Temat już dawno chodził mi po głowie, bo mam wrażenie, że większość poradników skupia się na tym, jak rytuał zacząć, a moment końcowy traktuje się po macoszemu. A to przecież połowa roboty. Jak u was wygląda ten etap? Macie jakieś stałe schematy, czy zawsze improwizujecie?
U mnie zależy od tego, co robiłem. Przy prostych pracach świecowych wystarczy mi formuła "tak się staje" wypowiedziana z pełną intencją i odcięcie energii dłonią od splotu słonecznego. Przy poważniejszych pracach – pełne rugowanie, banishing pentagramu, cztery strony świata po kolei.
Ja zaczynałam od szkoły wiccańskiej, więc mam wbity schemat: dziękuję żywiołom w odwrotnej kolejności niż przy otwarciu, "krąg otwarty, lecz niezerwany", potem zwykłe okadzenie pomieszczenia. Z czasem to się modyfikuje, ale szkielet zostaje.
