas projekcji? W hinduizmie jest ciało astralne, ciało eteryczne, w kabale jest neshamah, ruach i inne. Każda tradycja ma inną anatomię i nie wiem czy one mówią o tym samym czy o zupełnie różnych rzeczach.
A ja mam z tym praktyczny problem, bo próbowałem techniki z jednej książki, a gdzieś indziej czytałem zupełnie co innego i nie wiem któremu ufać. Czy jest jakiś sposób żeby rozróżnić co jest autentyczną tradycją a co wynalazkiem z lat 90?
Czytałam o tej srebrnej nici i podobno jak się zerwie to człowiek umiera. To prawda? Bo przy projekcji astralnej boję się właśnie tego.
W szamanizmie syberyjskim jest mówione o nici lub linie łączącej szamana z jego ciałem podczas podróży, tak żeby mógł wrócić. Ale to nie jest ta sama koncepcja co srebrna nić z teozofii. Szamańska nić to raczej metafora, że szaman zawsze pamięta skąd pochodzi i jak wrócić, a nie dosłowna struktura energetyczna. A i strach przed projekcją astralną to też temat, bo w różnych tradycjach są zupełnie inne rzeczy których się obawiają podczas takich podróży.
A jak to wygląda w buddyzmie tybetańskim? Bo słyszałam, że tam uczą świadomego umierania i to jest związane z wychodzeniem z ciała, ale nigdy nie zgłębiłam tematu.
No właśnie, bo mam wrażenie, że w new age całe wychodzenie z ciała jest potraktowane jak coś przyjemnego i ekscytującego do spróbowania, a w prawie wszystkich starszych tradycjach to jest coś albo bardzo poważnego, albo wręcz niebezpiecznego. Czy ktoś wie jak na to patrzą na przykład tradycje rdzennych Amerykanów?
Nie jestem ekspertką od rdzennych Amerykanów, ale tyle wiem, że tam podróże szamańskie są ściśle związane z konkretnymi celami, leczenie, poszukiwanie zagubionej duszy chorego, pytanie o kierunek dla plemienia. Nie ma czegoś takiego jak wylatywanie z ciekawości. I zawsze jest jakaś forma przygotowania, często długotrwałego. Czy w islamskim rozumieniu dżinów jest podobna powaga? Tzn. czy kontakt z nimi był dla muzułmanów czymś, czego się po prostu nie robi?
Muszę się przyznać, że mam do tego wszystkiego sporo sceptycyzmu, ale jedno mnie ciekawi. Skoro tak różne kultury, które nie miały ze sobą kontaktu, opisują podobne doświadczenia wychodzenia z ciała, to co to właściwie znaczy? Że to doświadczenie jest prawdziwe i powszechne jako stan świadomości, czy że ludzki mózg po prostu produkuje takie stany i każda kultura je interpretuje po swojemu?
Dobra, ale to co Mietowa pisze to trochę brzmi jak pragmatyzm, czyli nie ważne czy prawda, ważne czy działa. Czy ktoś tu faktycznie wierzy, że świadomość dosłownie opuszcza ciało fizycznie? Bo to są chyba dwie osobne rozmowy.
Ten szum i wibracje to się powtarzają w opisach z różnych stron. Mnie ciekawi czy to jest coś fizjologicznego, co mózg produkuje podczas przejścia między fazami snu, czy to jakiś próg percepcji. W każdym razie pojawia się zarówno u kogoś kto trenował projekcję przez rok, jak i u kogoś kto miał to przypadkowo jak Sylwunia.
Właśnie, bo to jest chyba jeden z argumentów za tym, że doświadczenie jest niezależne od ramy kulturowej. Jeśli ktoś w Japonii, ktoś w Peru i ktoś w Europie opisuje ten sam szum na początku, to skąd to pochodzi jeśli nie z czegoś wspólnego? Nikt ich nie uczył tego samego skryptu.
albo właśnie uczył, tylko przez inne kanały. Opisy projekcji astralnej są teraz wszędzie w internecie i w książkach. Zanim ktoś świadomie spróbuje, już wie czego się spodziewać. To może kształtować doświadczenie, nie odkrywać je.
Donat ma rację w jednym. To co Leadbeater opisał w XIX wieku jako projekcję astralną to był konkretny system z konkretnymi terminami. Wcześniejsze tradycje nie używały tego języka. Problem polega na tym, że potem wszyscy zaczęli mapować stare teksty przez ten nowy szablon.
Trochę się gubię bo mówimy o tylu różnych tradycjach naraz. Wróćmy może do samego tematu wątku, czyli do tego porównania. Czy jest jakaś tradycja, która mówi wprost i szczegółowo jak się dostać do tego stanu i co wtedy robić? Bo jak to zestawiamy na zasadzie filozoficznej to jest ciekawe, ale trochę abstrakcyjne.
Mnie też to intryguje. Czy dream yoga i projekcja astralna to jest to samo pod inną nazwą, czy to są dwa różne stany? Nigdy nie rozumiałam tej granicy.
A to ciekawe, bo wychodzi na to, że samo doświadczenie jest neutralne, a tradycja nakłada na nie interpretację. Ale czy to nie oznacza, że każda tradycja tak naprawdę mówi o czymś innym, tylko nam się wydaje że o tym samym?
Właśnie, a ja pytałem o to od samego początku, tzn. co łączy te doświadczenia ponad kulturą. Ale może warto zawęzić: czy ktoś zna tradycję, która traktuje to wyjście z ciała nie jako coś wyjątkowego, ale jako normalny element codziennej praktyki? Nie coś na specjalne okazje?
Szamanizm w różnych odmianach. Szczególnie syberyjski i południowoamerykański. Dla szamana wychodzenie ze świadomością poza ciało to jest po prostu część pracy, coś co robi regularnie żeby leczyć, negocjować ze światem duchów, szukać zaginionych dusz. To nie jest osiągnięcie duchowe tylko rzemiosło.
Hemi-sync to co to jest? Słyszałam tę nazwę ale nigdy nie rozumiałam o co chodzi.
Słyszałem że Monroe Institute wydaje płyty do tego. Ale to brzmi trochę jak że projekcję astralną można sobie kupić w sklepie. Czy to nie za bardzo komercjalizuje coś co w tybetańskim buddyzmie jest wynikiem lat praktyki?
A co z islamem? Ktoś na początku wątku wspominał o dżinnach i zastanawiałam się czy to jakoś łączy się z projekcją. Znaczy, czy w islamie jest w ogóle coś odpowiadającego temu doświadczeniu wyjścia z ciała?
Ale to otwiera kolejne pytanie, bo jeśli dżinny są uznane przez ortodoksję islamską, to jednak ta ortodoksja dopuszcza byty działające gdzieś poza widzialnym wymiarem. Czy to nie jest furtka dla czegoś co w Europie nazwalibyśmy ezoteryką, tylko pod inną etykietą?
