Temat już dawno chodził mi po głowie, bo mam wrażenie, że większość poradników skupia się na tym, jak rytuał zacząć, a moment końcowy traktuje się po macoszemu. A to przecież połowa roboty. Jak u was wygląda ten etap? Macie jakieś stałe schematy, czy zawsze improwizujecie?
U mnie zależy od tego, co robiłem. Przy prostych pracach świecowych wystarczy mi formuła "tak się staje" wypowiedziana z pełną intencją i odcięcie energii dłonią od splotu słonecznego. Przy poważniejszych pracach - pełne rugowanie, banishing pentagramu, cztery strony świata po kolei.
Ja zaczynałam od szkoły wiccańskiej, więc mam wbity schemat: dziękuję żywiołom w odwrotnej kolejności niż przy otwarciu, "krąg otwarty, lecz niezerwany", potem zwykłe okadzenie pomieszczenia. Z czasem to się modyfikuje, ale szkielet zostaje.
U mnie najprościej. Dłoń na podłodze, oddycham trzy razy do brzucha, mówię w myślach "koniec", wstaję. Tyle. Zauważyłem, że im bardziej teatralnie zamykam, tym gorzej działa, bo zaczynam wątpić w to, co przed chwilą zrobiłem.
A świece? To jest pytanie, które nie daje mi spokoju. Słyszałem trzy szkoły - zdmuchiwać, zgaszać palcami albo zgaszarką, albo pozwolić wypalić się do końca. Każda ma swoich obrońców i każdy uważa, że ta druga to herezja.
Najgorszy błąd jaki widziałem u ludzi to zamykanie zbyt szybko. Człowiek skończył wymawiać formułę i już zrywa krąg, gasi świece, sprząta. Energia jeszcze się ustawia, jeszcze "schodzi", a ten już biegnie po kolację. Po takich pracach często się słyszy, że "nic nie zadziałało".
Pieczętowanie i zamykanie to dwie różne rzeczy, więc dobrze byłoby je rozdzielić, bo widzę że temat się zlewa. Pieczętowanie to nadanie pracy formy ostatecznej - moment, w którym intencja przestaje być modyfikowalna. Zamykanie to przywrócenie pomieszczenia oraz siebie do stanu codziennego. Można pieczętować bez zamykania (np. pakiet, który niesie pracę dalej) i zamykać bez pieczętowania (jak rytuał był nieudany i przerywasz).
Z mojego doświadczenia kropla wosku z palącej się świecy intencyjnej na kartce z intencją - wszystko, czego potrzeba do pieczęci. Składasz kartkę trzy razy, każde złożenie z formułą, chowasz albo zakopujesz. Praca dalej idzie, a ty nie musisz nad nią siedzieć.
Chciałbym wrócić do pytania o świece. W ceremonialnej tradycji świecę gasi się palcami albo gaszarką, ale nie z powodów teologicznych, tylko praktycznych - kontrolowany ruch nie rozprasza dymu chaotycznie. Dym ostatniej fazy spalania niesie ze sobą "ogon" pracy i nie chcesz go rozdmuchać po pomieszczeniu.
Dla mnie zamknięcie zawsze ma trzy etapy: podziękowanie (komu albo czemu pracowałeś), banishing (jeśli wzywałeś coś poza siebie), uziemienie (siebie). Bez tego trzeciego punktu można chodzić jak naelektryzowany przez kilka dni i nie wiedzieć, dlaczego nie można spać.
@Czulu Najprostsze: bose stopy na podłodze albo na ziemi, jedzenie czegoś ciężkiego (chleb, mięso, coś tłustego, nie owoce), prysznic. Im bardziej "fizyczne" działanie, tym lepiej. Niektórzy chodzą na spacer, ja po prostu jem i biorę prysznic, bo działa.
